Amy, córka Mitcha

Kim jest Mitch Winehouse? Każdy fan przedwcześnie zmarłej Amy – odpowie natychmiast, że jej ojcem. W książce „Amy. Moja córka” staje się biografem i przewodnikiem po życiu artystki. Ale czy tylko?

Mitch Winehouse postanowił pokazać czytelnikowi swoją córkę, taką jaką sam widział. Opowiada o swoim szczęściu po jej narodzinach. Nie ukrywa, że kiedy Amy miała kilka lat, rozstał się z żoną, bo zakochał się w innej kobiecie. Mała Amy została ukazana jako niesforny urwis, który nie może zagrzać zbyt długo miejsca w szkolnej ławce. Chętnie zwracała na siebie uwagę, trudno natomiast było jej poddać sie ogólnie panującym zasadom. Potrafiła na przykład udawać miejscach publicznych, że się dusi, byle tylko skupić na sobie atencję i tych najbliższych, i przechodniów. Już jako dwunastolatka wiedziała, że chce mieć do czynienia z publicznością. Pragnęła śpiewać i występować. I to tak, żeby ludzie na chwilę zapomnieli o swoich troskach. Była na tyle zdeterminowana, że sama wybrała sobie szkołę artystyczną oraz napisała do niej podanie w tajemnicy przed opiekunami.

Okazało się jednak, że występ przed dużą publiką jest nie lada wyzwaniem dla Amy. Podobnie jak sama muzyka, którą tworzyła. Większość piosenek opowiadała o jej własnych przeżyciach – tych po ciemnej stronie. Trudno potem wrócić do czegoś, co dotyczy bolesnych wspomień i śpiewać te utwory bez emocji. Amy sie nie udało.

Dla ojca była oczkiem w głowie. Nie zapominał o niej, starał się ją wspierać w każdej chwili. Jednak Amy nie zwierzała mu się ze swoich problemów. A po tym, jak zakochała się w Blake’u Fielder-Civilu pojawiało się ich coraz więcej. Związek ten przypominał jazdę na rollercoasterze, bez zapinania pasów. Mitch wspomina, że przez Blake’a  jego córka sięgnęła po narkotyki.

Kiedy stan dziewczyny był ciężki, wtedy do akcji wkraczał tata i ratował córkę z opresji. Zaliczała zapaści, kilkakrotnie walczyła o życie. Jednak to nie narkotyki ją zabiły… Przez ostatnie trzy lata życia było czysta. Zakazane używki zastąpiła tymi dozwolonymi – alkoholem.

Rodzina Amy przechodziła przez piekło. Książka Mitcha mogłaby być podręcznikiem dla rodzin dzieci uzależnionych. Zobaczymy, jak osoba chora potrafi manipulować najbliższymi, jak okłamuje i jest w stanie zrobić wszystko, by zdobyć dragi. W tym przypadku happy endu nie będzie. Kiedy artystka uzależniła się od alkoholu, ojciec był na skraju wyczerpania psychicznego. Bo co można zrobić, jeśli najbliża osoba nie chce przyjąć pomocy? Bezsilność jest w tym wszystkim nie do zniesienia.

Książka „Amy, moja córka” daje subiektywny obraz artystki, z punktu widzenia jej ojca. Widział ją pod pewnym kątem i to właśnie tę część odkrywamy. Amy nie pozwoliła najbliższym poznać się w pełni.  Nie poznamy wszystkiego. Trudno przecież rodzicowi wejść w psychikę dziecka, które uzewnętrznia przed nim tylko to, co chce. Natomiast zupełnie niespodziewanie odsłania się przed  czytelnikiem obraz ojca Amy. Poznamy jego punkt widzenia, choć dla mnie najważniejsze będą emocje Mitcha. Odkrył przed czytającym swoje uczucia. Poznałam jego poglądy na muzykę Amy i dowiedziałam się,  że miał istotny wpływ na kształtowanie się gustu muzycznego dziewczyny.

Biografia nie powstała jako hołd dla Amy Winehouse. Raczej ma na celu przedstawić prawdziwy obraz artystki, a nie ten rozdmuchany przez portale plotkarskie. Mitch napisał książkę, której dochód przeznaczony został na Fundację Amy Winehouse, mającej wspierać dzieciaki walczące z uzależnieniami, borykającymi się z niepełnosprawnością, czy trudną sytuacją finansową.

Szkoda, że Mitch Winehouse niewiele wspomina o matce Amy. Wystarczy przyjrzeć się zdjęciom, by zwrócić uwagę na podobieństwo kobiet. Jednak z książąki wynika, że właśnie ojciec stanowił dla Amy autorytet, jeśli chodzi o muzykę. Żałuję, że Amy nic nowego nie stworzy, by słuchający mogli na chwilę zapomnieć o tym, jak kruche jest życie i jak niewiele trzeba, aby stąd odejść.

Dziękuję za książkę wydawnictwu SQN.

Niezniszczalny Iggy Pop

Iggy PopPaul Trynka podjął się ogromnego trudu, by przybliżyć miłośnikom rocka postać, która stała się  żywą legendą – Iggy Popa. Powstało dzieło, w którym widać benedyktyńską robotę. Dziesięć lat pracy biografa, dało tomiszcze ponad 500 stronicowe o tytule: „Iggy Pop. Open up and bleed. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca”, w którym oprócz biografii muzyka, jest nam dane być świadkami tworzenia się historii rocka.

Skąd się wziął Iggy, kim był naprawdę? Z biografii dowiemy się, że na początku istniał Jim Osterberg, który mieszkał w latach sześćdziesiątych na osiedlu przyczep kempingowych w Ann Arbor w Stanach Zjednoczonych. Był niezwykle obiecującym dzieckiem. Uważano, że ma szanse stać się prezydentem USA, a przynajmniej wpływowym politykiem. Cóż, stało się inaczej. I dobrze zarówno dla fanów rocka, jak i muzyki punkowej.

Inteligentny, błyskotliwy, poukładany chłopiec czuł, że jest niezwykły. Od początku lubił się pokazywać w tzw. dobrym i wpływowym towarzystwie. W ten sposób leczył swoje kompleksy. Uważano, że należy do wyższej klasy średniej, bo sam się nie przyznawał do zamieszkiwania w przyczepie kempingowej. Jednak zamiast wybrać karierę polityczną, został muzykiem. I to jakim!

Paul Trynka – wieloletni redaktor pisma muzycznego Mojo – śledzi każdy krok kariery Osterberga. Najpierw Jima jako perkusisty „The Iguanas”. Trzeba dodać, że ulubione zwierzątko muzyka przyczyniło się do powstania pierwszego członu jego pseudonimu. Później z braćmi Asheton Osterberg zakłada „The Psychedelic Stooges”, tu już zostaje wokalistą.

Rok 1968 oznacza początek kariery muzycznej Iggy Popa. Zaczyna się trudna droga usłana różami, a zwłaszcza kolcami tychże kwiatów. Z jednej strony ciężka praca, a z drugiej wieczna impreza pełna narkotycznych odlotów. Jak sprawić, by te dwie sprawy mogły jakoś ze sobą współistnieć? Jim Osterberg tworzy alter ego – Iggy Popa. Pierwszy będzie łagodny, inteligentny, wrażliwy, drugi to demon skłonny do ekshibicjonizmu, wszelkich możliwych i niemożliwych perwersji.

Trynka nie ma zamiaru wybielać artysty. Opisuje wszystko – przytacza kolejne skandale, ale i wymienia prawdziwe miłości Jima, i nie chodzi tylko o ukochane kobiety, również o narkotyki z którymi Iggy eksperymentuje. Co jest dla Popa najważniejsze? Czy skandal, czy używki, a może performance? Wydaje mi się, że najpierw muzyka…

Jaka postać wyłania się z książki Paula Trynki? Czy tylko ekscentryczny muzyk? Poznajemy całą drogę, którą przeszedł artysta. Co go ukształtowało, z jakimi muzykami współpracował. Najważniejsza i najciekawsza jest według mnie relacja Iggy Popa z Davidem Bowiem. Artyści, choć zupełnie różni, nagrywają wspólnie kilka piosenek, współpracują z sobą, ale i współzawodniczą. No i zaprzyjaźniają się.

Książka o Iggy Popie nie jest łatwą lekturą. Niektóre fakty do dziś mogą bulwersować. Artysta zostaje obnażony – dosłownie. Poznajemy wszystko, bez niepotrzebnych eufemizmów. Trudno wprost uwierzyć, że muzyk nie podzielił losów Morrisona, czy Hendrixa ze swoją skłonnością do autodestrukcji. Kluczem będzie tu dionizyjski i apolliński nurt w sztuce. Iggy Pop wybrał ten pierwszy. Stąd się brało jego upojenie i niezwykła energia podczas występów oraz żywiołowość. Jak widać tradycje antyczne nie były obce intelektualnie obytemu Jimowi Osterbergowi, a jego wybór był czymś świadomym.  Kim stał się po latach? Czy zdołał wyjść na prostą? Biografia Iggy Popa jest dla mnie bardzo cenna pod tym względem, że udało mi się stworzyć pewien portret artysty. Nie tyle interesowało mnie to co na zewnątrz, ale jego psychika.

Wyłania się człowiek wręcz autystyczny, niemal nie potrafiący nawiązać bliższych relacji z drugą osobą. Gdyby nie przyjaźń z Bowiem, kilka dłuższych związków z kobietami, możnaby powiedzieć, że ten „Ojciec chrzestny punka” był zupełnie sam. Wojował ze wszystkimi, a przede wszystkim ze sobą.

Biografia „Iggy Pop” jest dziełem na kilka dłuższych jesiennych wieczorów. Warto do niej sięgnąć i jednocześnie słuchać muzyki bohatera tytułowego. Okaże się, że właśnie twórczość broni tę niezwykłą postać. Zaś wszystko czego się dowiemy, nie jeden raz nas zaskoczy. Już sama okładka wiele nam powie. I choć przedstwia nam bohatera – jakim się stał, to na tylnej części zobaczymy od czego zaczynał.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.