Arundhati Roy debiutowała książką „Bóg rzeczy małych”. Dwie dekady później opublikowała „Ministerstwo niezrównanego szczęścia”, powieść, po którą właśnie możemy sięgnąć. Pierwsza książka przyniosła jej sławę, została przetłumaczona na 40 języków. Arundhati Roy otrzymała za nią Nagrodę Bookera, ale bardzo długo kazała czekać czytelnikom na swoją kolejną powieść.
Akcja powieści „Ministerstwo niezrównanego szczęścia” rozgrywa się na Wschodzie. Co wiemy o dalekich Indiach? Książka Arundhati Roy pokaże nam, że niewiele. Historia porusza skomplikowane problemy, z którymi mierzą się obecnie mieszkańcy tego kraju. Już na poziomie bogactwa języków występujących w tej części świata, poczujemy się jak na wieży Babel. W samych Indiach występuje ich ponad czterysta. O hindi raczej wielu słyszało, czy o urdu, ale kaszmiri, czy malajalam należą do mniej znanych, a to zaledwie kropla w tym morzu języków.
Arundhati Roy postanowiła opowiedzieć historie osób, które trudno uznać za zwyczajne. W „Ministerstwie niezrównanego szczęścia” poznamy hidźrę, czyli osobę należącą do tzw. trzeciej płci. W Indiach Andźum nie jest niczym niezwykłym. A jednak trudno o miejsce w społeczeństwie dla takiej osoby. Choć bez niej nie odbędzie się prawdziwe hinduskie wesele, to Andźum czuje się wykluczona. Postanawia odłączyć się od grupy podobnych do niej ludzi i zamieszkać na… cmentarzu. Tutaj buduje zajazd, w którym przygarnie takich jak ona, czyli poszukujących szczęścia.
Troje kolejnych bohaterów zbliżyły do siebie czasy studenckie. Widzimy silną kobietę, a także bojownika walczącego o wolny Kaszmir, czy dyplomatę. Takich skomplikowanych postaci Arundhati Roy pokazuje znacznie więcej. Łączy ich to, że nie pasują do reszty społeczeństwa. Poprzez ich historie zobaczymy, jak różnorodne jest społeczeństwo w Indiach. Owo bogactwo niesie za sobą wiele problemów. Właśnie o nich mówi pisarka. Dzięki opowieściom o losach ludzi, których spotkało tyle przeciwności, dowiadujemy się, jak złożona jest sytuacja w tym kraju.
Trudno przejść obojętnie obok tego, co pisze Arundhati Roy. Zwłaszcza, gdy czytamy list ojca do pięcioletniego dziecka. Słowa, które kreśli mężczyzna, to niezwykle poruszające sprawozdanie z pogrzebu córeczki. Widzimy ludzi, którzy wiele przeszli. Podczas innego pochówku, Usmana Abdullaha, dochodzi do strzelaniny. Otrzymujemy obraz ciała owiniętego w całun, które wytacza się z trumny. Jest ono „podwójnie uśmiercone pomiędzy innymi uśmierconymi i rannymi.” Widzimy przypadkowe ofiary, które przyszły na pogrzeb. Jak mówi narrator: „niektórzy Kaszmirczycy umierają po dwakroć”. Widzimy miejsce, które zostało spłukane krwią, ale czy w ten sposób zostało oczyszczone? Raczej pogrąża się w coraz głębszym cierpieniu i nieustającym bólu.
Dla pisarki niezwykle ważne są kwestie społeczne. Dzięki powieści dowiadujemy się, jak wielka polityka wpływa na jednostki. Szerzy się nienawiść, radykalne grupy religijne terroryzują społeczeństwo. Wygrywają najsilniejsi, którzy nie pozwalają na odstępstwa od przyjętych zasad. Ci odrzuceni szukają swojego miejsca. Pragną kochać, ale zamiast tego są prześladowani i wykluczani. Dopiero spotkanie na cmentarzu z im podobnymi może przyczynić się do odnalezienia szczęścia.
Arundhati Roy napisała bardzo skomplikowaną książkę. Odbiór powieści „Ministerstwo niezrównanego szczęścia” utrudniają nieznane zwroty, odniesienia do obcych języków oraz kultury. Obraz przedstawionych tu Indii nie ma nic wspólnego z tym, co może nam się kojarzyć z kolorowymi obrazkami rodem z Bollywood. Widzimy państwo pełne sprzeczności, pogrążone w chaosie i kryzysie. Pisarka oddaje głos tym najmniejszym, którzy cierpią z powodu nierówności społecznej, fundamentalizmu, czy częstych wojen. Otrzymujemy poruszającą opowieść o ludziach wraz z oddaniem bogactwa ich języka.
Z Twojej opinii wnioskuję, że książka powinna mi się spodobać, bardzo lubię zanurzać się w odmiennych kulturach, realiach społecznych i historycznych uwarunkowań. 🙂
Nie jest to książka tylko dla wielbicieli Indii. Możemy tu zobaczyć problemy współczesnego świata. Z jednej strony są one uniwersalne – bo odrzuceni i wykluczeni istnieją wszędzie, ale z drugiej strony wszystko jest wpisane w jakże różną od naszej kulturę. 🙂
„Boga rzeczy małych” czytałam parę lat temu, ale moja reakcja była bez szału. Choć przyjemnie się czytało, książka po mnie spłynęła, a fabuła nie została na długo w pamięci.” Ministerstwo…” mam na półce i z tego, co dotychczas o niej czytałam, mam pozytywne wrażenie i ciekawość, co w niej znajdę. Na pewno niedługo zacznę czytać 🙂
W takim razie czekam na wrażenia. A po lekturze „Ministerstwa” mam wielką ochotę poznać „Boga rzeczy małych”. 🙂
To może być naprawdę bardzo ciekawa lektura…
Trudna, ale interesująca… 🙂