Książka „Pierwsze słowo” Marty Kisiel jest zbiorem opowiadań. Choć sama autorka zapowiada, że nie potrafi ich pisać, to jedenaście historii umieszczonych w tej książce udowadnia coś zupełnie innego. Pierwszy opublikowany tekst to „Rozmowa dyskwalifikacyjna”, którą czytelnicy „Fahrenheita” mogli poznać w 2006 roku. Krótkie formy pozwalają na zapoznanie się ze stylem danego twórcy, znawcom twórczości umożliwiają delektowanie się kolejnymi tekstami. Natomiast o tym jak bardzo lubiana jest Marta Kisiel świadczy fakt, że niedawno jej „Małe Licho” zwyciężyło w kategorii literatura dziecięca w plebiscycie na Książkę Roku 2018 lubimyczytać.pl.
Autorka zbioru opowiadań często zaprasza czytelników do uniwersum, które mogą już znać za sprawą niektórych jej powieści. Wielbiciele Konrada Romańczuka i aniołów stróżów z wydepilowanymi skrzydłami, ale za to w bamboszkach z pewnością zachwycą się opowiadaniem „Dożywocie”. Ta historia została stała się pierwowzorem dla powieści o tym samym tytule. Będzie miło i zabawnie.
Nie należy nastawiać się jedynie na połączenie humoru i fantastyki. Marta Kisiel potrafi wprowadzić czytelników w mroczny świat rodem z opowieści grozy. Trafimy w zaświaty, a także poznamy nietypowe życie nieboszczyka. Truposzczak z opowiadania „Przeżycie Stanisława Kozika” okaże się postacią tragikomiczną i po pierwszym uśmiechu na twarzy skłoni nas do całkiem poważnych refleksji.
Dzięki opowiadaniu „Jadeit” poczujemy się tak, jak byśmy przenieśli się w czasie do opowieści, których autorem jest Arthur Conan Doyle. Nie dajcie się jednak zwieść. Mamy do czynienia z nawiązaniem literackim wprowadzającym nas w odpowiedni klimat, ale oryginalnego zaskoczenia nie zabraknie. Podobnie będzie w historii „Miasto motyli i mgły”, które z kolei wprowadzi odbiorcę w nastrój z opowieści grozy.
Jako, że Ałtorka szczególnym uwielbieniem darzy epokę romantyzmu, to wielokrotnie będzie nawiązywała do czasu, w którym pogardą darzono „szkiełko i oko”. Dlatego nie może zabraknąć Wallenroda i Winkelrieda. „W zamku tej nocy” oprócz tych bohaterów będziemy mieli do czynienia z grami językowymi nawiązującymi do epoki wielkich wieszczów. Nawet jeśli opowieści osadzone są w czasach współczesnych, to również w nich znajdziemy delikatne nuty fantastyki. Ostatnie opowiadanie „Pierwsze słowo” z pewnością zmusi do refleksji.
Dzięki opowiadaniom Marty Kisiel, często z sympatią nazywanej Ałtorką, nie raz zdarzy nam się uśmiechnąć, czy roześmiać na głos. Jednak pisarka nie pozwoli się łatwo zaszufladkować i każde kolejne opowiadanie zaskoczy nas czymś nowym. Zostaniemy przeniesieni do świata rodem z epoki romantyzmu, by za chwilę powrócić do teraźniejszości. Tam, gdzie będziemy spodziewali się żartu, pojawi się groza. Natomiast nigdy nie zabraknie Ałtorce wyobraźni. Każda opowieść zabiera nas do innego świata. Nawet jeśli będzie on znany z opublikowanych już wcześniej powieści, to będzie stanowił nie lada gratkę, bo pokaże np. to co wydarzyło się później, tak jak w historii „Szaławiła”.
Po lekturze jedenastu opowiadań nikt nie weźmie na poważnie słów Marty Kisiel, która na początku zastrzega, że nie potrafi tworzyć krótkich form. Szybko dostrzeżemy, że mamy do czynienia ze świetnie skonstruowanymi i przemyślanymi historiami. Opowiadania są nie tylko bogate w treści, ale także dobrze napisane. Nie brakuje przemyślanych gier słownych (np. „Rozmowa dyskwallifikacyjna”) i nawiązań literackich. Pisarka trzyma czytelników w napięciu, nie brakuje zwrotów akcji, a rozwiązanie akcji zaskakuje i wywołuje poczucie podziwu dla pomysłowości autorki. Dla mnie istotne było, że ani chwili się nie nudziłam, bo historie okazały się różnorodne czy to pod względem formy, czy nastroju. Pojawiały się elementy fantastyczne, czasami z elementami grozy, kiedy indziej o humorystycznym zabarwieniu. Nie mniej jednak po lekturze zbioru opowiadań, nabrałam apetytu na powieści, których jeszcze nie miałam okazji poznać.
Wydaje mi się, że od pewnego czasu Marta Kisiel święci coraz większe tryumfy na czytelniczym rynku i przyznaję, że coraz mocniej kusi mnie, by sprawdzić na czym polega fenomen jej pisarstwa 😉
Mnie zaintrygowały entuzjastyczne opinie blogerów książkowych i muszę przyznać, że się nie zawiodłam. 🙂