Od wybuchu drugiej wojny światowej minęło osiemdziesiąt lat, ale wciąż na ten temat nie powiedziano wszystkiego. Wiele rzeczy odkrywamy dopiero teraz, kiedy dystans czasowy pozwala na zmierzenie się z niewygodnymi faktami. Dlaczego niektóre tematy wchodzą do strefy tabu? W taki sposób ludzie radzą sobie z tym, co bolesne, a jednocześnie z czym nie potrafią przejść do porządku dziennego. Bo jak zrozumieć np. to, co wydarzyło się w Jedwabnem? Jak pogodzić się z faktem, że bliscy dokonywali niemoralnych wyborów? Najłatwiej dany problem przemilczeć, aby uległ zapomnieniu. Książka Natalii Budzyńskiej, „Dzieci nie płakały. Historia mojego wuja Alfreda Trzebinskiego, lekarza SS”, z tym problemem się mierzy.
Wiele rodzin skrywa jakieś tajemnice, histore powtarzane po cichu między dorosłymi są niedostępne dla dzieci. Takie przemilczane historie odchodzą z czasem w niepamięć. Kiedy indziej, gdy trafią na światło dzienne, szokują i zastanawiają. Natalia Budzyńska odkryła, że jej wuj, Alfred Trzebinski, był esesmanem. Choć wybrał zawód lekarza, robił rzeczy zupełnie sprzeczne z przysiegą Hipokratesa. Autorka książki mierzy się z trudną rodzinną historią. Próbuje odkryć jak najwięcej faktów, ocalić je od zapomnienia, by następnie spróbować zrozumieć.
Alfred Trzebinski urodził się w rodzinie polsko-niemieckiej i mieszkał niedaleko Poznania. Jego bliscy ze strony ojca byli Polakami, natomiast Alfred otrzymał pruskie wychowanie. Dla Polaków był Niemcem, a dla Niemców Polakiem. To wywoływało kompleksy, ale młody Trzebinski chciał być kimś ważnym. Skończył studia medyczne i zaczął pracę jako lekarz. Uważano go za wrażliwego człowieka, który niesie pomoc chorym. Zyskał szacunek, ponieważ nie zwracał uwagi na zysk. Potrafił czuwać nad chorym w nocy, wspierał potrzebujących finansowo. Co zatem się stało, że okazał się zbrodniarzem?
W 1932 Trzebinski wstąpił do SS, a rok później został członkiem partii NSDAP. Przez chwilę zastanawiał się nad swoimi politycznymi preferencjami. Przekonały go idee Hitlera i to, co oferował w zamian za wierność. Szybka kariera i wysoki status społeczny kusiły. Trzeba było ponieść pewien koszt, odstawić na bok wrażliwość estetyczną i kulturalną. Liczyły się przecież eugenika, wyższość rasowa. Sam Trzebinski otrzymał drugą kategorię rasową. W 1941 roku został lekarzem w Auschwitz, potem pełnił służbę na Majdanku, a na końcu w Neuengamme. „Praca” w tych miejscach z jednej strony mu się nie podobała, a z drugiej nie wymagała leczenia chorych. Wbrew temu, co powinni robić lekarze, w obozach ich rola była zupełnie inna. Alfred Trzebinski był zarówno przy eksperymentach medycznych, jak i selekcji chorych. Nie wykazywał się inicjatywą, ale też nie przeciwstawił się temu, co działo się w obozach. Jak mówił: „… taka praca, taka służba, takie życie”.
Ten prawdziwy aryjczyk postanowił wyrugować ze świadomości polskie pochodzenie, ale nie zapomniał o ojcowskim herbie Szeliga. Natalia Budzyńska podczas lektury pamiętnika Trzebinskiego trafiła na szkic, który Alfred nakreślił dla córki. Autorką książki to wstrząsnęło, bo właśnie wtedy wuj przestał być papierową postacią, a częścią rodziny. Ten znak rodowy lekarz chciał utrwalić, by jego spadkobierczyni o nim nie zapomniała. Kiedy córka Trzebinskiego miała przyjść na świat, lekarz zrobił coś, co trudno sobie wyobrazić. Przyczynił się do śmierci dwadzieściorga dzieci żydowskiego pochodzenia. Zanim doszło do wyzwolenia obozu przez aliantów, powieszono dzieci, by nie wyszły na jaw eksperymenty medyczne, jakich na nich dokonywano. Alfred Trzebiński uznał, że postąpił humanitarnie podając dzieciom morfinę przed śmiercią, żeby nie płakały. Nie wziął pod uwagę jednego, że mógł je ocalić.
Książka Natalii Budzyńskiej to dzieło wstrząsające. Oglądamy okrutne zbrodnie, jakich dokonywali na pozór zwyczajni ludzie. Tacy, którzy uważali się za dobrych ojców, mężów i pracowników. Nie przeszkadzało im to w prowadzeniu życia zbrodniarzy. Potrafili znaleźć metodę na wytłumaczenie sobie tego, co robią. Alfred Trzebinski okazał się właśnie takim typowym służbistą, który nie potrafił przeciwstawić się złu. Dał się zmamić ideologii nazistowskiej. Czy przeżywał dylematy wewnętrzne, albo wyrzuty sumienia? Dlaczego otrzymał karę śmierci? Natalia Budzyńska próbuje znaleźć odpowiedź na te pytania.
Autorka reportażu historycznego nie tylko przedstawiła biografię Alfreda Trzebinskiego. W jej książce mamy również do czynienia z portretem psychologicznym tej postaci, a także rozbudowanym tłem historycznym. Zaglądamy do obozów koncentracyjnych, widzimy, jak funkcjonowały. Celem reporterki było to, by ocalić od zapomnienia dwadzieścioro dzieci, które straciły życie. Mało osób wie o tym, że istniał obóz w Neuengamme. Dzięki książce Natalii Budzyńskiej zobaczymy, co się w nim działo, jak funkcjonował. Autorka zadaje sobie wiele pytań, by zrozumieć, czym kierował się jej wuj. To trudna emocjonalnie historia również dla czytelników. Znamy mechanizmy rodzenia się zbrodni, wiemy, że zło jest banalne. Dlaczego jednak je wybieramy? Na wiele pytań nigdy nie będzie odpowiedzi, warto jednak ocalić pamięć o ofiarach, żeby kolejne pokolenia nie dały się uwieść nienawiści. W tej książce widzimy do czego ono prowadzi.
Książka sprawia wrażenie ogromnie interesującej, szczególnie z punktu widzenia poczucia własnej odrębności czy posiadania danej tożsamości. Podany przypadek, tj. Niemiec z perspektywy Polaków oraz Polak w mniemaniu Niemców to idealny przypadek odrzutka, osobnika skazanego na wegetację na marginesie. Trudno jednak o stwierdzenie, że takie odtrącenie stanowi jakiekolwiek usprawiedliwienie dla podejmowanych w dorosłym życiu wyborów, które stanowią tak jawne pogwałcenie cudzego prawa do wolnej egzystencji. Trudna tematyka i tym większy podziw dla autorki, że zdecydowała się ją podjąć.