Konsekwencje „Kolacji dla wroga” – Ismail Kadare

Kolacja dla wrogaDo tej pory nie maiłam do czynienia z prozą albańską. Dlatego chętnie sięgnęłam po książkę Ismaila Kadare, który w 2005 roku został laureatem Międzynarodowej Nagrody Bookera. Pierwszą powieść wydał w 1963 roku, przyniosła ona mu sławę oraz uznanie międzynarodowe. Autor w 1990 roku uzyskał azyl polityczny we Francji. Dziś mieszka w Paryżu i Tiranie.

„Kolacja dla wroga” osadzona jest wokół wątku związanego z tajemniczym wydarzeniem, które miało brzemienne skutki dla doktora Gurameto. Akcja powieści rozgrywa się w latach 1943-1953. Są to ważne daty w dziejach Albanii. Kiedy w czasie drugiej wojny światowej naziści przejęli kontrolę nad tym państwem – wcześniej znajdowało się w rękach Włochów, mieszkańcy tych terenów byli zdezorientowani. Jedni chcieli potraktować hitlerowców jak wyzwolicieli, inni jak wrogów. Kiedy do miasta Gjirokastra wkraczają okupanci, armia niemiecka zostaje ostrzelana. Oficer Fritz von Schwalbe w odwecie bierze osiemdziesięciu jeńców, by ich stracić. Wzywa też do siebie doktora Gurameto, ponieważ znają się ze studiów. Lekarz postanawia zaprosić von Schwalbe do siebie na kolację.

Spotkanie w domu lekarza jest owiane tajemnicą. Staje się wydarzeniem, które zmienia los skazańców. Wszyscy zostają wypuszczeni. Jednak nikt nie wie, dlaczego tak się stało? Po latach – krótko przed śmiercią Stalina – doktor zostaje aresztowany. Władze postanawiają przeprowadzić śledztwo. Sprawdzają, jaką tajemnicę ukrył gospodarz domu? Okazało się bowiem, że von Schwalbe wcale nie gościł u doktora na kolacji, ponieważ zginął trzy miesiące wcześniej. Co się za tym kryje?

Ważne w powieści jest miejsce, w którym rozgrywają się wydarzenia. Gjirokastra była nie tylko rodzinnym miastem Ismaila Kadare, ale też Envera Hodży – człowieka, który przez wiele lat twardą ręką rządził  Albanią i przyczynił się do jej zapaści gospodarczej i społecznej. Autor powieści oddał nastrój, jaki panował w połowie ubiegłego wieku w tym miejscu. Czytelnik może niemal na własnym karku poczuć kafkowski klimat lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

W 1943 roku panuje w Gjirokastrze napięcie. Piękne, historyczne miasto może zostać zburzone przez ludzi, którzy przeciwstawili się hitlerowcom. Doktor Gurameto stara się uratować i partyzantów, i miejsce, wykorzystując do tego zasadę albańskiej gościnności. W zamian za kolację udaje mu się uzyskać zgodę od oficera na wypuszczenie więźniów. Jednak skutki tego spotkania najbardziej odczuje dziesięć lat później, w czasie rozkwitu terroru stalinowskiego. Doktor zostanie nawet posądzony o udział w spisku przeciwko przywódcy Związku Radzieckiego.

Ismail Kadare próbuje zrekonstruować wydarzenia, które miały miejsce podczas kolacji u lekarza. Jednak nie do końca uda nam się uzyskać odpowiedź na pytanie, co naprawdę się wydarzyło. Pojawia się postmodernistyczna myśl, że niemożliwe jest całkowite poznanie historii. Zawsze zostają niedopowiedzenia. Główny bohater powieści staje się postacią, którą dopadło fatum. Udało mu się uciec przed jednym totalizmem, dopadł go jednak stalinizm. Autor świetnie opisał też kolację, która może się nawet kojarzyć z Ostatnią Wieczerzą. Nie jesteśmy jednak pewni, czy doktor był Chrystusem, a von Schwalbe Judaszem. Książka wprowadza nas w świat pełen zagrożeń, od którego nie ma ucieczki. Kadare stopniowo wpycha nas w świat totalitarny. Poznajemy prawdziwe oblicze reżimu.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

  1. Literatura albańska to również obszar dla mnie dziewiczy. Nie wiem tylko, czy warto zaczynać tą przygodę akurat z tak trudną książką.

    • Nie dość, że książka nie jest łatwa, ale po jej przeczytaniu zostaje jeszcze sporo spraw do przemyślenia. Lubię taką literaturę, kiedy muszę się nad nią zastanawiać i która pozostawia we mnie jakiś ślad.

  2. O rany, fabuła wydaje się niezwykle interesująca – sam motyw z kolacją kojarzy mi się nieco z „Ceną” Łysiaka, a więc utworem, w którym bohaterowie także stają przed niełatwymi wyborami moralnymi, a w tych niewygodnych sytuacjach stawiają ich nie kto inny jak właśnie Niemcy.

    • Łysiaka znam niestety tylko z różnych recenzji, ale jeśli są w „Cenie” podobne dylematy, warto się rozjrzeć za książką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *