Jennifer Egan otrzymała Nagrodę Pulitzera i National Book Critics Circle Award za powieść „Zanim dopadnie nas czas”. Teraz, po siedmiu latach, wydana została nowa książka pisarki, pt. „Manhattan Beach”. Akcja powieści rozgrywa się w Nowym Jorku latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku. Zobaczymy lata kryzysu i II wojnę światową oczyma Anny Kerrigan, dziewczyny, a potem młodej kobiety, która miała nietypowe marzenie.
Poznajemy główną bohaterkę powieści kiedy jest nastolatką. Ojciec Anny po krachu na giełdzie zostaje bez pracy. Szuka jej w porcie, w dokach, przy rozładunku statków. Musi przecież utrzymać rodzinę. Jedna z jego jest córek jest niepełnosprawna i wymaga szczególnej opieki. Potrzebuje specjalistycznego wózka, a taki kosztuję naprawdę wiele. Dlatego mężczyzna decyduje się na pracę dla Dextera Stylesa. Człowieka, który zarabia na nielegalnej sprzedaży alkoholu w czasach prohibicji. Dawny makler zostaje chłopcem na posyłki gangstera. Pewnego dna Kerrigan odwiedza Stylesa we wspaniałej rezydencji w Manhattan Beach. W tej dzielnicy dla bogatych dziewczynka zobaczy wspaniały widok. Samo spotkanie okaże się istotne dla Anny za parę lat.
Osiem lat później USA są w stanie wojny. Po ataku Japonii na Pearl Harbour zmieniło się miasto. Dziewiętnastoletnia Anna pracuje w stoczni, ponieważ brakuje rąk do pracy. Młodzi mężczyźni wyjechali na wojnę. Dziewczyna mieszka z matką i niepełnosprawną siostrą. Ojciec pewnego dnia wyszedł z domu i słuch o nim zaginął. Anna czuje się zagubiona, chciałaby rozwiązać zagadkę zaginięcia. Jednocześnie postanawia zrobić coś nieoczekiwanego. Chce zostać nurkiem, choć do tej pory żadna kobieta nie wykonywała takiego zawodu. Dziewczyna jest zdeterminowana i podejmuje walkę o własne marzenia. Powinna nie tylko pokonać własne słabości, przede wszystkim ma być lepsza od większości mężczyzn, a także musi wytrzymać wyraźną niechęć ze strony przełożonych.
Anna okazuje się osobą introwertyczną. Nie zależy jej na towarzystwie koleżanek, zamyka się we własnym świecie. Dzieje się tak ze względu na to, co do tej pory przeżyła. Tajemnica zaginięcia ojca i choroba siostry wpływa na Annę, a czytelnik skupia się na jej przeżyciach wewnętrznych i emocjach. Doświadczenie życiowe sprawiło, że na zewnątrz dziewczyna jest twarda. Dlatego nie ustępuje mężczyznom, jeśli chodzi o zdobycie profesji nurka. Żeby wyjaśnić tajemnicze zaginięcie ojca, decyduje się na kontakt z gangsterem Dexterem Stylesem. To spotkanie okaże się przełomowe i zmieni wiele w jej życiu.
Powieść „Manhattan Beach” dotyka kwestii feministycznych, ale nie jest to temat główny. Widzimy Annę, która wytycza nowe szlaki, choć jej pobudki nie mają natury ideologicznej, a zupełnie inną podstawę. Na pierwsze miejsce wysuwa się sama Anna i jej tajemnica rodzinna. Widzimy skomplikowane więzi między członkami rodziny, a także inne powiązania. Jennifer Egan nie pisze w sposób jednoznaczny, kropkę nad i często musimy postawić sami. Kiedy jednak poznajemy czasy i miejsca, wtedy pisarka szczegółowo kreśli opisy. Podobnie się dzieje przy okazji opowieści o nurkowaniu. Jak to wyglądało siedem dekad temu? Dlaczego kobietom nie pozwalano się tym zajmować?
Intryguje sposób prowadzenia narracji. Egan oddaje głos kilku osobom, co zmienia perspektywę, ale również zmusza czytelnika do szczególnej uwagi, ponieważ poznajemy różne punkty widzenia. Zmieniają się wątki, czas akcji. Tylko morze jest czymś stałym z całą swoją symboliką. Dla bohaterów staje się szansą na ucieczkę, ale również oznacza unicestwienie. Dzięki powieści przeniesiemy się do Nowego Jorku z pierwszej połowy XX wieku. Nie jest to jednak typowy obraz, bo nieczęsto trafiamy do doków, czy pod wodę, by naprawiać uszkodzone statki. Z pewnością warto dać się ponieść tej historii.
Tytuł „Zanim dopadnie nas czas” obił mi się kiedyś o uszy, ale przyznaję, że nazwiska Jennifer Egan dotychczas praktycznie nie kojarzyłem. „Manhattan Beach” wydaje się być bardzo interesującą lekturą, szczególnie z uwagi na czasy, w jakich zdecydowano się umieścić akcję oraz postać głównej bohaterki. No i okładka książki – jest naprawdę magnetyzująca.
Co do okładki, to rzeczywiście się wyróżnia – tylko trudno było ją sfotografować, by choć w części oddać, jaka jest naprawdę. Sama nie miałam wcześniej do czynienia z autorką, ale trudno mi było się jej oprzeć, po tym jak dowiedziałam się, jakich tematów dotyka.