„Kruchy dom duszy” – Jürgen Thorwald

Kruchy dom duszy, Jürgen ThorwaldJürgena Thorwalda, nieżyjącego już niemieckiego pisarza i dziennikarza, nie trzeba przedstawiać miłośnikom lektur historycznych opisujących II wojnę światową. Kolejną dziedziną, którą zajmował się ten znakomity autor, była historia medycyny. Wystarczy tylko wspomnieć popularną książkę „Ginekolodzy”. Tym razem sięgnęłam po publikację Thorwalda dotyczącą neurochirurgii. W książce „Kruchy dom duszy” pisarz opowie jak narodziła się ta dziedzina medycyny oraz w jaki sposób się rozwijała.

Słowo „mózg” pojawia się po raz pierwszy w starożytnym Egipcie. Określenie zostało zapisane za pomocą hieroglifów Pierwszych obserwacji i udanych operacji głowy dokonano przed narodzinami Chrystusa. Jednak dopiero w XIX wieku chirurgów zaczęto traktować trochę lepiej niż cyrulików – czyli golibrodów, którzy potrafili upuszczać krew i stawiać bańki. Chirurdzy stopniowo awansowali z nizin społecznych, uzyskując z czasem półboską pozycję w medycynie. Jak to się stało, że w drugiej połowie XIX wieku wszystko zaczęło się zmieniać?

Punktami zwrotnymi okazała się rodząca się wtedy antyseptyka i anestezjologia. Tyle, że wiedza na temat mózgu wciąż była znikoma. Stopniowo zaczęli się pojawiać ludzie, którzy podjęli się poznania działania tego organu. Zajęcie było wielce ryzykowne, ponieważ mózg stanowił tabu. Jednak tak jak znaleźli się odkrywcy nowych lądów, tak i trafili się chirurdzy podejmujący ryzyko i zajmujący się mózgiem – siedzibą duszy.

W książce została opisana droga Victora Horsleya, Harveya Cushingsa i Wildera Penfielda do poznania mózgu. Oni nazywani są pionierami neurochirurgii, a czytelnik dowie się nie tylko tego jakie zabiegi przeprowadzali i dokąd ich to doprowadziło, ale poznamy też ich charakter. Zobaczymy te cechy lekarzy, które dały im szansę dokonania kolejnych odkryć. Ceną ich sukcesów było ludzkie życie. Tu zobaczymy, jak doprowadzono do tego, żeby operacje ratowały egzystencję, a nie przyspieszały jej kres.

Thorwald odsłania przed czytelnikami także tę ciemną stronę chirurgii. Widzimy, jak trudne były początki neurochirurgii, a nie tylko same jej sukcesy. Poznajemy ofiary, ludzi którzy stali się królikami doświadczalnymi, bo przecież ktoś musiał być pierwszy, na kim uczono się i poznawano kolejne metody. Autor nie zapomina o zmianie perspektywy: przedstawia chorych, tam gdzie istnieją dane źródłowe, stara się powiedzieć coś o samych pacjentach. Niekiedy będziemy mieli okazję dostrzec, jak choroba zmieniała pacjentów. Widzimy też rozterki lekarzy, którzy wiele ryzykowali. Czasami pchała ich do przodu konkurencja, innym razem odwaga, ale nie brakowało im nadziei.

W książce „Kruchy dom duszy” widzimy też jak kształtowały się zasady związane z zabiegami neurochirurgicznymi. Kwestie poszukiwania tytułowej duszy nie zajmują wprawdzie zbyt wiele miejsca, ale ostatecznym podsumowaniem staje się cytat Johna Carewa Ecclesa: „Mózg jest instrumentem jak skrzypce, umysł zaś skrzypkiem grającym na tym instrumencie.” (s.380).

Wciąż nam daleko do poznania wszystkich tajemnic mózgu, ale Jürgen Thorwald opisuje, jak neurochirurdzy doszli do obecnego poziomu wiedzy. Nie będzie to łatwa lektura dla laików, którzy nie mają pojęcia o działaniu mózgu, jednak szybko okaże się, że nie mamy do czynienia z podręcznikiem historii medycyny, a książką, w której opisano ludzi oraz ich historie. Z jednej strony mamy bowiem lekarzy, a drugiej również pacjentów. Często ci ostatni stawali się motorem działania dla neurochirurgów, ponieważ ich cierpienia nie pozwalały im normalnie żyć, więc sami prosili lekarzy o operację. Autor książki nie ominie trudnych kwestii natury moralnej i pokaże nam sytuację, a my będziemy wyciągać wnioski, w którym momencie lekarze posunęli się za daleko, a kiedy zwyczajnie postępowali w sposób humanitarny starając się człowiekowi pomóc. Czytelnicy oglądają historię medycyny, ale patrząc przez ramię tych ludzi, którzy do tego rozwoju się przyczynili.

    • Mnie jeszcze kuszą książki dotyczące drugiej wojny światowej tego autora – ciekawe, czy pisze w nich równie porywająco…

  1. Z ciekawości zapytałem wujka Google i okazuje się, że w Polsce wydano tylko dwie jego książki wojenno-historyczne. Sam nie czytałem jeszcze żadnej jego książki, ale już nieraz mi je zachwalano. Choć chyba zacząłbym od detektywów lub chirurgów.

    • O „Stuleciu chirurgów” i „Godzinie detektywów” też słyszałam wiele dobrego, ale zetknęłam się z Thorwaldem dopiero przy okazji wydania „Ginekologów”, więc liczę, że jeszcze trafię na te pozostałe ciekawe tytuły.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *