„Tak naprawdę mam na imię Hanna” jest debiutancką powieścią Tary Lynn Masih. Książka zdobyła Julia Ward Howe Award, znalazła się w finale National Jewish Book Award. Pochodząca ze Stanów Zjednoczonych pisarka, postanowiła opowiedzieć historię żydowskiej nastolatki, która dorastała w czasach drugiej wojny światowej w Europie Środkowej. Powieść przeznaczona jest dla młodzieży, ale myślę, że starsi również wiele z niej wyniosą. Wydawnictwo Replika zastosowało podobny styl wydania, jak w powieściach historycznych dla młodzieży Johna Boyne. Książka świetnie nadaje się na prezent, gdyż oprócz wartościowej treści mamy do czynienia z trwałą oprawą.
Główną bohaterką książki i zarazem narratorką jest kobieta, która po latach opowiada swoją historię. Kieruje tę opowieść do córki. Chce opowiedzieć piętnastolatce, kim naprawdę jest, ponieważ przez wiele lat ukrywała swoją tożsamość. Cofa się w swej opowieści do czasów drugiej wojny światowej.
Hanna Śliwka urodziła się na wsi, gdzie Żydzi, Polacy i Ukraińcy żyli obok siebie współpracując w zgodzie, a niekiedy nawet w przyjaźni. Czternastolatka pewnego dnia odkrywa, że bycie Żydówką to coś, co stygmatyzuje. W Kwasowej przynależność do państw często się zmieniała. Raz leżała na Ukrainie, kiedy Indziej w Austrii, a także w Polsce. Kiedy Armia Czerwona wkroczyła do Polski, wieś stała się częścią Związku Sowieckiego.
Żydowska rodzina stara się dostosować do zmieniających warunków. Wielu Żydów przybyło tu uciekając przed rosyjską wojną głodową i udawało się do tej pory egzystować w zgodzie z miejscowymi. Jednak w 1941 roku sytuacja Żydów się pogarsza. Tata Hani jest szanowanym obywatelem wsi – jako pasterz i złota rączka. Potrafi nawet przekonać nowe, komunistyczne władze do przeprowadzenia tradycyjnej parady pasterzy – teraz jako pochodu na cześć Józefa Stalina.
Latem jednak następuje atak Niemiec na ZSRR. Kwasowa trafia w ręce nazistów. Ci mają zamiar uwolnić Ukrainę od Żydów. W ten sposób sztetl, w którym do tej pory mieszkała dziewczyna, staje się miejscem niebezpiecznym. Rodzina Hanny szybko zdaje sobie z tego sprawę i postanawia uciekać do lasu. Nie wiedzą jeszcze, że i tam będą ścigani. Bez pomocy z zewnątrz nie mieliby szansy na przeżycie. Jednak rodzina ma dwie dobre dusze, które mimo że ryzykują życiem, pomagają im najlepiej, jak potrafią. Sąsiadka Hanny, Ałła, uczyła dziewczynkę, jak malować pisanki. W ten sposób Hanna poznała ukraińskie wierzenia jeszcze sprzed czasów chrześcijańskich. Rysunkowa symbolika umieszczona na jajkach okaże się kodem, którym można się porozumiewać. Podobnymi symbolami posługuje się Yurij, mężczyzna informujący Abrama, ojca Hanny, czy zbliżają się Niemcy.
Ostatecznie rodzina musi szukać ratunku w okolicznych grotach. Miejscach ukrytych przed oczyma zwykłych ludzi. Tylko nieliczni wiedzą o jaskiniach, ale nikt tam nie ośmielał się wejść z obawy przed mieszkającymi tam złymi duchami. Abram tłumaczy bliskim, którzy idą wraz z nim, że teraz jedynym i najgorszym zagrożeniem są dla nich inni ludzie. Hanna wiele dni spędzi w ciemnych grotach. Czy wszystkim uda się przetrwać?
Powieść Tary Lynn Masih jest fikcją literacką, ale autorka oparła ją na prawdziwej historii żydowskiej rodziny mieszkającej na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej. Pisarka w poruszający sposób opowiada historię nastolatki, której przyszło żyć w ekstremalnie trudnych warunkach. Widzimy jak narasta napięcie, a także zauważamy siłę miłości, która daje wolę do życia. Rodzina chce przetrwać, dba o siebie nawzajem. Mimo zła, które zatacza coraz szersze kręgi, zaskakuje siła tych kruchych istot, ich determinacja. Pisarka opisuje rzeczywistość w sposób subtelny, nie skupia się na brutalnych scenach. Podkreśla ludzką wytrwałość i siłę miłości rodzinnej. Wszystko to jest możliwe dzięki ukazaniu realiów z punktu widzenia dziecka, które żyjąc w tak trudnych czasach potrafi dostrzec otaczające je piękno.
PS Książkę na język polski przetłumaczył Piotr Kuś.