Komiks „Artemizja” i „Neurokomiks” to dwie pierwsze powieści graficzne, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Marginesy. Pierwszy tytuł to historia niezwykłej malarki, Artemizji Gentileschi, która w XVII wieku jako jedna z pierwszych kobiet sięgnęła po pędzel. Tyle, że w tamtych czasach nie było to dobrze widziane. Jedynie mężczyźni mogli utrzymywać się z malarstwa, czy nawet kupować farby i inne materiały malarskie. Artemizja udowodniła, że kobiety również potrafią zajmować się sztuką. Nathalie Ferlut i Tamia Baudouin, autorki komiksu, pokażą zarówno historię życia artystki, ale również przybliżą nam czasy i zasady, jakie panowały w Europie w XVII wieku.
Historię Artemizji poznajemy poprzez retrospektywę. Artystka odbywa podróż z nastoletnią córką oraz służącą, a dzięki rozmowom dziewczyna ma okazję, by nieco lepiej zrozumieć i poznać matkę. Sama Artemizja była półsierotą. Wychowywał ją ojciec. Orazio Gentileschi był malarzem, uczniem Caravaggia, dlatego dziewczynka dorastała wśród płócien i przyborów malarskich. Pomagała w warsztacie ojca i szybko okazało się, że posiada wielki talent. To stało się jej przekleństwem, ponieważ dziewczynie nie wolno nawet podpisywać własnych prac, w związku z tym, jakiej była płci. Nie mogła być samodzielna w swych działaniach, bo nie pozwalały jej na to normy społeczne.
Bohaterka okazała się jednak nie tylko świetną artystką, ale również wielką buntowniczką. Początkowo pozowała ojcu i pomagała w warsztacie. Orazio był skupiony na własnej sztuce, narzekał na płeć córki, ale pozwalał jej na malowanie. Synowie byli pozbawieni talentu malarskiego. Ojciec w pewnym momencie zdecydował się na to, by dziewczyna pobierała lekcje. Nauczyciel Tassi był typem spod ciemnej gwiazdy. Jego talent artystyczny nie szedł w parze z dobrym sercem. Tassi stał się oprawcą, przez którego Artemizja będzie miała jeszcze bardziej skomplikowane życie.
Mimo cierpień i przeciwności losu, kobieta nie poddała się przyjętym zasadom. Postanawia walczyć o niezależność i sprawiedliwość. Trudno się dziwić, że tworzyła takie przejmujące dzieła, jak słynny obraz „Judyta zabijająca Holofernesa” czy „Judyta i służąca”. Z komiksu dowiemy się, co spotkało Artemizję, ile udało jej się osiągnąć w czasach, gdy kobietom nie wolno było podejmować w swoich pracach malarskich pewnych tematów, czy w ogóle utrzymywać się z pracy artystycznej.
Dzięki komiksowi Nathalie Ferlut i Tami Baudouin mamy okazję poznać wyjątkową artystkę, o której wciąż za mało wiemy. Autorki sięgnęły do źródeł, jakie są dostępne na temat Artemizji, między innymi do procesu Tassiego, w wyniku którego mężczyzna na rok trafia do więzienia. Zachowana dokumentacja nie pozwala jednak poznać lepiej barokowej malarki, jej przemyśleń, życia prywatnego. To osnute jest tajemnicą. Być może stąd ta retrospekcja i podział komiksu na dwie warstwy. Z jednej strony mamy teraźniejszość i wydarzenia z nią związane, a oprócz tego autorki cofają się do przeszłości, by pokazać drogę Artemizji na malarski parnas.
Za warstwę graficzną odpowiedzialna jest Tami Baudouin. Kadry, które nakreśliła są bogate, w końcu mowa o czasach baroku. Ich kolorystyka jest stonowana, niekiedy bardziej mroczna, innym razem pastelowa. Zaskakuje dbałość o szczegóły w ukazywaniu tła i drugiego planu. Mimo, że same obrazy Artemizji nie są zbyt często ukazywane, to ilustratorka nawiązuje do ich stylu. Często następuje gra światła i cienia tak istotna w malarstwie barokowym. Twarze naszkicowane zostały w bardzo umowny sposób. Czasami aż wydaje się, że to nie pasuje do reszty. Myślę, że to był zabieg celowy, by skontrastować piękno sztuki z ludzką niedoskonałością.
Komiks „Artemizja” przybliża postać malarki, która była na tyle silna, by wytyczać nowe szlaki i stać się osobą niezależną. Mimo, że żyła w XVII wieku, jej historia inspiruje również dzisiaj. Autorki w swoim komiksie pokazują także czasy artystki. Dzięki temu wyrabiamy sobie obraz danej epoki. Dzięki komiksowej formie nie wszystko musimy sobie wyobrażać, zmysł wzroku również otrzymuje coś dla siebie.
Od pewnego czasu obiecuję sobie, że zacznę sięgać po powieści graficzne, ale jakoś nie mogę się przełamać i uczynić pierwszego kroku w tym kierunku. W sumie to nawet ciężko mi wyjaśnić, co mnie powstrzymuje – na usprawiedliwienie dodam chyba tylko to, że jak na razie nie natknąłem się na żadną powieść graficzną w moich lokalnych bibliotekach.
Sama mam podobnie, jakoś nastawiona jestem na literki bez obrazu. Jednak kiedy tylko zacznę powieść graficzną, okazuje się, że warto było się przełamać.