Sporo jest książek o bohaterach zmagających się z alkoholizmem. Czy sięgniemy po powieść „Moskwa – Pietuszki”, której autorem jest Wieniedikt Jerofiejew, czy „Pod Mocnym Aniołem” Jerzego Pilcha, otrzymamy historie o ludziach przegrywających życie z powodu swego nałogu. Oba dzieła pisane są jednak z innej perspektywy niż „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu”. Aleksandra Zbroja snuje opowieść z perspektywy córki. Osoby, która straciła ojca, choć tak naprawdę nigdy go nie miała.
Trudno pogodzić się ze śmiercią rodzica. Smutek i żałoba są czymś naturalnym. Co jednak czuje dorosła kobieta, która właściwie nigdy nie mogła zbliżyć do swojego rodzica? Książka Aleksandry Zbroi zaczyna się od momentu, kiedy narratorka dowiaduje się, że Mireczek nie żyje. Znaleziono go pod drzewem. Wyglądał tak, jakby zasnął. Sekcja zwłok w ciągu tygodnia ma wykazać, co było przyczyną jego śmierci. Do tego czasu narratorka opowie nam nieco więcej o swoim ojcu.
Trudno przybliżyć nieobecną postać. Człowieka, którego nigdy nie było. Ani podczas najważniejszych świąt, ani w czasie istotnych wydarzeń w życiu własnego dziecka. Co więcej zdarzają się sytuacje mrożące krew w żyłach. Kiedy małe dziecko czuje ból brzucha i trafia do szpitala, nie ma rodziców, którzy powinni podpisać pozwolenie na operację. Albo wyobraźmy sobie, że w nocy dziadek nie zastaje trzyletniego dziecka w domu. Rodzice nie orientują się, gdzie może być. Zapomnieli, że zostawili je w piaskownicy na placu zabaw. Takie sytuacje doprowadzają do tego, że kilkuletnia Ola trafia pod opiekę dziadków. Matce i ojcu sąd odebrał prawa rodzicielskie.
Aleksandra Zbroja opowiada jednak o Mireczku, swoim nieobecnym ojcu. Robi to w sposób nietypowy, bo zadając pytania na temat jego przeszłości, nie otrzymuje odpowiedzi. Snuje hipotezy, mnoży przypuszczenia. Dlaczego tak się dzieje? Z jednej strony odpowiedź jest prosta. Skoro nie uczestniczył w jej życiu, nie ma o czym opowiadać, bo tylko sam ojciec mógłby o tym opowiedzieć. Tymczasem zamiast kochać, być odpowiedzialnym człowiekiem, wybrał alkohol. Ludzie z którymi pił, po pewnym czasie nie potrafili go sobie przypomnieć.
Co czuć do takiego ojca jak Mireczek? Właściwie wielu Dorosłych Dzieci Alkoholików mogłoby powiedzieć coś na ten temat. Tymczasem Aleksandra Zbroja prowadząc swoje śledztwo, coraz bardziej uświadamia sobie własne uczucia. Widzimy spore pokłady empatii w tej opowieści. Opowiadając o przeszłości osoby nieżyjącej odkrywa te nieliczne pozytywne momenty ze wspólnego życia i potrafi je docenić.
Aleksandra Zbroja w książce „Mireczek” daje czytelnikom dwie opowieści. Jedną z nich jest próba zrekonstruowania przeszłości własnego ojca. Okazuje się ona z góry skazana na porażkę. Nigdy nie dowiemy się, dlaczego Mireczek zaczął pić, jak dokładnie wyglądała jego choroba. Mimo tych luk, niczym niepotwierdzonych domysłów, stara się lepiej go zrozumieć. Natomiast drugą opowieścią jest historia córki Mireczka. Osoby, która dojrzewała w niełatwych warunkach. Obok jej doświadczeń trudno przejść obojętnie, ponieważ poruszają czytelnikiem. Aleksandra Zbroja pokazuje rzeczywistość, w której dorastała. Opisywane realia będą bliskie wielu odbiorcom. Być może tak jak autorce książki, „Mireczek” pozwoli im lepiej zrozumieć własne uczucia oraz ludzi pokroju tytułowego bohatera.