Jürgen Thorwald, niemiecki pisarz, historyk i dziennikarz żyjący w latach 1915-2006, specjalizował się w publikacjach opowiadających historię medycyny sądowej oraz II wojny światowej. Jego książki: „Stulecie chirurgów”, „Dawna medycyna”, „Stulecie detektywów” i wiele innych stały się bestsellerami. Obecnie Wydawnictwo Marginesy proponuje czytelnikom „Ginekologów”.
Zacząć trzeba od tego, że pierwotnie Jürgen Thorwald publikował artykuły medyczne dla „Der Stern” i „Los Angeles Time”. Po śmierci pisarza zebrano te teksty i opublikowano. Autor planował wcześniej wydanie książki o rozwoju ginekologii, ale nie zdążył tego zrobić. Spodziewał się natomiast, że „Ginekolodzy”, okażą się publikacją prowokacyjną. Lekarze w niej przedstawieni niekoniecznie są przedstawieni jako bohaterowie. Często okazywali się brutalni, skostniali w swych przesądach i niezbyt oddani temu, czym się zajmowali. Woleli konkurować z sobą, niż dbać o zdrowie kobiet, więc częściej nazywano ich rzeźnikami, niż lekarzami.
Rozwój medycyny nastąpił w XIX i XX wieku, dlatego na tych stuleciach skupia się Jürgen Thorwald. Wraca oczywiście do poprzednich epok, w zależności od tematu, o którym opowiada. Gdy mowa o cięciu cesarskim, nie sposób pominąć Juliusza Cezara, czy pochodzenia nazwy zabiegu. Caesus, czyli wycięty, tak tłumaczyli imię późniejszego wodza Rzymu niektórzy historycy.
Ginekologię ukształtowali mężczyźni. A o kobietach wiedzieli tyle, co nic. Dobrze, że były akuszerki, bo inaczej ludzkość by wymarła. Jednak dopóki nie nastąpił rozwój medycyny, średnia życia kobiet była zdecydowanie krótsza, niż mężczyzn. Do tego dochodziło tabu i religia. Przecież w Starym Testamencie napisano, że kobieta ma rodzić w bólu. Traktowano więc to zdanie dosłownie (w Polsce zresztą często jest tak do dziś).
Jürgen Thorwald, krok po kroku, opisuje, jak zmieniało się podejście do problemów kobiet. Zaczyna od tego, że wiele zależało do przypadku, a nie heroizmu lekarzy. Wyobraźmy sobie badanie intymnych części ciała pacjentek, z zawiązanymi oczyma… Walka z obyczajowością trwała przez sto pięćdziesiąt lat i nie była łatwa. Czasami taki ginekolog-buntownik ryzykował własną głową.
Autor książki stara się pokazywać te przełomowe momenty rozwoju medycyny, które doprowadziły do tego, że kobietę dzisiaj traktuje się nieco inaczej. Zaczyna się od wstydliwych spojrzeń, po naukę odbierania porodu, czy zabiegi na macicy, usuwanie raka oraz antykoncepcję i aborcję.
W „Ginekologach” nie brakuje obrazowych opisów, które sprawiają, że jesteśmy świadkami rozwoju medycyny. Uśmiech na twarzy pojawia się, kiedy wyobrazimy sobie lekarza wchodzącego na czworaka do gabinetu, żeby tylko nie zobaczył swojej pacjentki, ale już kiedy spojrzymy na zabiegi wykonywane brudnymi rękoma, obserwujemy pot z czoła spływający do otwartej jamy brzusznej kobiety – groza narasta. Dzisiaj aseptyka podczas operacji nie dziwi, ale lekarz, który jako pierwszy pilnie mył ręce przed zabiegiem, był tak wyszydzany przez kolegów, że w końcu wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Inny doktor, który zdecydował się na wycięcie kobiecie torbieli, mógł zobaczyć mężczyzn, przygotowujących dla niego stryczek – na szczęście pacjentka przeżyła (ginekolog też).
