„Dom cioci Lusi” – Krzysztof Stręcioch

Dom cioci Lusi, Krzysztof StręciochKiedy najmłodsze dzieci pytają nas o wojnę, czasami trudno nam znaleźć właściwe słowa, by im o tym opowiedzieć. Nie chcemy straszyć, przerazić, ale przecież nie można zbyć malucha. To, co dociera do niego z zewnątrz, jest filtrowane przez jego wrażliwość, a to oznacza, że może pojawić się lęk. Jak dostosować informacje do jego wieku? Oczywiście warto się wspierać odpowiednią lekturą. Parę lat temu pojawiła się poruszająca książka „Dym”, którą można przeczytać z dwunastolatkiem. A co z młodszymi odbiorcami? Dla dzieci od piątego roku życia polecana jest publikacja „Dom cioci Lusi” Krzysztofa Stręciocha.

Historia opowiedziana została w sposób lakoniczny. Pada niewiele słów, ale każde jest ważne. Zastanawia już pierwsze zdanie, w którym główna bohaterka się przedstawia. Mówi: „Mam na imię Wandzia, Zosia i Basia”. Większość dociekliwych słuchaczy natychmiast nam przerwie lekturę, by dopytać jak to możliwe. Narratorka opowie o swojej rodzinie, ulubionym święcie. Następnie dowiemy się, jak zmienił się świat Wandzi w 1939 roku.

Żydowskie dziecko musi przenieść się do getta, ale rodzice znajdą sposób, by ich pociecha się z niego wydostała. Zamiast do wagonu towarowego trafiła do skrzyni w furgonetce i znalazła się w domu cioci Lusi. Kobiety, która opiekowała się grupką takich dzieci, jak Wandzia i próbowała stworzyć im odpowiednie warunki, by choć na chwilę zapomniały o wojnie. Maluchy przygotowywane były również do życia w tym groźnym świecie. Uczyły się chrześcijańskich modlitw, poznawały swoją nową tożsamość i bawiły w takie zabawy, które mogły im uratować życie.

Pewnego dnia dziewczynka razem z przyjaciółką musi uciekać przed „złymi ludźmi”. Tym razem to nie jest zabawa w chowanego. Dziewczynkom udaje się umknąć i dzięki temu ratują swoje życie. Ta opowieść kończy się szczęśliwie, jej przesłanie niesie nadzieją, a dzieci mają okazję, by poprzez tę historię zrozumieć, dlaczego dorosła już Wandzia marzy o tym, by to co ją spotkało, nigdy się nie powtórzyło.Dom cioci Lusi, Krzysztof Stręcioch

Krzysztof Stręcioch w swej debiutanckiej książce opiera się na niedopowiedzeniach. Nie ma tu suchych faktów historycznych, bo dla młodego odbiorcy to nie jest istotne. Pojawiają się podstawowe pojęcia, dowiemy się jakiego wyznania była główna postać, a także poznamy kilka symboli charakterystycznych dla religii żydowskiej. Opowieść wprowadza czytelników w refleksyjny nastrój, ponieważ autor skupia się na oddaniu emocji bohaterki. Dziewczynka jest jednocześnie narratorką, więc poznajemy opowieść z perspektywy dziecka, z całą jego naiwnością, właśnie w oparciu o jej odczucia.

„Dom cioci Lusi” to historia, w której słowo i obraz przekazują równie wiele. Krzysztof Stręcioch odpowiada za jedno i drugie. Jego grafiki są stonowane pod względem kolorów, oparte na symbolach, a także podkreślają nastrój bohaterów. Najbardziej wyraziste są postacie, a dokładnie ich emocje, które są niemal wypisane na ich twarzach. Autor nie ma zamiaru straszyć, ani razu nie pojawiają się oprawcy, ponieważ ilustracje również są oparte na niedopowiedzeniach. „Dom cioci Lusi” zmusza do zastanowienia, a także stanowi zaproszenie do rozmowy z dzieckiem o wojnie. Nic dziwnego, że Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN objęło patronatem tę publikację, ponieważ już młodsze dzieci warto uczyć, jakie konsekwencje niesie za sobą wojna, a jednocześnie należy przedstawiać to co trudne, w sposób odpowiedni do ich rozwoju emocjonalnego. Tego tutaj nie zabrakło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *