Kiedy zechcemy przyjrzeć się bliżej temu, jak zmieniała się kultura, a w tym muzyka w drugiej połowie XX wieku, prędzej czy później będziemy mieli do czynienia z pukiem. Skąd się wziął? Gdzie się narodził? Czy miał wpływ na politykę, na modę, albo sztukę? Na te wszystkie pytania znajdziemy odpowiedź w książce „Please kill me. Punkowa historia punka”. Jej autorami są Legs McNeil oraz Gillian McCain. Pierwsza osoba, którą wymieniłam, to amerykański dziennikarz muzyczny. Właśnie on jest jednym z trzech z założycieli kultowego pisma „Punk”, od tego magazynu wywodzi się nazwa subkultury punkowej. Natomiast Gillian McCain jest kanadyjską poetką, która koordynowała programy poetyckie w nowojorskim kościele św. Marka, w którym występowała choćby Patti Smith. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Iggy Pop
„David Bowie”, Paul Trynka. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Starmanie…
Paul Trynka, autor książki „David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię” przekonał mnie swoją poprzednią biografią: Iggy Pop. Open up and bleed. Zresztą obie książki dopełniają się w pewien sposób. Jeśli kogoś interesuje historia Iggy’ego, będzie chciał poznać bliżej Bowiego – i odwrotnie.
Należę do pokolenia, dla którego Bowie związany jest przede wszystkim z utworem Let’s Dance. Mogłabym nawet stwierdzić, że lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku minęły mi w połączeniu z dźwiękami wymienianej wcześniej piosenki oraz China Girl i Tonight śpiewanej z Tiną Turner. Tyle, że dzisiaj przywołuje to na myśl skojarzenia z kiczem.
Paul Trynka w biografii opisuje dzielnicę Brixton, położoną w południowym Londynie, gdzie w 1947 roku urodził się David Jones. Druga wojna światowa mocno wpłynęła na rodzinę przyszłego Starmana – zarówno matka, jak i ojciec mieli za sobą nieudane związki. Anglia powojenna była szara i biedna, jednak miała pewien urok. Dzieciaki wypełniały swoje wolne chwile bawiąc się w ruinach i lejach po wybuchach bomb.
Schludnie ubrany i zawsze czysty David wyróżniał się wśród rówieśników. Posiadał niesamowity urok, którym potrafił sobie zjednać nawet surowego dyrektora podstawówki. Kiedy młody chłopak poznał rock and rolla, postanowił, że zostanie muzykiem. Razem z przyjacielem Georgiem Underwoodem przeszli do szkoły Bromley Tech. To właśnie jego najbliższy kolega, podczas bójki o dziewczynę, uszkodził lewe oko Davida.
Niezwykły wygląd, stylowe ubrania, zainteresowania muzyką nie dały jeszcze szansy piętnastolatkowi na sukces muzyczny. Musiał bardzo długo pracować nad tym, by się wybić. A jednak posiadał to „coś”, na co każdy zwracał uwagę. Nie talent muzyczny, a charyzma Bowiego była bardzo zauważalna. Wszyscy również podkreślają, jak bardzo pracowity był młody muzyk.
Kilka pierwszych płyt Davida poniosło porażkę. Większość twórców zraziłaby się. A jednak Bowie nie dawał za wygraną. Cały czas uczył się na błędach. Właśnie one go ukształtowały. W pewnym momencie dwudziestojednoletni David oświadczył, że zostanie tancerzem – chodził na lekcje, grał w spektaklu Chmurę. Poznawał ciekawych ludzi. 1969 rok przynosi zmiany – wreszcie wydana zostaje Space Oddity, płyta, która da mu sławę.
Kariera zaczyna się rozkręcać za sprawą Amerykanki Angeli Barnett. Przez następne cztery lata ona stanowiła siłę sprawczą sukcesu swego przyszłego męża. Nietypowa para, głosząca otwartość związku nie przetrwała zbyt długo. Choć z tego małżeństwa Bowie ma syna Duncana.
Kolejne płyty z lat siedemdziesiątych wyniosły muzyka na szczyty. Nie chodzi o listy przebojów, a osiągnięcia twórcze. Powstało alter ego artysty: Ziggy Stardust. Nie sposób wymieniać kolejnych przebojów i wcieleń. Miały one olbrzymi wpływ na wielu muzyków i całe pokolenia – z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Choćby utwór The men who sold the world znany memu pokoleniu z niezwykłego wykonania Nirvany, stworzony został przez Bowiego. To oczywiście tylko jeden z przykładów. Innymi muzykami, którzy wiele zawdzięczają Starmanowi są Iggy Pop, a nawet Freddie Mercury.
Książka Paula Trynki dokładnie opisuje przebieg kariery „Człowieka, który spadł na ziemię”. W niezwykle szczegółowy sposób rekonstruuje wszystko, co kształtowało muzyka. Biograf nie próbuje jednak określać orientacji seksualnej Starmana. Pokazuje raczej grę Bowiego. W czasach, kiedy homoseksualizm był tabu, Bowie otaczał się mężczyznami i ogłaszał gejem. Jednocześnie też miał mnóstwo przygód z kobietami.
Autor książki świetnie pokazał kolejne wcielenia Davida Bowiego. Starman jest mistrzem muzyki, ale geniuszem kreacji. Potrafił intrygować swoim wyglądem, wpływając ogromnie na popkulturę. Przy okazji P. Trynka – niejako na drugim planie – pokazał muzyczny świat drugiej połowy XX wieku. Obala też pewne mity – np. romans z Davida z Jaggerem, który przedstawiony został jako element autokreacji i promocji, a nie fakt. Z drugiej strony biograf nie idealizuje artysty. Bowie, jeśli chodzi o muzykę potrafił być bezwzględny, ostro rywalizując nawet z najbliższymi przyjaciółmi. I choć pod koniec lat sześćdziesiątych artysta był spóźniony w stosunku do wielkich muzyków wytyczających szlaki, teraz jego gwiazda wciąż błyszczy. A za sprawą najnowszej płyty Next Day, Bowie udowadnia, że jest jak feniks powstający z popiołów.
Za biografię dziękuję Wydawnictwu SQN
Niezniszczalny Iggy Pop
Paul Trynka podjął się ogromnego trudu, by przybliżyć miłośnikom rocka postać, która stała się żywą legendą – Iggy Popa. Powstało dzieło, w którym widać benedyktyńską robotę. Dziesięć lat pracy biografa, dało tomiszcze ponad 500 stronicowe o tytule: „Iggy Pop. Open up and bleed. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca”, w którym oprócz biografii muzyka, jest nam dane być świadkami tworzenia się historii rocka.
Skąd się wziął Iggy, kim był naprawdę? Z biografii dowiemy się, że na początku istniał Jim Osterberg, który mieszkał w latach sześćdziesiątych na osiedlu przyczep kempingowych w Ann Arbor w Stanach Zjednoczonych. Był niezwykle obiecującym dzieckiem. Uważano, że ma szanse stać się prezydentem USA, a przynajmniej wpływowym politykiem. Cóż, stało się inaczej. I dobrze zarówno dla fanów rocka, jak i muzyki punkowej.
Inteligentny, błyskotliwy, poukładany chłopiec czuł, że jest niezwykły. Od początku lubił się pokazywać w tzw. dobrym i wpływowym towarzystwie. W ten sposób leczył swoje kompleksy. Uważano, że należy do wyższej klasy średniej, bo sam się nie przyznawał do zamieszkiwania w przyczepie kempingowej. Jednak zamiast wybrać karierę polityczną, został muzykiem. I to jakim!
Paul Trynka – wieloletni redaktor pisma muzycznego Mojo – śledzi każdy krok kariery Osterberga. Najpierw Jima jako perkusisty „The Iguanas”. Trzeba dodać, że ulubione zwierzątko muzyka przyczyniło się do powstania pierwszego członu jego pseudonimu. Później z braćmi Asheton Osterberg zakłada „The Psychedelic Stooges”, tu już zostaje wokalistą.
Rok 1968 oznacza początek kariery muzycznej Iggy Popa. Zaczyna się trudna droga usłana różami, a zwłaszcza kolcami tychże kwiatów. Z jednej strony ciężka praca, a z drugiej wieczna impreza pełna narkotycznych odlotów. Jak sprawić, by te dwie sprawy mogły jakoś ze sobą współistnieć? Jim Osterberg tworzy alter ego – Iggy Popa. Pierwszy będzie łagodny, inteligentny, wrażliwy, drugi to demon skłonny do ekshibicjonizmu, wszelkich możliwych i niemożliwych perwersji.
Trynka nie ma zamiaru wybielać artysty. Opisuje wszystko – przytacza kolejne skandale, ale i wymienia prawdziwe miłości Jima, i nie chodzi tylko o ukochane kobiety, również o narkotyki z którymi Iggy eksperymentuje. Co jest dla Popa najważniejsze? Czy skandal, czy używki, a może performance? Wydaje mi się, że najpierw muzyka…
Jaka postać wyłania się z książki Paula Trynki? Czy tylko ekscentryczny muzyk? Poznajemy całą drogę, którą przeszedł artysta. Co go ukształtowało, z jakimi muzykami współpracował. Najważniejsza i najciekawsza jest według mnie relacja Iggy Popa z Davidem Bowiem. Artyści, choć zupełnie różni, nagrywają wspólnie kilka piosenek, współpracują z sobą, ale i współzawodniczą. No i zaprzyjaźniają się.
Książka o Iggy Popie nie jest łatwą lekturą. Niektóre fakty do dziś mogą bulwersować. Artysta zostaje obnażony – dosłownie. Poznajemy wszystko, bez niepotrzebnych eufemizmów. Trudno wprost uwierzyć, że muzyk nie podzielił losów Morrisona, czy Hendrixa ze swoją skłonnością do autodestrukcji. Kluczem będzie tu dionizyjski i apolliński nurt w sztuce. Iggy Pop wybrał ten pierwszy. Stąd się brało jego upojenie i niezwykła energia podczas występów oraz żywiołowość. Jak widać tradycje antyczne nie były obce intelektualnie obytemu Jimowi Osterbergowi, a jego wybór był czymś świadomym. Kim stał się po latach? Czy zdołał wyjść na prostą? Biografia Iggy Popa jest dla mnie bardzo cenna pod tym względem, że udało mi się stworzyć pewien portret artysty. Nie tyle interesowało mnie to co na zewnątrz, ale jego psychika.
Wyłania się człowiek wręcz autystyczny, niemal nie potrafiący nawiązać bliższych relacji z drugą osobą. Gdyby nie przyjaźń z Bowiem, kilka dłuższych związków z kobietami, możnaby powiedzieć, że ten „Ojciec chrzestny punka” był zupełnie sam. Wojował ze wszystkimi, a przede wszystkim ze sobą.
Biografia „Iggy Pop” jest dziełem na kilka dłuższych jesiennych wieczorów. Warto do niej sięgnąć i jednocześnie słuchać muzyki bohatera tytułowego. Okaże się, że właśnie twórczość broni tę niezwykłą postać. Zaś wszystko czego się dowiemy, nie jeden raz nas zaskoczy. Już sama okładka wiele nam powie. I choć przedstwia nam bohatera – jakim się stał, to na tylnej części zobaczymy od czego zaczynał.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.