„Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha” – Dariusz Rosiak

Biało-czerwony, Dariusz RosiakCzytaliście w młodości książki przygodowe o Indianach? Pamiętam nie tylko ukochane lektury, ale także to, że pierwszy film, na jaki poszłam samodzielnie do kina, był o Winnetou. Uwielbiałam powieści Szklarskiego, Wiesława Wernica, Karola Maya, Jamesa Coopera, Longina Jana Okonia. Jednak nie było ważne, kto napisał książkę, ale temat. Fascynował świat przyrody amerykańskiej, a przede wszystkim Indianie z ich zasadami, honorem, niezłomnym charakterem. Każdy chciał być jak Sokole Oko, czy Winnetou.

W kanonie lektur klasy czwartej szkoły podstawowej pojawiła się nieobowiązkowa pozycja pt. „Biały Mustang” Sat-Okha. Dzieci mogą dzięki niej poznać baśnie i legendy, które zabiorą je do świata Indian. Tajemnicze nazwisko autora niewiele powie dziesięciolatkom. Dla nich nie jest istotny pisarz, a sama treść tych historii. Kim jednak był Sat-Okh? Kto kryje się pod tym pseudonimem? Jako dziecko byłam przekonana, że to prawdziwy Indianin, którego książki zostały przetłumaczone na język polski. Olbrzymim zaskoczeniem było dla mnie, że tak naprawdę nazywał się Stanisław Supłatowicz. Jego legenda jednak jeszcze się wzmocniła, ponieważ pozostał Indianinem, synem wodza Szewanezów, a Polakiem dzięki matce.

Stanisław Supłatowicz opowiadał niesamowite historie o swoim życiu. Jego matka miała być zesłana na Syberię. Według Sat-Okha uciekła stamtąd i dotarła przez Cieśninę Beringa do Kanady. Pomogli jej Indianie, a wódz plemienia Szewanezów ją poślubił. Z tego związku narodził się Sat-Okh. Przed drugą wojną matka zabrała syna do Polski. Dzięki temu młody Indianin walczył w AK. Kiedy został złapany przez Niemców i znalazł się w pociągu do Oświęcimia, uciekł z transportu. Na ile ta piękna historia jest prawdziwa? Czy Stanisław Supłatowicz rzeczywiście był tym, za kogo się podawał?

Dariusz Rosiak postanowił przeprowadzić reporterskie śledztwo, by odkryć tajemnice Sat-Okha. Kim był ten człowiek, który przyczynił się do popularyzacji Indian w Polsce oraz w ZSRR? Aby to odkryć, dziennikarz prześledził informacje na temat autora „Białego mustanga”, które były dostępne w archiwach. Po zestawieniu faktów oraz po rozmowach z osobami znającymi Sat-Okha wyłania się niezwykle interesujący obraz. Stanisław Supłatowicz i Sat-Okh wydają się dwiema różnymi postaciami. Tyle, że łączy ich jedno ciało.

Jak to możliwe, że nikt nie odkrył owych fałszywych rys w życiorysie polskiego Indianina? Takie pytanie rodzi się podczas lektury reportażu. Dlaczego nikt nie sprawdzał wiarygodności tego, co napisał Sat-Okh? Szybko dojdą kolejne wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście był autorem swoich książek? I tu odpowiedzi nie zawsze będą jednoznaczne.

Najlepszą historię, którą wymyślił Sat-Okh, jest jego własna tożsamość. Dlaczego jednak wszyscy tak łatwo dawali się zwodzić? Podobnie działo się z książkami Supłatowicza. Nikomu nie przyszło do głowy sprawdzać wiarygodności tych opowieści. Z jednej strony w czasach PRL-u nie było to łatwe do wykonania, z drugiej właśnie książki polskiego Indianina były owym przejściem do innego świata. Pozwalały zapomnieć o szarej rzeczywistości, a pokazywały ludzi niezłomnych. Mało kto traktował te historie jako czystą fikcję, wielu chciało w nie uwierzyć.

Książka Dariusza Rosiaka pozwala zmierzyć się z legendą Sat-Okha. Dziennikarz tropi kolejne ślady i odkrywa, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Gdzie to możliwe oddziela fikcję od prawdy, podaje swoje wątpliwości. Nie chodzi tu o wywlekanie brudów, a uzmysłowienie odbiorcom, jak złożoną osobą był autor „Białego mustanga”. Ocenę pozostawia czytelnikom. Podczas lektury książki „Biało-czerwony” dostrzeżemy, jak trudne zadanie miał Dariusz Rosiak. Dotarcie do ludzi, którzy znali Supłatowicza, do faktów to jedno, ale przecież trzeba było zmierzyć się z tymi wszystkimi, często sprzecznymi wersjami Sat-Okha. Oprócz tego otrzymujemy obraz pewnej epoki. Dziennikarz pisze o tym w sposób interesujący, zaczynając od końca, czyli pogrzebu Stanisława Supłatowicza. Potem zaczyna się śledztwo, na temat człowieka, który pozwalał nam marzyć.

  1. Chętnie bym się dowiedziała, kim był Sat-Okh. Jako nastolatka uwielbiałam „Białego Mustanga” i inne powieści o Indianach. Pani ze szkolnej biblioteki zwróciła mi nawet uwagę, że nie powinnam wypożyczać takich książek, bo one są dla chłopców. 🙂

    • Miałam więcej szczęścia, ponieważ nikt mi nie zwracał uwagi, że czytam książki dla chłopców. I wcale nie chciałam być squaw, jak się wtedy określało indiańską kobietę, ale przeżywać przygody godne wojownika. 🙂

    • Przygody były świetne, a książki się wtedy pochłaniało. Tylko, że niekiedy te historie były trudno dostępne. Albo rozchwytywane w bibliotece, albo zaczytane…

  2. Ha, cenię sobie twórców, którzy oprócz książek, bardzo wiele uwagi poświęcają budowaniu opowieści na swój własny temat. Z takich najpopularniejszych kreatorów własnych biografii przychodzi mi do głowy Blaise Cendrars, ale Stanisław Supłatowicz wydaje się postacią równie intrygującą.

    • Najlepszą rzeczą którą wymyślił Supłatowicz okazały się nie jego książki, lecz właśnie biografia. Drugą taką postacią, która kreowała własną przeszłość jest Tony Halik, ale ciekawa jestem również Blaise’a Cendrarsa, którego przywołujesz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *