Eleanor Catton poznaliśmy w Polsce za sprawą powieści „Wszystko, co lśni”. Właśnie za tę książkę autorka otrzymała prestiżowego Bookera. Szybko zrobiło się o niej głośno, kiedy okazała się najmłodszą laureatką tej nagrody. Jednak nowozelandzka pisarka debiutowała kilka lat wcześniej powieścią „Próba”. Książka była jej… pracą dyplomową. Choć pierwsza powieść Catton nie imponuje wielkością, tak jak „Wszystko, co lśni”, to i tak zaskakuje swoją dojrzałością oraz ciekawą konstrukcją.
W książce „Próba” głównymi bohaterami są przede wszystkim młodzi ludzie – uczennice liceum muzycznego, studenci szkoły teatralnej. Dorośli oczywiście też występują, ale ich rola bywa niekiedy zaskakująca. Poznajemy nauczycielkę gry na saksofonie, która dręczy psychicznie swoje uczennice. Te mimo to do niej lgną i zwierzają ze swoich tajemnic. Przede wszystkim opowiadają o swoich życiowych perypetiach.
W liceum muzycznym wybucha skandal, ponieważ okazało się, że nastoletnia uczennica ma romans z nauczycielem. Dziewczyna przerywa na jakiś czas naukę, a szkoła aż huczy od plotek. Z uczennicami rozmawia psycholog, ale robi to nad wyraz nieudolnie. Victoria wzbudza wśród koleżanek cały wachlarz uczuć – jedne jej zazdroszczą, inne czują niechęć. Wszystkie plotkują i tworzą własne wersje wydarzeń. Pytanie brzmi, czy dziewczyna rzeczywiście jest ofiarą?
Cała ta afera stanowi inspirację dla studentów szkoły teatralnej. Postanawiają oni przygotować sztukę, opartą na wydarzeniach z pobliskiego liceum. Czy są bliscy odkrycia prawdy, a może w rzeczywistości nie o to chodzi? Okazuje się, że gra z uczuciami bywa niebezpieczna. Jednak swoją rolę w manipulowaniu mają również dorośli, choć młodzi nie są tak naiwni, jak mogłoby się początkowo wydawać.
Jeśli chodzi o intrygi, to literacką mistrzynią w tej kwestii jest markiza de Merteuil z „Niebezpiecznych związków” Pierre’a Choderlosa de Laclos. W powieści „Próba” znajdziemy mnóstwo odniesień do Szekspira, a przecież w jego sztukach intryg nie brakowało. Studia, na które dostał się Stanley, jeden z bohaterów „Próby”, są elitarne. Egzaminy zdają najlepsi z najlepszych. Dlatego też ci, którzy przejdą przez sito, czują się wybrańcami. Nauczyciele są dla nich mentorami, ale ich metody pracy chwilami bywają kontrowersyjne. Rodzi się pytanie, co wolno aktorowi? Na wykładach wymieniani są najwięksi teoretycy teatru, przywoływany jest również Jerzy Grotowski.
W „Próbie” zaburzona została chronologia wydarzeń. Poznajemy je z opowieści różnych osób. Te inne perspektywy sprawiają, że musimy zadać sobie trud i odpowiedzieć, co się naprawdę wydarzyło? Nie jest to łatwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że każdy bohater gra. Nikt nie jest sobą, a przyjmuje jakąś rolę. Trudno zatem ocenić, co naprawdę myśli, jaki jest w rzeczywistości. Czy przyjął rolę, którą ktoś mu narzucił, czy może sam sobie ją nadał?
Książka została skonstruowana w taki sposób, by pokazać, że wszystko jest teatrem. Grę prowadzi sama autorka, tym razem z czytelnikiem. Catton zwodzi nas, bo kiedy zdaje się nam, że to co czytamy, rozgrywa się w rzeczywistości, okazuje się być sztuką. Dlatego cały czas trzeba mieć się na baczności. Nigdy do końca nie jesteśmy pewni, z czym mamy do czynienia, jakie karty zostały rozdane. Autorka w „Próbie” podejmuje wiele poważnych tematów, choć poczucia humoru też tu nie brakuje. Pokazuje, jak widzą świat dorastające dziewczęta. Ich wzajemne relacje często są nieszczere, a jednocześnie dziewczęta są bardzo wrażliwe, nastawione na odbiór opinii ze strony rówieśników. W powieści mamy do czynienia z problemami i emocjami młodych ludzi, na ich drodze do dorosłości. Warto zobaczyć ten świat i podjąć grę…
Ostatnie lata należą do autorów z Antypodów – w Polsce bardzo głośno było o wspomnianej Eleanor Catton. Ogromną popularnością cieszył się także Australijczyk Richard Flanagan.
W prezentowanej lekturze bardzo podoba mi się motyw przedstawienia życia jako sztuki.
Dobrze, że akurat ci autorzy są promowani, bo rzeczywiście warto sięgnąć po ich książki. Wcześniej Australia kojarzyła mi się z powieścią „Tomek w krainie kangurów”, a z Nowej Zelandii pochodzą cenieni reżyserzy – Jane Campion i Peter Jackson.
Obydwie książki bardzo bym chciała przeczytać.
Warto zacząć od „Próby” – w końcu to był debiut Catton.
„Próba” mogłaby mnie zainteresować. Jednak jakoś nie liczę, że uda mi się przeczytać ją w najbliższym czasie.
Pozdrawiam
Jeśli chodzi o tych pisarzy z Antypodów, niezmiennie polecam Katherine Mansfield. Poza tym podobno jej rodaczka Janet Frame jest też interesująca, ale jej książek jeszcze nie miałam okazji czytać.
A co do „Próby” – pewnie w końcu przeczytam, bo po lekturze „Wszystkiego, co lśni” nazwisko Catton działa na mnie jak magnes. Boję się trochę motywów teatralnych, bo zupełnie nie siedzę w temacie teatru (i w samym teatrze też raczej rzadko), ale z drugiej strony – o toposie theatrum mundi i życiu jako grze pisałam w swojej pracy licencjackiej na bohemistyce, a to by było może ciekawe uzupełnienie, jeśli chodzi o literaturę współczesną. Chyba się skuszę :).
Dziękuję za polecenie autorek z Antypodów (kobiet władających piórem tu nie brakuje, jak widać). Jeśli chodzi o theatrum mundi, w „Próbie” jest motywem przewodnim, więc warto spojrzeć na to z perspektywy autorki nowozelandzkiej.
Bardzo mi się podobała. Była inna, była trudna przez swoją chaotyczność, ale przez to piękna i zaskakująca.
Z pewnością zmuszała czytelnika do wysiłku intelektualnego.
Ciekawie zapowiadająca się lektura. Z Twojej recenzji wynika, że wszyscy prowadzą względem siebie jakąś grę. Lubię takie książki.
Gra występuje na wielu poziomach. Jest tak rozbudowana, że tracimy pewność, gdzie jest gra, a gdzie prawda.