„Beatlesi”- Lars Saabye Christensen

Beatlesi Lars Christensen SaabyePowieść „Beatles” Larsa Saabye Christensena została wydana w Norwegii ponad trzydzieści lat temu i zdobyła uznanie w tym kraju. Wygrała w plebiscycie norweskiego dziennika „Dagbladet” na najlepszą książkę 25-lecia. Inny norweski autor, Karl Ove Knausgård w „Mojej walce 4” zalicza „Beatlesów” do swoich ulubionych powieści. W tym roku dzięki Wydawnictwu Literackiemu polscy czytelnicy mają okazję poznać tę książkę. Czy jest równie dobra jak „Odpływ” i „Półbrat”?

Głównymi bohaterami „Beatlesów” są czterej chłopcy z Oslo. Poznajemy czternastoletniego Kima, Olę, Seba i Gunnaara. Ich dojrzewanie przypada na okres szczytowej popularności słynnej czwórki z Liverpoolu. Trwa Beatlemania i to w rytmach tej muzyki oraz do słów piosenek Beatlesów dorastają ci chłopcy. Muzyka ma dla nich tak wielkie znaczenie, że sami nazywają siebie Paulem, Ringiem, Georgem, Johnem. Marzą też o założenie własnej grupy. Każdy nowa płyta Beatlesów jest dla nich jak objawienie, bohaterowie odkrywają tę muzykę razem, a wspólne otwieranie nowych krążków traktują niemal jak świętość.

W procesie dojrzewania ważna jest przyjaźń. Chłopcy mają siebie i dzielą pewne doświadczenia. Łączy ich przede wszystkim muzyka. Akcja powieści rozgrywa się od 1965 do 1972 roku. W tym okresie bohaterowie z dzieciństwa przechodzą w dorosłość. Doświadczają wielu rzeczy po raz pierwszy. Miłość, używki, imprezy to tylko część tej inicjacji. Zostaje również druga strona medalu, branie odpowiedzialności za własne czyny. Jak wyglądało dorastanie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku w Norwegii? To właśnie wtedy przyjaciel mają okazję obserwować konflikt z Wietnamem, fascynację komunizmem, ekspansję kapitalizmu, ruchy hippisowskie, protesty przeciwko wstąpieniu do NATO i akcesji Norwegii do EWG.

Lars Saabye Christensen nie ukrywa, że sam jako nastolatek fascynował się piosenkami Beatlesów, a „Penny Lane” i „Strawberry Fields Forever” stały się dla niego inspiracją i zrobiły z niego pisarza. Dla bohaterów powieści muzyka tego zespołu również jest niezwykle istotna. Tym bardziej, że płyty były trudne do zdobycia i drogie, traktowano je więc jako coś niezwykle cennego. Wspólne słuchanie muzyki tylko wzmacniało przyjaźń czwórki z Oslo. Dlatego powieść została zbudowana wokół tytułów piosenek „The Beatles”. Każdy kolejny rozdział zaczyna się od wybranego utworu liverpoolskiego zespołu.

Całą historię opowiada Kim, jeden z czwórki przyjaciół. Życie chłopaków to nie tylko rozrywki, używki i miłość. Prócz muzyki ważna jest choćby piłka nożna, czy zbieranie emblematów marek samochodów (odrywane nielegalnie). Czwórka musi też w pewnym momencie zdecydować, jaką obiorze drogę i kim chłopcy zostaną w przyszłości. Dorastają, ale dopiero z czasem uświadomią sobie, że życie składa się nie tylko z przyjemności. Odkrywają, że istnieje śmierć, kiedy w czasie wakacji utopi się ich kolega, najlepszy pływak. Ich zabawy bywają głupie oraz niebezpieczne i prowadzą do kalectwa. Są jeszcze marzenia, łączą ich te związane z muzyką, ale czy możliwa jest ich realizacja?

Przyjaciele pragną wolności. Odcinają się od tego, jacy są ich rodzice, chcą być inni. Jednak czy rozumieją na czym polega wolność? Początkowo utożsamiają to słowo z beztroską. Dlatego też wpadają w kłopoty. A jeśli zaciągają kredyt, jeszcze nie wiedzą, że kiedyś będą musieli go spłacić. Sielanka szybko się kończy, a Kim popadając w kolejne kłopoty, doprowadza siebie do załamania nerwowego.

Powieść „Beatlesi” Larsa Saabye Christensena poprzez ukazanie perypetii czwórki przyjaciół z Oslo, daje nam też możliwość przyjrzenia się przemianom, jakie miały miejsce w Norwegii w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Tło społeczne okazuje się równie ważne, bo przecież nie mamy do czynienia jedynie z powieścią inicjacyjną. Prócz dojrzewania ważna jest historia, która rozgrywa się w tle. Życie często zaskakuje, tym że różni się od tego, co sami dla siebie zaplanowaliśmy. Christensen w sposób mistrzowski potrafi opisać to poczucie goryczy, które daje nam los. Dla osłody otrzymujemy jednak coś niezwykłego – muzykę.

  1. Przyznaję, że ciekawią mnie zarówno książka jak i autor – nie miałem jeszcze przyjemności obcować z prozą Larsa Saabye Christensena, ale słyszę o niej tylko dobrego, że korci mnie ogromnie, by osobiście przekonać się o talencie autora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *