Choć moja półka z książkami o muzykach już się zapełniła, nie znaczy to, że mogłam pominąć w czytelniczych planach autobiografię Muńka Staszczyka. Zwłaszcza, że premiera książki zbiegła się z ważnymi wydarzeniami w życiu tego wokalisty. Jesienią, kiedy premierę miał ten wywiad-rzeka, wydany został solowy album artysty „Syn miasta”. Ważniejsza okazała się jednak wcześniejsza wiadomość o chorobie Muńka Staszczyka. Wstrząsnęła ona wszystkimi, bo przecież każdy z nas zetknął się z wokalistą „T. Love” i wielu z nas postrzegało go jako wiecznie młodego chłopaka z podwórka.
Rafał Księżyk zaczyna od pytania, skąd wzięło się imię tytułowego bohatera. Zygmunt Staszczyk nie od zawsze był nazywany Muńkiem. Wszystko zaczęło się w liceum, kiedy wychowawca właśnie tak nazwał swojego ucznia. Od tego momentu ta ksywka przylgnęła na stałe. Zyga i Mongoł to wcześniejsze przezwiska z podwórka. Staszczyk urodził się i wychowywał w Częstochowie. Z jednej strony „święta wieża”, a z drugiej fabryczny komin. Robotniczy świat stykał się z odpustowym kiczem związanym z pielgrzymkami na Jasną Górę.
W książce zaglądamy na podwórko tytułowego „Kinga”. Widzimy jego dorastanie i wpływ liceum na kształtowanie się i marzenia o muzyce. W szkole średniej poznał ludzi, z którymi założy kapelę. Dla Muńka oznacza to kumplowskie relacje, ciąg dalszy w pogłębianiu relacji koleżeńskich i rozwijanie pasji muzycznych. Każdy pragnął mieć zespół, ale to właśnie T. Love się udało.
Zaczynają grupy o charakterze nowofalowym. Uznawani są za buntowników, a także eksperymentatorów. Historia jakich wiele. Sporo kapel przeszło przez Jarocin i pewnie także wydawało własnym sumptem nagrywane metodą chałupniczą kasety. Jednak właśnie wtedy powstały już utwory, które doskonale znana każdy z nas. Bo kto z nas, dorastających jeszcze w poprzednim stuleciu, nie słyszał „Karuzeli” czy „Wychowania”? Studia polonistyczne i przenosiny do Warszawy to kolejne etapy w życiu Muńka. Nie oznacza to jednak przerwania kariery muzycznej.
Bohater książki opowiadając o swoim rozwoju w ciekawy sposób nawiązuje do przemian zachodzących w kraju. Tłumaczy dlaczego tak dobrze sobie poradził po 1989 roku. Kiedy wyjechał do Londynu w celach zarobkowych, by utrzymać rodzinę, nauczył się, jak działają zasady ekonomiczne w kraju kapitalistycznym. To pozwoliło mu sprawnie zarządzać T.Love i dostosowywać do potrzeb rynku.
Muniek Staszczyk w wywiadzie zaskakuje szczerością w mówieniu o sobie. Podejrzewam, że nie jest łatwo wyrażać się wprost o własnych słabościach. Łatwiej mówić o sukcesach zespołu, czy nawet o źle podejmowanych decyzjach w ramach kariery muzycznej. Bohater książki nie ogranicza się tylko do kwestii zawodowych. Pokazuje siebie jako człowieka, ze wszystkimi upadkami. Wspomina o rodzinie, jakim jest mężem i ojcem. Nie ukrywa, co ma sobie do zarzucenia. Jego styl wypowiedzi jest bezpośredni, bez językowych upiększeń. Dzięki temu czujemy się blisko Zygmunta Staszczyka. Okazuje się człowiekiem z krwi i kości. Takim, który popełnia błędy, ale potrafi wyciągać z nich wnioski. Nie jest tylko kumplem z podwórka, jakim go postrzegaliśmy po wysłuchaniu wcześniejszych płyt, ale dojrzałym mężczyzną, który patrzy w przeszłość w sposób refleksyjny i potrafi o niej interesująco opowiedzieć.
Rafał Księżyk nie zmusza rozmówcy do ścisłego trzymania się chronologii, ale wyraźnie widoczny jest porządek w tym wywiadzie. Pozwala również Muńkowi być sobą, czyli osobą, która barwnie gawędzi i doprowadza książkę „King!” do poruszającego finału, kiedy Staszczyk wypowiada się z prosto z londyńskiego łóżka szpitalnego po swoim wylewie.
Rzadko sięgam po biografie czy wywiady rzeki, ale akurat ta pozycja mocno mnie interesuje. Barto ciekawią mnie epizody z życia Muńka odniesione do bieżących wydarzeń, szczególnie z okresu transformacji. Intryguje mnie spojrzenie muzyka na zachodzącego przemiany.
Tutaj widać wyraźnie, że Muniek świetnie poradził sobie na fali przemian ekonomicznych i skorzystał z tego w świadomy sposób. Z kumplowskiej kapeli żyjącej z dnia na dzień, T.Love stali się instytucją, aż do momentu, kiedy wokalista postanowił nieco zwolnić.