Muzyka Grzegorza Ciechowskiego była nieodłączną częścią mojego dorastania. Wydawało mi się, że co jakiś czas będzie pojawiał się nowy utwór Republiki, który zmusi mnie do myślenia. Kiedy muzyk zmarł tak nagle w 2001 roku, coś się skończyło. Aż trudno uwierzyć, że artysty od tylu już lat nie ma wśród nas. Zostały na szczęście jego kompozycje oraz teksty piosenek. Piotr Stelmach, dziennikarz radiowej Trójki, postanowił sportretować Grzegorza Ciechowskiego. Zrobił to jednak w nietypowy sposób. Książka „Lżejszy od fotografii” różni się od tradycyjnej biografii, a jednocześnie otrzymujemy opowieść o liderze Republiki.
Autor publikacji nie wypowiada się w swojej książce zbyt często. Piotr Stelmach wprowadza nas w temat na początku każdego rozdziału, skupiając się na własnych wspomnieniach związanych z osobą Grzegorza Ciechowskiego. Głos oddaje przede wszystkim tym, którzy byli blisko związani z liderem Republiki. W słynnej „Białej fladze” pojawia się pytanie: „gdzie są moi przyjaciele”. W książce „Lżejszy od fotografii” zobaczymy, że było ich naprawdę wielu. Grzegorza Ciechowskiego wspominają członkowie zespołu, inni muzycy, artyści, ale również najbliższa rodzina.
Tytuł książki nie jest przypadkowy. Każda osoba, która opowiada o Ciechowskim, daje czytelnikom słowną fotografię. Opowiada o jakimś wydarzeniu z życia artysty, kolejny obraz to inne ujęcie, dopowiadające daną historię, albo kierujące nas do innego ważnego momentu w życiu artysty. Ten album oglądamy od końca. Opowieść zaczyna się od wiadomości o śmierci muzyka. Przyjaciele, rodzina i współpracownicy opowiadają o tym, jak zareagowali na tę wiadomość. Skupiają się na własnych emocjach. Te wspomnienia okazują się bardzo żywe i poruszające, nawet po upływie kilkunastu lat.
Piotr Stelmach podzielił książkę na rozdziały, które zabierają nas w podróż w czasie. Historia biegnie wstecz, a my śledzimy kolejne ważne momenty w życiu lidera Republiki. Historia kończy się w Tczewie, tam gdzie urodził się artysta. Helena Ciechowska opowiada o swoim synu, wypowiadają się siostry. Chyba każdy zgodzi się ze słowami matki, która na temat tego, jaki był dzień narodzin Grzegorza, stwierdza, że to był dobry dzień. Każdy kto sięgnie po tę książkę z pewnością się z tym zgodzi.
„Lżejszy od fotografii – o Grzegorzu Ciechowskim” Piotra Stelmacha to publikacja bardzo obszerna. Ciechowskiego wspomina ponad sześćdziesiąt osób. Jako, że mamy tendencję do wybielania osób, których już nie ma między nami, mogą się pojawić obawy, że otrzymamy laurkę, albo hagiografię, Jednak dzięki temu, że mówców jest tak wielu i o jednej kwestii wypowiada się kilku z nich, możemy poczuć się, jakbyśmy osobiście znali Grzegorza Ciechowskiego. Powstał żywy portret, człowieka z krwi i kości, z jego wadami a także zaletami. Narratorzy skupiają się na kwestiach kariery muzycznej lidera Republiki, ale również na jego charakterze. Wspominają jaki był, pokazują jego oblicze jako artysty, ale również przyjaciela, ojca i męża.
Autor książki przeprowadził ponad 150 rozmów, by mogła powstać ta publikacja. Dotarł również do niepublikowanych wcześniej zdjęć oraz dokumentów, które wzbogacają książkę. Zanim sięgnęłam po ten tytuł, obawiałam się, że z takich subiektywnych opowieści nie da się stworzyć spójnego obrazu. Na szczęście zupełnie niepotrzebnie się martwiłam. Dzięki tym wspomnieniom widzimy, jak ważna jest pamięć. Ona pozwoliła na to, by czytelnicy mogli nie tylko poznać najważniejsze i przełomowe momenty w karierze Grzegorza Ciechowskiego, ale również poczuć ten sam dreszcz emocji, który tym zdarzeniom towarzyszył. Dla odbiorców istotne jest to, że otrzymujemy niezwykle poruszający portret wybitnego artysty.