„Gołoborze” – Maciej Siembieda

Gołoborze, Maciej SiembiedaMiłośnikom polskiej literatury nie trzeba przedstawiać Macieja Siembiedy. Szczególnie cenią sobie autora ci, którzy nie odrzucają prozy kryminalnej, łączącej w sobie często wątki historyczne. Tak będzie również w przypadku najnowszej publikacji Macieja Siembiedy. Tym razem jednak nie dostajemy ciągu dalszego cyklu z Jakubem Kanią w roli głównej, a powieść niezależną. Przeniesiemy się w okolice świętokrzyskich lasów. Na Łysej Polanie według legend spotykały się wiedźmy, a na Czarciej Polanie diabeł poległ pod ciężarem dźwiganego przez siebie kamienia.

Akcja powieści rozpoczyna się w drugiej połowie XIX wieku. W czasie powstania styczniowego partyzanci pod wodzą Langiewicza walczyli z Rosjanami. Jednak sytuacja niezbyt sprzyjała powstańcom. Wtedy też dochodzi do konfliktu między członkami rodów Kończaków i Cebrzynów. Jeden z nich został przez Rosjan okaleczony: stracił dłoń i wzrok. Przeżył. Nie zapomniał jednak, przez kogo został wydany. Waśń rozpoczyna wielopokoleniowy konflikt, w którym działa tylko jedna zasada. Prawo zemsty.

Wendetta kojarzy mi się z sycylijską mafią. W literaturze można szukać tego motywu, ale najsłynniejszy będzie całkiem romantyczny, ponieważ dotyczy historii „Romea i Julii”. Maciej Siembieda nie jest jednak Williamem Szekspirem. Nawet Mario Puzo z „Ojcem chrzestnym” to przy nim niepoprawny idealista. Świętokrzyska ziemia przyjmie krew każdego, w każdej ilości, a polski pisarz opowie o tym dokładnie, bez owijania w bawełnę.

Brutalne wymierzanie sprawiedliwości przez kolejne pokolenie nie ma nic wspólnego z obowiązującym prawem. Chłopi żyjący na tej ziemi nie słuchają nawet chrześcijańskich zasad dotyczących wybaczania winnym. Tu nie ma „Nie zabijaj”, a obowiązuje starotestamentowe „oko za oko, ząb za ząb”. Żaden proboszcz sprawujący posługę we wsi nie zostanie wysłuchany. Mieszkańcy Grabina są wierni swoim zasadom. Tu nikt nie wyda ani Cebrzynów, ani Kończaków. Oni sami muszą wymierzać sobie kary.

Akcja powieści rozgrywa się przez ponad sto lat: od powstania styczniowego po rok przełomu w 1989 roku i czasy współczesne. W każdej z kilku części pojawiają się daty przełomowe dla Polski. Oznaczają one dla mieszkańców Grabina zmianę, która może zadziałać na korzyść lub niekorzyść jednej ze stron. Autor pokazuje, w jaki sposób kolejni przedstawiciele chłopskich rodów próbują wykorzystać sytuację polityczną i czy im się to udaje.

Powstańcy, żołnierze walczący w partyzantce w czasie drugiej wojnie światowej, szabrownicy, donosiciele, milicjanci, partyjniacy. Za każdym razem do jednej ze stron medalu dołącza jeszcze motyw konkurowania ze sobą dwóch chłopskich rodzin. Dochodzi do pojedynków na noże, krwawych morderstw. Ofiarami są głównie mężczyźni, to oni głownie pałają rządzą zemsty. Cierpią jednak również dzieci i kobiety, a ci, którzy próbują przełamać ten odwieczny konflikt, zderzają się z murem. Pojawi się również wątek miłosny w tej historii, ale jak już wspomniałam wcześniej, autor nie romantyzuje tej historii. Oszczędza nam najbardziej brutalne sceny, ale i tak zobaczymy ofiary zbrodni w pełnej krasie. W tym momencie dobrze jest, by na chwilę wyłączyć wyobraźnię.

Maciej Siembieda w powieści „Gołoborze” posługuje się krótkimi rozdziałami, licznymi dialogami i zatrzymuje akcję w kulminacyjnym momencie. Powoduje to, że chcemy czytać dalej, nie sposób oderwać się od opowieści. Wprawdzie napisałam, że w konflikcie biorą udział dwie rodziny, ale podczas lektury nie jest oczywiste, kto na kim dokona zemsty, nawet jeśli autor nam coś zasugeruje w prologu, czy w toku akcji. Na ostateczne wyjaśnienia trzeba czekać długo, nawet do finału.

Autor łączy w powieści elementy sagi rodzinnej oraz powieści kryminalnej. Wykorzystuje w „Gołoborzu” elementy fantastyczne w postaci lokalnych legend i pradawnych wierzeń. Nie tłumaczy to jednak zła, jakie przetacza się przez kolejne karty tej opowieści. Na koniec, w posłowiu, Maciej Siembieda informuje czytelników o tym, że wiele z opisanych przez niego okrutnych zbrodni zostało opartych na faktach. W literaturze współczesnej dużo się mówi o dziedziczeniu traum. Tu dopisać możemy kult nienawiści przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Pisarz nie zrzuca jednak winy na legendy i podania, a pokazuje, jak zawirowania dziejów mogą zostać wykorzystane, gdy główną motywacją dla kogoś jest chęć zemsty. Nawet piękno okolic nie działa na tych, którzy pragną tylko jednego. Nie dajcie też się zwieść objętością powieści. „Gołoborze”, liczące ponad 500 stron, przeczytacie bardzo szybko, tak wciągająca jest ta historia. Zresztą sam Maciej Siembieda dodaje, że Gołoborze” to bardzo osobista opowieść, która pozwoliła autorowi na powrót do rodzinnych stron.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *