„Maria Panna Nilu” – Scholastique Mukasonga

Maria Panna Nilu, Scholastique MukasongaTrudno uwierzyć, że od ludobójstwa w Rwandzie minęło już ponad dwadzieścia lat. W ciągu zaledwie stu dni zabito milion osób z plemienia Tutsi. Sprawcami zbrodni byli rodacy ofiar, ale należący do plemienia Hutu. O tych tragicznych wydarzeniach napisano wiele książek. U nas jedną z najbardziej znanych jest reporterska opowieść Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Natomiast „Maria Panna Nilu” Scholastique Mukasongi ukazuje Rwandę z końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku z perspektywy kobiet, a właściwe licealistek.

Autorka książki pochodzi z plemienia Tutsi, ale zdążyła wyjechać z kraju przed ludobójstwem. Niestety wielu członków jej rodziny nie miało takiej możliwości. Dwa lata po opuszczeniu ojczyzny, Scholastique Mukasonga straciła wielu bliskich, między innymi matkę. Pisarka osiedliła się w Normandii, a w 2012 roku za powieść „Maria Panna Nilu”, otrzymała Nagrodę Renaudota.

Akcja książki rozgrywa się w żeńskim, katolickim liceum im. Marii Panny Nilu. Właśnie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Uczennice, które kształcą się w tej szkole należą do elity. Są odizolowane od reszty społeczeństwa, żeby mogły skupić się na nauce. Liceum ma swoją renomę, więc chodzą tu najlepsze dziewczęta. Dominują te, które należą do plemienia Hutu, bo w państwie oni mają największe wpływy. Veronica i Virginia ze względu na to, że są Tutsi, nie mają łatwego życia. Atmosfera zagęszcza się, napięcie rośnie w miarę upływu czasu. Czujemy wraz z nimi, że sytuacja jest coraz trudniejsza do zniesienia. W tak zamkniętej społeczności wcale nie jest lepiej niż w kraju. Dziewczęta zobaczą, że są zdane wyłącznie na siebie. Nie pomogą im ani zagraniczni nauczyciele, ani duchowni i zakonnice kierujący szkołą.

Choć katolicyzm ma być religią miłości, tutaj wykorzystany zostaje na opak. Samo Liceum z założenia jest miejscem, gdzie rodzą się elity. Cywilizacja i nowoczesność jednak ustępują miejsca nienawiści. Wartości w liceum katolickim schodzą na dalszy plan, a pewne założenia wiary odsunięte zostają na bok. Hutu rosną w siłę, a niektóre z licealistek postanawiają tę sytuację wykorzystać. Duchowni w sytuacjach niewygodnych zwyczajnie odwracają wzrok. Natomiast w malutkiej społeczności odbijają się wszystkie problemy Rwandy z tamtych czasów.

W powieści „Maria Panna Nilu” zło narasta stopniowo. Zaczyna się od zwykłej niechęci do dziewcząt z plemienia Tutsi. Nienawiść przyjdzie dopiero później, ale nikt nie przeciwstawi się tej przemocy, której prowodyrkami są licealistki. One doprowadzą do tego, by pozbyć się gorszych dziewcząt. Prowadzą intrygi, spiskują i próbują wyeliminować Veronicę i Virginię. Jako Hutu czują się silne oraz nietykalne.

Czytając „Marię Pannę Nilu” trudno nie nawiązać do „Władcy much” Williama Goldinga. W powieści Scholastique Mukasongi również widzimy, jak siła zwycięża z cywilizacją, a indywidualizm przegrywa z działaniem grupowym. W liceum działają te mechanizmy, które pozwolą na to, by władzę zdobyły najsilniejsze dziewczęta. One uważają się za lepsze, za nimi stoi siła plemienia Hutu. Symbolem tego myślenia staje się tytułowa rzeźba Marii Panny Nilu, której jedna z dziewcząt rozbija twarz, ponieważ kojarzy się z urodą Tutsi. W tym miejscu musi się przecież pojawić wizerunek większości.

Scholastique Mukasonga pokazuje w swej książce, jak rodzi się zło. Mamy do czynienia z uniwersalnym przesłaniem, bo do takiej przemocy może zajść wszędzie. Wystarczy tylko pozwolić na to, by nienawiść zawładnęła grupą. Pisarka daje nam zaledwie preludium do tego, co wydarzy się za parę lat w Rwandzie. Kreśli obraz sytuacji, ale nie stara się grać na naszych emocjach. Wydarzenia są ukazane z pewnym dystansem, a jednocześnie stajemy się biernymi widzami tragedii. Tak jak ci bohaterowie, którzy nie potrafili się przeciwstawić najpierw uprzedzeniom, a potem zbrodni.

  1. Dorobiłam się wreszcie własnego egzemplarza, bo jest to pozycja, którą koniecznie muszę przeczytać, zwłaszcza po lekturze reportażu Tochmana.

  2. Przejmująca książka, choć wydawałoby się po „Dzisiaj narysujemy śmierć”, że nie ma takiej siły rażenia jak ona, bo opisuje wszystko dość delikatnie, ledwie zarysowuje. Jednak gdy pomyśli się, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, włos się jeży na głowie.

  3. Mignął mi ten tytuł wśród wielu nowości, ale przyznaję, że nie poświęciłem mu zbyt wiele uwagi. Nie wiedziałem, że akcja książki została osadzona w Rwandzie, a to zupełnie zmienia mój sposób patrzenia na tę pozycję.

    Ha, tak swoją drogą to ciekawe ile jeszcze powieści traktujących o istocie zła, jego narodzinach i funkcjonowaniu będzie musiało powstać zanim człowiek nauczy się nie kreować warunków, w których zło pleni się i rozprzestrzenia w niesamowitym tempie.

    • Myślę, że temat zła nurtuje ludzkość odkąd pojawiła się świadomość moralności. Dlatego można znaleźć mnóstwo książek poruszających tę kwestię – z Biblią na czele.

  4. Bolesna historia Rwandy jest żywa także w mojej pamięci, nigdy za wiele słów na jej temat, bo doświadczenie uczy, że kiedy milczymy, świat zapomina i po pewnym czasie zaczyna popełniać te same błędy.
    Na pewno przeczytam. Pozdrawiam

    • „Maria Panna Nilu” stanowi przypomnienie, że zło rodzi się stopniowo i powoli. A taka historia może zdarzyć się wszędzie. Pozdrawiam.

Skomentuj Izabela Łęcka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *