„Maluch. Biografia” – Przemysław Semczuk

Maluch. BiografiaKto jeszcze trochę pamięta czasy PRL-u, wie, że maluch był przedmiotem pożądania. Czymś, na co nie każdy Kowalski mógł sobie pozwolić. A nawet jeśli go było na niego stać, trudno go było dostać. Przemysław Semczuk w książce pt. „Maluch. Biografia” snuje przed czytelnikiem opowieść o małym autku, a jednocześnie zabiera nas w podróż po komunistycznej Polsce.

Jak to się stało, że polskie władze podpisały z Fiatem umowę, dzięki której można było produkować fiata 126p? Historia zaczyna się w 1968 roku, kiedy wreszcie wydaje się, że nastanie możliwość produkcji samochodu dla przeciętnego Kowalskiego. Choć można było kupić syrenę, nie spełniała ona oczekiwań. Wybór padł na fiata 126, auto najtańsze w swojej klasie, a jednocześnie ekonomiczne w eksploatacji i spełniające wymagania (przynajmniej podstawowe) nie tylko zwykłego obywatela, ale również władz.

Jednak dopiero w 1972 roku zaprezentowano pojazd, który miał być produkowany w Polsce. Po podpisaniu odpowiednich umów z Włochami, ruszyła produkcja. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić ten entuzjazm i radość. W końcu wydawało się, że wreszcie następuje jakaś normalność w kraju. Każdy chciał mieć takie auto. Nazwano je maluchem – więc widać że darzono autko powszechną sympatią. Trudniej jednak było je dostać. No chyba, że posiadało się dewizy – wtedy drzwi do szybkiego nabycia auta stały otworem. Za gotówkę, albo na raty – takie były kolejne opcje. No i warto było mieć szczęście. Pierwsi posiadacze książeczek PKO otrzymywali auto w drodze losowania.

Mało kto wie, że dwa „maluchy” wyruszyły w podróż dookoła świata. Autor relacjonuje tę eskapadę – choć równie dobrze mogłaby powstać z tego oddzielna książka. A jak Polacy użytkowali małego fiata? Wiadomo, z niebywałą fantazją. Wytłumaczeniem niech będzie to, że nie było innej możliwości, bo jak inaczej przeciętny Nowak miał przywieźć do domu pralkę, czy telewizor?

Książka Przemysława Semczuka pokazuje dlaczego i w jaki sposób maluchy znalazły się w Polsce. A przede wszystkim autor opowiada o samochodzie, który stał się legendą. Stało się tak trochę na przekór, bo właściwie nie mieliśmy żadnego wyboru. Można było znienawidzić małego fiata, albo choć trochę polubić. Zostawało to ostatnie, ponieważ właśnie to auto dawało Polakowi trochę więcej możliwości, niż miał wcześniej. Wreszcie realne stały się wypady za miasto, a nawet wyjazdy za granicę. I nikomu nie przychodziło do głowy, żeby narzekać, że jest ciasno. To była niemal wolność…

W biografii nie zabraknie ciekawostek, anegdot, a nawet dowcipów na temat malucha. Dla mnie ważna była historia, bo przecież Przemysław Semczuk, aby opowiedzieć o fiaciku, musiał również przybliżyć czytelnikom tło, opisać życie codzienne z czasów gierkowskiego PRL-u. Przyznam, że nie znam się na motoryzacji, jednak owa niewiedza nie przeszkadza mi w odbiorze książki.

Wiele osób z pokolenia, które pamięta czasy PRL-u, mogłoby dopisać swój rozdział do tej biografii. Moje pierwsze wspomnienie związane z maluchem jest takie, że rodzice przynoszą to auto na własnych ramionach. Potrafię podać nawet drobne szczegóły związane z tym wydarzeniem. A, że nie jest to prawdopodobne? Tłumaczy mnie fakt, że pewnie miałam trzy, czy cztery lata. Moja pierwsza praca. Pojechałam do niej właśnie maluchem. Pojechałam, ale nie dojechałam na czas, bo odpadło mi koło… No i te wycieczki rodzinne. Wypady maluchem nad jezioro – aż nie chce się wierzyć ile osób mieściło się do maluszka. Foteliki dla dzieci, czy pasy z tyłu – nikt o czymś podobnym nie słyszał w latach osiemdziesiątych…

Za biografię dziękuję Wydawnictwu Znak.

  1. Ha, w mojej rodziny były 2 maluchy – najpierw biały, a później czerwony, ale na żadnym z nich nie było mi dane uczyć się jeździć 🙂 Pamiętam też, że moja koleżanka z liceum posiadała swojego malucha i zdarzało się nam podróżować tym pojazdem całkiem sporą grupą ludzi 🙂 Ech, ten samochód wywołuje chyba same dobre, albo zabawne skojarzenia.

  2. Uwielbiam ten samochodzik!
    Jak go widzę gdzieś w drodze zawsze się uśmiecham, sentymentalna podróż do przeszłości 🙂 Maluchem woziła mnie ciocia po Poznaniu, prawdziwa PIRATKA DROGOWA. Wszystko w nim brzęczało, ale to była jazda! Cudowny wóz, bardzo pojemny.
    Książkę zdobędę.

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *