„Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne” – Marcin Kołodziejczyk

Bardzo martwy sezon, Marcin KołodziejczykMarcin Kołodziejczyk jest dziennikarzem, autorem kilku zbiorów reportaży. Zdobył uznanie choćby za sprawą książki „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich”. Wcześniej była „B. Opowieści z planety prowincja”. Teraz możemy sięgnąć po najnowszy tytuł wydany przez Wielką Literę: „Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne”. Są to teksty publikowane przez Marcina Kołodziejczyka  na łamach „Polityki” w latach 2000-2014. Jak wygląda życie codzienne w Polsce po sezonie? Odpowiedź znajdziemy właśnie w tym zbiorze.

Dziennikarz zabiera nas w miejsca, które po sezonie stają się ospałe i martwe. Przynajmniej tak się wydaje z zewnątrz, ale czy rzeczywiście tak jest? Marcin Kołodziejczyk pokazuje nam ludzi, którzy nie potrafili zabrać spraw we własne ręce i gdzieś utknęli. Za to doskonale pamiętają jak było kiedyś i tęsknią za tamtym światem. Nie potrafią dostosować się do tego, co tu i teraz. Podkolorowali sobie przeszłość, a jednocześnie nie idą do przodu, stopniowo opanowuje ich marazm.

Jednak nie wszędzie tak się dzieje. Są takie miejsca, jak Ekwador, czyli dyskoteka w Manieczkach, gdzie zjeżdżają miłośnicy tańca. Mało kto wie, że w tej miejscowości przez jakiś czas znajdowała się urna z sercem Józefa Wybickiego. Wcześniej był PGR. Po upadku Państwowych Gospodarstw Rolnych wielu ludzi straciło źródło utrzymania. Jednocześnie trudno im było zmienić styl życia i zacząć coś nowego. Teraz jest tylko dyskoteka.

Marcin Kołodziejczyk opisuje wiele takich miejsc, ale w większości z nich nic się nie dzieje. Tylko niektórzy potrafili wziąć sprawy w swoje ręce. Pozostali, nawet jeśli otrzymali pomysły z zewnątrz, jak zmienić swoją sytuację, nie potrafili ich wykorzystać. Bardziej atrakcyjne niż tworzenie miejsc spotkań, integrowanie się, okazało się siedzenie pod sklepem. Chlubnym odstępstwem od przeciętności stało się Sierakowo, czyli Wioska Hobbitów, gdzie można spotkać Krasnoluda i zjeść gołąbki Bilbo Bagginsa.

W reportażu, które dało tytuł całemu zbiorowi, dowiemy się, co się dzieje w listopadzie nad morzem. Jest niezwykle ponuro, nikt się nie pojawia, a największe zdumienie budzi turysta, który tu przyjeżdża właśnie pod koniec roku. Jedna z bohaterek „Oparła się o bar akurat w tym miejscu, gdzie stojak na pocztówki, choć pocztówki ani jednej. Bardzo martwy sezon powiedziała w końcu, jakby przepraszając za miejscowość. Za umarłą ulicę Zdrojową i flagowy pensjonat Albatros w poniemieckim hotelu, gdzie doba kosztuje 20 zł, bo pokoje nieogrzewane, a Kaja na recepcji, jak niedawno byłem pożyczyć przedłużacz, przestraszyła się otwieranych drzwi” (s. 342). Z drugiej strony ten właśnie sezon jest najlepszy do narzekania i najbardziej bezpieczny, bo można spokojnie nic nie robić – przez całe dziesięć miesięcy.

Autor odkrywa przed nami inne oblicze Polski. Tej mało medialnej, prowincjonalnej, gdzie nie docierają dziennikarze. Bo i o czym mieliby pisać? O przeciętności, zwykłości i o niedzianiu się? Autor oddaje też klimat miejsca poprzez język – na dyskotece w Ekwadorze usłyszymy slang młodzieżowy. Równie nowocześnie będą mówili raperzy, którzy przybliżają ludziom Jezusa, używając języka młodych ludzi.

Temat jest wszędzie, a Marcin Kołodziejczyk potrafi znaleźć go odkryć i świetnie opowiedzieć. Słucha ludzi, a potem oddaje ich styl wypowiedzi na papierze. Okazuje się, że można napisać w sposób niezwykle interesujący o czymś, co pozornie mogłoby być szare i nudne. Dziennikarz oddając tę zwyczajność stosuje napięcie, tak że historie czyta się czasami jak kryminał. Sam nie komentuje, nie ocenia. Otrzymujemy obraz sytuacji, a resztę musimy dopowiedzieć sobie sami. Przez kilkanaście lat Polska się zmieniała, a my również będziemy świadkami tych zmian, które zawitały do zwyczajnych domów. Czasami obraz jaki się wyłania jest nieładny, niewygodny, ale przecież prawdziwy.

  1. Interesujący zbiór, który skojarzył mi się z tekstami Bogdana Białka zebranymi pod wspólnym tytułem „Prowincje”. Reportaże Białka to również twórczość poświęcona tej części Polski, która na co dzień nie mieści się w kadrze kolorowej telewizji i prasy. Szara i na ogół niewesoła rzeczywistość.

    • Pamiętam, że chwaliłeś swego czasu książkę Bogdana Białka, ale póki co, nie udało mi się jej zdobyć. Reportaże Marcina Kołodziejczyka powstawały w latach, kiedy Polska była już w nowym tysiącleciu, dekadę po transformacji.

  2. Opowieść o marazmie, o tęsknocie za dawnym – od razu skojarzyły mi się „Czasy secondhand” S. Aleksijewicz. Trochę z innej strony, ale też o beznadziei i zagubieniu jednostki.

    Lubię historie o polskiej prowincji, więc dziękuję za polecenie. A Tobie zwracam uwagę na tytuł (jeśli nie czytałaś) „Serce narodu koło przystanku” Włodzimierza Nowaka.

    Pozdrawiam

    • Dzięki za polecenia. Czytałam kilka książek Aleksiejewicz, ale „Czasy secondhand” jeszcze nie. Natomiast tytuł „Serce narodu koło przystanku” doskonale podsumowuje życie rozrywkowe w mojej okolicy…

  3. Pingback: Literacki Sopot 2016 | Czytam, bo chcę i już

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *