Na drugi tom trylogii berlińskiej Magdaleny Parys czytelnicy czekali aż sześć długich lat. Pierwsza część, „Magik”, nie przeszła bez echa, myślę, że z kolejnymi tomami będzie podobnie. Pisarka od wielu lat mieszka w Niemczech, choć urodziła się w Gdańsku. Jej wcześniejsze powieści pozwalały poznać nam mroczne tajemnice NRD. Teraz w „Księciu” zobaczymy odradzające się ruchy faszystowskie i kruchość demokracji.
Gdy w Berlinie dochodzi do morderstwa, nikt nie podejrzewa, że sprawa ta wiąże się z pożarem na imigranckim osiedlu. Mord w katedrze nie tylko okazał się niezwykle brutalny, ale niesie pewną informację. Raczej nikt bez powodu nie ukrzyżowałby księdza. Z kolei na osiedlu doszło do podpalenia. Są ofiary, ale byłoby ich znacznie więcej, gdyby nie deszcz, który przyspieszył gaszenie pożaru.
Sprawą ma się zająć prezydent berlińskiej policji, Tschapielski. Pomaga mu dziennikarka, Dagmara Bosch. Do tej ekipy dołączy również komisarz Kowalski. Te postacie poznaliśmy w poprzedniej części i obok pewnego tajnego agenta, ich poczynania będą dla nas najbardziej istotne. Bohaterowie będą dążyli do rozwikłania spraw, a dojdzie jeszcze kilka zagadek, m.in. do porwania żony pewnego polityka.
Bohaterowie dochodzą do wniosku, że sprawy łączą się ze sobą i stoi za nimi ktoś, kto chciałby doprowadzić do powstania armii w duchu faszystowskim. Ten tajemniczy założyciel ruchu nazywany jest Księciem. Jego pomysły mrożą krew w żyłach. Idea odrodzenia neonazistowskich bojówek budzi zainteresowanie. W końcu prawdą historyczną jest, że zaledwie cztery lata po wojnie niemieccy oficerowie budowali w Niemczech armię złożoną z weteranów Wehrmachtu i Waffen-SS. Nikt nie wiedział o jej istnieniu, ani parlament, ani alianckie państwa okupacyjne. Czy teraz, w XXI wieku, historia może się powtórzyć?
Magdalena Parys kreśli przed nami mroczną wizję. Opowiada historię, w którą naprawdę łatwo nam uwierzyć. Tymczasem bohaterowie stopniowo odkrywają kulisy spisku i zauważają, że sprawa jest niezwykle poważna. Na szczęście mają wsparcie Paula Chagalla, kochanka Dagmary, a jednocześnie agenta specjalnego, który posiada sporo możliwości.
Akcja powieści rozpędza się i pędzi podobnie jak pojazdy Jamesa Bonda. „Książę” i historie z Bondem mają coś wspólnego. Jednak opowieść Magdaleny Parys jest znacznie bardziej mroczna. Oglądamy narodziny zła. Widzimy, jak członkowie jednej rodziny przechodzą stopniowo tam, gdzie liczy się siła i przemoc. Wszystko w imię władzy. Wykorzystują sytuację, w której demokracja przechodzi kryzys. Neonazizm dla wielu staje się coraz bardziej atrakcyjny i Książę widzi dla siebie szansę.
Bohaterowie okazują się niebanalni. Niekiedy bywają zabawni, wciąż dążą do celu. Ich determinacja, mimo różnicy charakterów powoduje, że udaje im się stopniowo odkrywać kolejne elementy zagadki. „Książę” jako thriller polityczny może nie byłby aż tak bardzo atrakcyjny dla odbiorcy, gdyby nie tło obyczajowo-społeczne. Choć mamy do czynienia z fikcją literacką, okazuje się ona niezwykle prawdopodobna. Zresztą pisarka oparła się w budowaniu tej powieści na pewnych prawdziwych elementach wziętych z historii Niemiec. Do tego wplata alternatywne scenariusze naszej rzeczywistości, które w każdej chwili mogłyby się wydarzyć, choć nie byłoby to najlepsze rozwiązanie. Magdalenie Parys nie brakuje poczucia humoru (scena z dzieckiem w taksówce wywołała u mnie lawiny śmiechu), jednak dominuje napięcie i zaskakujące zwroty akcji. Wszystko to powoduje, że książkę pochłania się bardzo szybko, a charakterystyczni bohaterowie pozostają w pamięci. Mam tylko nadzieję, że trzeci tom pojawi się znacznie szybciej i będę miała szansę poznać dalszy ciąg.