Paul Trynka podjął się ogromnego trudu, by przybliżyć miłośnikom rocka postać, która stała się żywą legendą – Iggy Popa. Powstało dzieło, w którym widać benedyktyńską robotę. Dziesięć lat pracy biografa, dało tomiszcze ponad 500 stronicowe o tytule: „Iggy Pop. Open up and bleed. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca”, w którym oprócz biografii muzyka, jest nam dane być świadkami tworzenia się historii rocka.
Skąd się wziął Iggy, kim był naprawdę? Z biografii dowiemy się, że na początku istniał Jim Osterberg, który mieszkał w latach sześćdziesiątych na osiedlu przyczep kempingowych w Ann Arbor w Stanach Zjednoczonych. Był niezwykle obiecującym dzieckiem. Uważano, że ma szanse stać się prezydentem USA, a przynajmniej wpływowym politykiem. Cóż, stało się inaczej. I dobrze zarówno dla fanów rocka, jak i muzyki punkowej.
Inteligentny, błyskotliwy, poukładany chłopiec czuł, że jest niezwykły. Od początku lubił się pokazywać w tzw. dobrym i wpływowym towarzystwie. W ten sposób leczył swoje kompleksy. Uważano, że należy do wyższej klasy średniej, bo sam się nie przyznawał do zamieszkiwania w przyczepie kempingowej. Jednak zamiast wybrać karierę polityczną, został muzykiem. I to jakim!
Paul Trynka – wieloletni redaktor pisma muzycznego Mojo – śledzi każdy krok kariery Osterberga. Najpierw Jima jako perkusisty „The Iguanas”. Trzeba dodać, że ulubione zwierzątko muzyka przyczyniło się do powstania pierwszego członu jego pseudonimu. Później z braćmi Asheton Osterberg zakłada „The Psychedelic Stooges”, tu już zostaje wokalistą.
Rok 1968 oznacza początek kariery muzycznej Iggy Popa. Zaczyna się trudna droga usłana różami, a zwłaszcza kolcami tychże kwiatów. Z jednej strony ciężka praca, a z drugiej wieczna impreza pełna narkotycznych odlotów. Jak sprawić, by te dwie sprawy mogły jakoś ze sobą współistnieć? Jim Osterberg tworzy alter ego – Iggy Popa. Pierwszy będzie łagodny, inteligentny, wrażliwy, drugi to demon skłonny do ekshibicjonizmu, wszelkich możliwych i niemożliwych perwersji.
Trynka nie ma zamiaru wybielać artysty. Opisuje wszystko – przytacza kolejne skandale, ale i wymienia prawdziwe miłości Jima, i nie chodzi tylko o ukochane kobiety, również o narkotyki z którymi Iggy eksperymentuje. Co jest dla Popa najważniejsze? Czy skandal, czy używki, a może performance? Wydaje mi się, że najpierw muzyka…
Jaka postać wyłania się z książki Paula Trynki? Czy tylko ekscentryczny muzyk? Poznajemy całą drogę, którą przeszedł artysta. Co go ukształtowało, z jakimi muzykami współpracował. Najważniejsza i najciekawsza jest według mnie relacja Iggy Popa z Davidem Bowiem. Artyści, choć zupełnie różni, nagrywają wspólnie kilka piosenek, współpracują z sobą, ale i współzawodniczą. No i zaprzyjaźniają się.
Książka o Iggy Popie nie jest łatwą lekturą. Niektóre fakty do dziś mogą bulwersować. Artysta zostaje obnażony – dosłownie. Poznajemy wszystko, bez niepotrzebnych eufemizmów. Trudno wprost uwierzyć, że muzyk nie podzielił losów Morrisona, czy Hendrixa ze swoją skłonnością do autodestrukcji. Kluczem będzie tu dionizyjski i apolliński nurt w sztuce. Iggy Pop wybrał ten pierwszy. Stąd się brało jego upojenie i niezwykła energia podczas występów oraz żywiołowość. Jak widać tradycje antyczne nie były obce intelektualnie obytemu Jimowi Osterbergowi, a jego wybór był czymś świadomym. Kim stał się po latach? Czy zdołał wyjść na prostą? Biografia Iggy Popa jest dla mnie bardzo cenna pod tym względem, że udało mi się stworzyć pewien portret artysty. Nie tyle interesowało mnie to co na zewnątrz, ale jego psychika.
Wyłania się człowiek wręcz autystyczny, niemal nie potrafiący nawiązać bliższych relacji z drugą osobą. Gdyby nie przyjaźń z Bowiem, kilka dłuższych związków z kobietami, możnaby powiedzieć, że ten „Ojciec chrzestny punka” był zupełnie sam. Wojował ze wszystkimi, a przede wszystkim ze sobą.
Biografia „Iggy Pop” jest dziełem na kilka dłuższych jesiennych wieczorów. Warto do niej sięgnąć i jednocześnie słuchać muzyki bohatera tytułowego. Okaże się, że właśnie twórczość broni tę niezwykłą postać. Zaś wszystko czego się dowiemy, nie jeden raz nas zaskoczy. Już sama okładka wiele nam powie. I choć przedstwia nam bohatera – jakim się stał, to na tylnej części zobaczymy od czego zaczynał.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN.
Pingback: David Bowie, P. Trynka. Wszystko co chcielibyście wiedzieć o Starmanie… | Czytam, bo chcę i już