Lotnisko w Monachium jest sparaliżowane z powodu kiepskiej pogody. Nie latają samoloty, a na miejscu kłębią się tłumy pasażerów. Co dzieje się z ludźmi, którzy nie mogą dotrzeć do celu? W powieści Grega Baxtera „Lotnisko w Monachium” wszystko rozgrywa się w ich głowach. Można rozważyć w czasie takiego postoju całe swoje życie.
Pewnego dnia główny bohater odbiera telefon. Dowiaduje się, że jego siostra nie żyje. Powodem zgonu było zagłodzenie. Amerykanin, który mieszka w Londynie rusza z ojcem do Niemiec po jej ciało. Miriam mieszkała w Berlinie, a ich ojciec w Stanach. Teraz syn rusza w podróż ze swoim ojcem, starzejącym się profesorem. Postanawiają przetransportować trumnę z ciałem Miriam do USA, ale mgła na lotnisku w Monachium zatrzymuje ich na jakiś czas w miejscu.
Pobyt w jednym miejscu z ojcem przywołuje wspomnienia. Stopniowo poznajemy historię tej rodziny. Dlaczego doszło w niej do tragedii? Z jakiego powodu Miriam się zagłodziła? Na to pytanie chciałby odpowiedzieć sobie brat, jednak, czy jest to możliwe? Analizując swoje życie dociera do momentów, które oddzieliły go od rodziny. Każdy z jej członków szedł swoją drogą, w innym kierunku niż pozostali. Brat widywał siostrę raz na kilka lat. Podobnie działo się w przypadku kontaktów z ojcem.
Greg Baxter opisuje lawinę wspomnień bohatera bez emocji – na zimno. Dzięki temu główny bohater jest w stanie spojrzeć w przeszłość. Natomiast w momencie krytycznym jakim jest śmierć jednego z członków rodziny, między ojcem a synem nie dochodzi do nawiązania nici porozumienia. Mężczyzna i starzec są zupełnie oddzieleni od siebie, nic ich nie łączy. Ten dystans, który stał się częścią ich osobowości, kontrastuje z trzecią bohaterką – Trish. Kobieta pracuje jako urzędniczka konsularna i pomaga mężczyznom załatwić dokumenty związane z przewiezieniem ciała Miriam. Trish zachowuje się w sposób bezpośredni, nie posiada umiejętności dystansowania się od emocji.
Powieść Grega Baxera porusza i zmusza do refleksji. Wywołuje też chęć buntu. Trudno obserwować bohaterów pogrążających się na własne życzenie w coraz głębszą samotność. Nawet śmierć Miriam nie jest w stanie odciąć się od życia w pustce emocjonalnej. Zamiast żałoby pozostają im wspomnienia, które pozwalają odciąć emocje.
Jak to się stało, że nawet w tak wielkim tłoku, jakim jest tłum na lotnisku, bohaterowie są tak bardzo samotni? Nasuwają się gorzkie refleksje. We współczesnym świecie, kiedy mamy tyle możliwości, żyjemy tak bardzo oddzieleni od drugiego człowieka? Nawet rodzina nie może scalić tego, co izoluje od innych. Brakuje jakichkolwiek więzi. Bohaterowie nie potrafią stworzyć bliskich relacji. Pozostaje jedynie pustka i izolacja. Czy możliwa jest naprawa więzi między ojcem a synem?
Lotnisko w Monachium staje się symbolem współczesnego świata. Miejscem, w którym człowiek czuje się niezwykle samotny. Do końca powieści nie uda nam się poznać imienia głównego bohatera. Na zawsze pozostanie bezimienną jednostką. Człowiekiem, który żeby wczuć się w to co przeszła siostra, będzie sam się głodził i okaleczał. Tak jakby to był jedyny sposób na to, żeby cokolwiek poczuć.
Greg Baxter opowiada smutną, melancholijną historię. Taką, w której każdy może odnaleźć cząstkę siebie. Przedstawia gorzki obraz współczesnego świata. Podczas lektury książki trzeba będzie odpowiedzieć sobie na wiele trudnych pytań dotyczących ludzkiej egzystencji. Choć bohaterowie nie potrafią okazywać emocji, odbiorca podczas lektury może poczuć się nimi wręcz przytłoczony. „lotnisko w Monachium” wciąga, a jednocześnie wywołuje wewnętrzny bunt. Chciałoby się, żeby diagnoza, którą stawia współczesnemu człowiekowi Baxter była błędna. Jednak im bardziej zagłębiamy się w lekturę książki, tym bardziej trafną widzimy w niej analizę społeczną.
Odkąd ta książka pojawiła się u Ciebie na blogu w zakładce „Obecnie czytam”, przyciągnęła ona moją uwagę ze względu na bardzo dobrą okładkę. Z niecierpliwością czekałem na recenzję i widzę, że w pięknym opakowaniu skryta została równie ciekawa treść. Lubię historie, w których bohaterowie snują wspomnienia, cofają się w przeszłość, rozliczają się ze swoim życiem, itd. Intryguje także wątek samotności współczesnego człowieka, który egzystuje przecież w masie, w tłoku. Będę się rozglądać za tą pozycją.
Książka zwraca uwagę okładką, ale najważniejsze, że treść w niej zawarta, jest równie ciekawa. A ja też cenię właśnie takie opowieści, które skupiają się na człowieku i tym, co dzieje się w jego wnętrzu.
A ja przyznaję bez bicia – dopiero teraz, po przeczytaniu Twojej recenzji, mam ochotę przeczytać tę książkę sama. Do przed chwilą jeszcze była tylko okładką, którą kojarzyłam z listy nowości (:
Myślę, że warto. Sam pomysł, by lotnisko stało się pretekstem do rozważań na temat egzystencji współczesnego człowieka, uważam za świetny. 🙂
Pingback: „Pomieszkanie” – Greg Baxter | Czytam, bo chcę i już