Z pozoru Belfast jest zwyczajnym miastem. Można tu przyjechać i nie zauważyć niczego niezwykłego. Jednak książka Aleksandry Łojek „Belfast. 99 ścian pokoju” jest jak lupa, która zbliża nas do problemu. Otrzymujemy portret, widzimy miasto z bliska, jednocześnie próbujemy zrozumieć jego mieszkańców. Bo bez ludzi nie byłoby przecież takie wyjątkowe.
Najpierw należy przypomnieć sobie konflikt zbrojny, który trwał trzydzieści lat, miał miejsce w Irlandii Północnej. Zakończył się podpisanym porozumieniem w 1998 roku. Miał charakter etniczno-narodowy. Walczyli ze sobą probrytyjscy unioniści oraz zwolennicy zjednoczenia Irlandii. Wielu mieszkańców Belfastu żyje tym konfliktem do dziś. Dla nich on się nie skończył, bo wciąż czują strach. Podział nadal ma miejsce. Miejscowi rozpoznają natychmiast, kto jest kim.
Aleksandra Łojek mieszka w Belfaście od kilku lat. Pracuje w organizacji charytatywnej, której celem jest pomaganie ofiarom rasizmu oraz zajmuje się mediacją międzykulturową. Jako, że z wykształcenia jest iranistką, prowadzi również zajęcia ze sztuki islamu w Crescent Arts Centre w Belfaście.
Belfast jest miastem przyjaznym dla turystów. Można tu przyjechać i miło spędzić czas, bez żadnych problemów. Również klasa średnia może prowadzić tu w miarę zwyczajne życie. Kłopoty są zarezerwowane dla grupy społecznej żyjącej na marginesie, w gettach. „The Troubles” (Kłopoty) to łagodna nazwa określająca konflikt, który toczyła się w latach 1968-1998. Zaczęło się od tego, że w 1921 roku powstała Irlandia Północna. W skrócie i upraszczając: protestanccy Brytyjczycy chcieli utrzymać unię z Wielką Brytanią, a katoliccy Irlandczycy zamierzali przyłączyć Irlandię Północną z Republiką Irlandii. Zginęło ponad trzy tysiące osób, kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało rannych. Porozumienie wielkopiątkowe zakończyło Kłopoty. Jednak napięcia między ludźmi pozostały. Doskonale widać je właśnie w Belfaście. Pod jednym warunkiem, że przebywający tu człowiek, bliżej się przyjrzy mieszkańcom miasta.
Okazuje się, że napięcia wciąż mają wpływ na życie zwyczajnych ludzi. Nie tylko w czasie protestanckiego święta Oranżystów – 12 lipca – bo wtedy o tym mówią media na świecie. Na co dzień mało kto ma świadomość istnienia konfliktów między republikanami a protestantami. Okazuje się, że: „To piękne, rzeźbione w czerwonej cegle miasto cierpi na rozdwojenie jaźni. Jego poszczególne osobowości albo nie wiedzą o swoim istnieniu, albo są tylko częściowo świadome tego stanu” (s. 10). Najwygodniej byłoby wyprzeć ze świadomości fakt istnienia konfliktów – tak często robią ludzie z warstw uprzywilejowanych. Biedni nie mają na to szans.
Nie jest łatwo zbliżyć się do mieszkańców miasta. Podziały wciąż istnieją, bo ludzie wciąż pamiętają o ofiarach Kłopotów – dlatego też nie ufają obcym. Nawet transport publiczny został tak zaprojektowany, by nie przekraczać granic stref protestanckich, czy katolickich. Różni tych ludzi język – po to, by łatwo było rozpoznać, po której stronie jest dana osoba. Nikt nie zapyta wprost, ale czasmi wystarczy jedno zdanie, czy określenie do jakiej szkoły się chodziło, by wszystko stało się jasne.
Aleksandra Łojek rozmawia ze obiema stronami, by poznać mechanizmy, które rządzą mieszkańcami miasta. Aby móc w Belfaście się odnaleźć, trzeba poznać jej mapę podziału. Po takim naznaczonym mieście oprowadza nas reporterka. Pokazuje nam mury, ściany pokoju, a przede wszystkim ludzi, którzy albo są ofiarami tego konfliktu, albo robią wszystko, by go zażegnać. Jak żyją ludzie w tym miejscu, w którym zaznali tak wiele przemocy? Czy nienawiść rodzi kolejną nienawiść? Czy jest szansa na to, by następne pokolenia o nim zapomniały?
W książce „Belfast. 99 ścian pokoju” widzimy bardzo skomplikowany obraz współczesnej stolicy Irlandii Północnej. Miejsce, które zostało ukryte przed światem, bo jak pisze Aleksandra Łojek „Wielkiej Brytanii, która zaprowadza porządki na świecie, wstyd, że na swojej ziemi nie umiała poradzić sobie z napięciami narodowowyzwoleńczymi. Że nadal się tu kotłuje”. Trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość. Wielu ludzi ciężko pracuje nad tym, żeby konflikty łagodzić? Czy im się uda? Po lekturze książki okazuje się, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi.
Kolejny reportaż do przeczytania. Zapamiętam sobie tytuł.
Warto się przyjrzeć temu tematowi – polecam. 🙂
Jestem na tyle stara, że pamiętam migawki z Belfastu z czasu konfliku. Co rusz konflikt pojawiał się w wieczornych programach informacyjnych. Książka wydaje się bardzo interesująca.
Sama stwierdziłam, że widziałam sporo filmów o Irlandii Północnej – ale nie wiedziałam jak tam dzisiaj wygląda sytuacja mieszkańców Belfastu.
W okresie gimnazjalnym oraz licealnym zaczytywałem się w książkach sensacyjnych oraz politycznych thrillerach. Dzięki kilku powieściom dowiedziałem się m.in. o szczegółach konfliktu w Irlandii Płn., o którym wspominasz – w gruncie rzeczy to niesamowicie śmieszne, a zarazem niezwykle tragiczne, że między ludźmi dochodzi do tak głębokich podziałów, których podstawą jest religia, pochodzenie etniczne czy wyznawana ideologia. Człowiek to jednak przerażająca istota – jest gotów wykrzesać z siebie tyle sił i energii tylko po to, by skrzywdzić drugiego.
Kiedyś natknąłem się na tę książkę… Miałem ją wziąć i niestety tak wyszło, że ją odłożyłem. Dziękuję za przypomnienie.