Dzięki książce „Ginekolodzy” możemy zobaczyć zarówno rozwój medycyny, jak i zmiany społeczne. Gdyby nie zmieniły się idee, filozofia, wciąż tkwilibyśmy w średniowieczu. Jürgen Thorwald popularyzuje naukę w sposób niezwykle obrazowy. Podczas lektury stajemy się świadkami przełomowych momentów, które na trwałe zmieniły podejście do medycyny. Widzimy również, jak wysokim kosztem zostało to osiągnięte. Oprócz fascynujących historii, niezwykłych postaci, pojawiają się też pytania. Czy w tej chwili ginekologia osiągnęła swój szczyt? A może należy położyć nacisk (i udostępnić środki) na jej rozwój? Po lekturze „Ginekologów” dostrzeżemy, że trzeba czasami zmienić podejście do kobiet, by nastąpił przełom – sami świetni lekarze nie wystarczą. Natomiast w Polsce wciąż tak wiele jest do zrobienia…
Domyślam się, że w Polsce jest jeszcze wiele do zdziałania na tym polu. Przyznam, że ta pozycja ostatnio nie może wyjść mi z głowy, zależy mi, aby ją niedługo przeczytać. Pozdrawiam 🙂
Myślę, że warto – ponieważ zmusza do myślenia.
Genialna, mocna książka, wywołująca moc emocji i refleksji. Polecam również!
Ta książka jest jak mocna kawa – daje niezłego kopa. 🙂
O, czuję, że muszę poczytać książki Thorwalda – nie tylko tę, ale też wcześniejsze, bowiem jeszcze nie miałam z nim do czynienia, a wszędzie chwalą i chwalą, i chwalą :)…
Po lekturze „Ginekologów” nabrałam ochotę na jego wcześniejsze publikacje. Zwłaszcza, że lubię historię.
Mną ta książka mocno trzepnęła. I wciąż dziękuję za to, że mieszkam w obecnych czasach, nawet jeśli nie są idealne. 😉
Biorąc pod uwagę, jak bardzo zwiększyła się szansa na przeżycie podczas różnych ginekologicznych zabiegów – to rzeczywiście nie jest tak źle… 🙂
Lekarz wchodzący na czworaka do gabinetu – ta scena musi być zabawna 🙂 Będę musiała przeczytać tę książkę. Thorwalda już trochę czytałam, to świetny autor, który w sposób pasjonujący przekazuje czytelnikom mnóstwo wiedzy.
Te sceny są niezwykle obrazowe – trudno o nich zapomnieć. A przy okazji tych opisów sporo można się dowiedzieć.
Przeczytałabym chętnie tę książkę. Choć rzeźników nie lubię.
Ja też wolałabym się trzymać z daleka od rzeźników – zwłaszcza, gdyby mieli na mnie eksperymentować…
Bardzo się najarałam na twórczość tego autora! Ale zapewne zacznę od Stulecia chirurgów 😉
Bookeaterreality
Myślę, że „Ginekolodzy” i „Stulecie chirurgów” sporo łączy – ale sama chciałabym to sprawdzić, bo tej ostatniej książki nie czytałam.
Ha, nigdy bym nie przypuszczał, że na rozwój ginekologii można popatrzeć z takiej perspektywy, która okazuje się niezwykle interesująca – walka z tabu, obłaskawianie przesądów, próba zmiany przyjętych schematów, powolna ewolucja obyczajowości. Dobrze, że każda epoka rodzi osobników, którzy nie godzą się na bierną akceptację zastanego porządku rzeczy : )
O, bardzo podoba mi się ostatnie zdanie. Podpisuję się wszystkimi kończynami.
Bez tych osobników, którzy zmieniają zastany porządek rzeczy, to pewnie nas kobiet (dojrzałych) byłoby bardzo mało…
Swego czasu ostrzyłam sobie ząbki na detektywów. Ale myślę, że „Ginekolodzy” mogą być o wiele bardziej interesujący. Namówiłaś 😉
Niestety nie mam porównania, ale „Ginekologów” mogę śmiało polecić 🙂
Pingback: „Kruchy dom duszy” – Jürgen Thorwald | Czytam, bo chcę i już