Należę do tej grupy miłośników książek, która lubi spotkania z twórcami. Cieszy mnie każda ciekawa powieść, a z autografem to już podwójnie. Natomiast Festiwal Literacki Sopot to wydarzenie, które zadowoli wielu miłośników nie tylko słowa pisanego. Oprócz licznych spotkań z twórcami, można było wziąć udział w koncercie zespołu Kafka Band, wysłuchać fragmentów powieści Šabacha, obejrzeć kilka filmów, pokazywano np.: „Grandhotel”, czy „Śmierć pięknych saren”. Tematem wiodącym tegorocznego Festiwalu była literatura (i kultura) czeska. Jednak nie zabrakło też autorów nominowanych do Nike, albo też innych ciekawych pisarzy. Impreza cieszyła się sporą frekwencją. Z roku na rok przybywa gości, którzy chcą posłuchać swoich ulubionych autorów. Puste krzesła jak na obrazku powyżej szybko się zapełniały. Na niektóre spotkania organizatorzy musieli je zwyczajnie donosić. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Teatr Miniatura
„Błękitna planeta” – sztuka w Teatrze Miniatura

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura
Dzisiaj są walentynki, a my z tej okazji wybraliśmy się z dziećmi do teatru, a nie tak jak większość na film o jakimś Szarym panu. Zresztą dosyć długo czekaliśmy na spektakl pt. „Błękitna planeta” w związku z remontem gdańskiej Miniatury, jednak w końcu się doczekaliśmy. Na wpisy o książkach z miłością w tle trzeba będzie poczekać kilka dni, ale obiecuję, że się pojawią.
O spektaklu dowiedzieliśmy się podczas Literackiego Sopotu. Przed warsztatami rodzinnymi odbywało się czytanie książek dla dzieci właśnie w wykonaniu aktorów teatralnych. Edyta Janusz-Ehrlich poleciła nam książkę „Historia błękitnej planety” Andriego Snæra Magnasona oraz spektakl. Zaczęliśmy od książki autorstwa islandzkiego pisarza. Teraz przyszedł czas na przedstawienie, które wystawiono w gdańskim Teatrze Miniatura w reżyserii Erlinga Jóhannessona. Czytaj dalej
„Historia błękitnej planety” – Andri Snær Magnason
Latem, podczas Literackiego Sopotu, zapoznawaliśmy się z książkami dla dzieci – również tymi z najwyższej półki. Córka i syn mieli okazję dowiedzieć się, że bardzo ciekawa jest „Historia błękitnej planety” islandzkiego pisarza Andri Snæra Magnasona. Opowieść tę polecili nam aktorzy z gdańskiego Teatru Miniatura, ponieważ na podstawie książki napisano sztukę, która miała prapremierę w 2014.
W opowieści o błękitnej planecie bohaterami są głównie dzieci. Tam gdzie żyły nie żadnych dorosłych. Dzieci cieszyły się pełnią wolności, robiły na co tylko miały ochotę, ponieważ nikt im niczego nie zakazywał, ani nie nakazywał. Raz do roku na błękitnej planecie odbywało się coś niezwykłego. Z jaskini w Górze Świateł wylatywały piękne motyle. Ich lot zachwycał wszystkich i był największym cudem. Zjawiskiem, na które czekało się cały rok. Czytaj dalej
„Felek i Tola” Sylvii Vanden Heede. Opowieść zachęcająca do samodzielnego czytania
Jak to zwykle w teatrach bywa, nie da się z tego miejsca wyjść bez książek… Niemożliwe? Otóż w Teatrze Miniatura w Gdańsku przed spektaklem o Balticu można było nabyć nie tylko historię spisaną przez Barbarę Gawryluk, ale też kupić swoim pociechom inne książki. I to nie byle jakie, tylko takie z górnej półki.
Mnie osobiście zaintrygowała historia o zajączku Toli i lisie Felku. Najpierw spodobały mi się ilustracje. Okazało się, że ich twórcą jest holenderski mistrz grafiki książkowej Thé Tjong-Khing. Obrazki są jednocześnie zabawne i proste. Pozwalają młodym czytelnikom lepiej zrozumieć tekst, ale nie odbierają ich wyobraźni pola do popisu.
Trzeba przyznać, że autorka wybrała bardzo nietypową parę. Lis i zając mieszkają razem i choć się kochają, ich związek nie jest doskonały. Felek najbardziej lubi jedzenie, a Tola mimo, że za tym nie przepada, piecze dla niego ciasteczka. Ich przyjaciel – sowa Henio, wysiaduje jejko (pisownia celowa). Jako przybrany ojciec musi się pogodzić, że wykluwa się kurczak Pip, a nie mała sówka. Na dodatek Pip po jakimś czasie opuszcza swego zaborczego rodzica.
W książce bawią zarówno postaci, jak i sytuacje. I choć nie ma rażącej dydaktyki, rodzice mogą odnaleźć w „Felku i Toli” drugie, głębsze dno. Autorka pokazała zabawne scenki, ale tematy nie są banalne. Felek zakocha się w próżnej Kitce i będzie o nią konkurował z Heniem. Tola poczuje zazdrość, trudno jej się będzie pogodzić z zaistniałą sytuacją. Na szczęście wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Lis zrozumie, że zauroczenie jest czymś innym niż miłość. Tytułowa para zdobędzie się nawet na to, by zmienić układ ról w swym związku. Na stereotypy nie ma tu miejsca.
Historia o lisie i zajączku zafascynowała dzieciaki. Pięciolatek był dumny, że odczytał kilka słów. Książka ma przecież zachęcać do samodzielnego czytania. Ośmioletnia córka zdążyła pochłonąć kilkanaście stron przed rozpoczęciem spektaklu i tak jej się ta książka spodobała, że została wybrana do wieczornego czytania. Autorka zastosowała w „Felku i Toli” krótkie i proste zdania. Tekst nie został wyjustowany. Nic nie przeszkadza w czytaniu. Najważniejsze wyrażenia są napisane dużą i pogrubioną czcionką. W taki sposób, by nawet te maluchy, które znają ledwie kilka literek, mogły poczuć się usatysfakcjonowane tym, że potrafią sklecić pierwsze słowa.
Lubię kiedy dzieciaki pamiętają o tym, o czym im czytałam. Ale kiedy pewnego ranko zaczęły sobie same opowiadać historie z „Felka i Toli” i śmiać się z nich do rozpuku, to znaczy, że było warto… Na zakończenie ta opowiastka, która najbardziej im się spodobała:

„Baltic. Pies na krze” – spektakl dla dzieci w Teatrze Miniatura
Po przeczytaniu książki Barbary Gawryluk „Baltic. Pies który płynął na krze” nabraliśmy ochoty na spektakl, który powstał na podstawie historii o której było głośno w 2010 roku. Bilety okazały się tańsze niż do kina, pokus w teatrze też jest mniej, więc postanowiliśmy ruszyć. Nawet deszcz ze śniegiem i egipskie ciemności nie były nas w stanie powstrzymać.

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura
Choć spektakl miał premierę niemal rok temu, dopiero teraz mieliśmy okazję, by się na niego udać. A swoją drogą ciekawe, że wtedy kiedy rodzice mają więcej wolnego czasu – czyli w wakacje – teatry są zamknięte. I jak tu dzieciom pokazać czym jest prawdziwe przedstawienie, a nie przedszkolny teatrzyk?
Muszę przyznać, że „Baltic” jest świetną sztuką. Pięknie pokazano głównego bohatera, który wzbudza same pozytywne emocje. Dzieciaki poznały zupełnie inny przekaz, niż książkowy. Okazało się, że nie trzeba im dosłownie wszystkiego pokazywać, jak w filmie, rozumiały pewną umowność, jaką niesie za sobą spektakl. Wprawdzie pięciolatek dopytywał, czy śnieg, ciastko, telewizor są prawdziwe, ale był w stanie zrozumieć, że wszystko jest grą. Jedno mu się nie podobało – różnice między spektaklem, a książką. A kiedy sztuka się skończyła, nie chciał wyjść, bo przecież wszystkiego jeszcze nie przedstwiono…
Historia Baltica, psa który płynął przez Polskę, by wreszcie zostać odratowanym na morzu, porusza. W sztuce pokazano jak ważni są dobrzy ludzie, wrażliwi na cierpienia innych. Podczas kulminacyjnego momentu wyświetlony został króciutki filmik z akcji ratunkowej. Widać było, że poruszył wielu młodych widzów – gdzieniegdzie na widowni usłyszeć można było tłumione łkania.
Córka bardzo uważnie śledziła wydarzenia. Pięciolatek bał się fajerwerków i wybuchów, tak samo jak tytułowy Baltic … Sama oprawa plastyczna spektaklu jest zachwycająca. Piękny śnieg, rewelacyjnie oddany zimowy klimat. Przenikanie się takich kolorów jak biel, czerń, granat, kojarzy się z mroźną zimą. Oprócz tego schematycznie pokazane z oddali bloki mieszkalne, wnętrza budowane z białych sześcianów, biały las zamieniający się za jakiś czas w bożonarodzeniową choinkę.

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura
Prosto, pięknie i mądrze. Taka właśnie jest sztuka „Baltic. Pies na krze”. Uczy jak być wrażliwym na cierpienia innych. Nawet tych najmniejszych. Bo niemal każdy chciał pomóc zabłąkanemu zwierzęciu. A co do pokus… Jedna się znalazła. Otóż, w teatrze można było nabyć… Książki! I to takie rewelacyjne, żadnych szmir, same lektury z górnej półki. Jak się łatwo domyślić, nie wyszliśmy z Miniatury z pustymi rękoma…