Książka autorstwa Arto Paasilinny pt. “Las powieszonych lisów”, zwróciła moją uwagę, gdyż niezbyt często mam możliwość, by poznawać twórczość fińskich pisarzy. A przecież całkiem niedawno czytałam „Korzenie”, powieść Mikki Nousiainena. Nie sądziłam, że wkrótce sięgnę po autora, którego wielu poznało za sprawą uznanej i lubianej książki pt. „Rok zająca”. Arto Pasilinna niestety zmarł w 2018 roku, ale właśnie teraz, za sprawą tłumaczenia Karoliny Wojciechowskiej, historia „Las powieszonych lisów” dostępna jest dla polskich czytelników.
Fabuła powieści ma zabawny i nieco absurdalny charakter. Główny bohater jest zwykłym przestępcą. Złodziejem, który wraz z innymi gangsterami okrada statek pełen złota. Jest tego naprawdę wiele. Oiva Juntunen nie lubi się jednak dzielić i bardzo chciałby zostać jedynym właścicielem złota. Tylko jak pozbyć się wspólników, którzy raczej nie podarują mężczyźnie takiego skarbu? Nie są to bynajmniej ludzie o złotych sercach, a bezwzględni i zatwardziali przestępcy.
Oiva zachowuje się, jak poszukiwacze złota w Ameryce. Dopada go gorączka. Za nic nie chce dzielić się sztabkami. Dlatego ma pewien plan. Decyduje się na ucieczkę gdzieś na lapońskie odludzie. Nie bierze pod uwagę, że trafi prosto na działania wojenne. A dokładnie manewry wojskowe, w których udziela się major Remes. Człowiek, który ma słabość do likieru. Najlepiej o smaku pomarańczowym.
Drogi mężczyzn się spotykają, ale zetną się na tym odludziu z jeszcze innymi nietypowymi uciekinierami. Będzie to kot i dziewięćdziesięcioletnia Nastka. Ta para nie chce wpaść w ręce opieki społecznej. Kobiecie nie spieszy się do domu starców, więc pozostaje jej ucieczka. Poszukiwana jak zwykli przestępcy, zostaje uznana za zmarłą, ponieważ władze nie sądzą, że w takim zimnie i głuszy, ktoś mógłby przetrwać.
Na północy nie tylko panuje surowy klimat. Można też o cieplejszej porze wpaść w szpony groźnych bestii. Na przykład meszek i komarów. Każdy, kto się spotkał z tymi stworzeniami doskonale wie, czym to grozi. Nastka zachęca mężczyzn do poszukiwania zajęć, by nie wpadali w jakieś depresyjne myśli, proponując im zakładanie pułapek na lisy. Zaskoczy ich jednak, kto się w nie złapie.
Kłusownictwo może być problemem dla młodej lisiczki, niemal całkiem oswojonej z Oivem i majorem. Oni jednak najpierw sprawdzają, czy ich pupilka jest zainteresowana pułapkami. Mądre zwierzę nie ma zamiaru jednak wpadać w pułapki zastawiane przez człowieka. Lisy są bardziej odporne na zimno, niż my, ale czy mężczyźni będą w stanie przetrwać dłuższy czas w surowym klimacie? Jak będą sobie radzili z własnymi słabościami?
Arno Paasilinna daje nam nietypową powieść. Pod przykrywką absurdu i humoru znajdziemy naprawdę wiele głębokich przemyśleń nad ludzką naturą. Pisarz łączy opowieść przygodową, pełną zaskakujących i zabawnych zwrotów akcji, z wyraźną miłością do opisywanego miejsca i świata natury. Refleksje, jakie płyną podczas lektury, nie będą jednak błahe. Autor ma dystans do ludzkich słabości, ukazuje je w krzywym zwierciadle i jednocześnie oddaje hołd tym, którzy znajdują się na marginesie. Pijacy, złodzieje, prostytutki, starsi rdzenni mieszkańcy: otrzymujemy cały wachlarz barwnych postaci, które mają naprawdę wiele do powiedzenia.
Bardzo mi odpowiadało takie połączenie absurdu i humoru, z refleksjami, jakie płyną podczas lektury. Pozwalało mi to jednocześnie bawić się podczas czytania książki, a dodatkowo zachęcało do pewnych przemyśleń. “Las powieszonych lisów” został wydany w Finlandii w 1983 roku, ale powieść z pewnością nic nie straciła na aktualności, a bardzo dobrze mi się ją czytało.