Powieści, których akcja rozgrywa się w Prowansji, zazwyczaj kojarzą mi się z literaturą obyczajową czy romansami. W takim uroczym miejscu chcielibyśmy czerpać z życia, pozwolić sobie na spokój i żyć zgodnie z zasadą „carpe diem”. Kiedy sięgnęłam po powieść „Śmierć w Château Bremont” Mary Lou Longworth wiedziałam, że będę miała do czynienia z powieścią kryminalną. Jak się okazuje łagodny klimat nie zawsze łagodzi obyczaje. Kanadyjska pisarka od wielu lat mieszka w Aix-en-Provence i właśnie tam rozgrywa się akcja jej obu książek. Podczas Literackiego Sopotu miałam przyjemność posłuchać M.L. Longworth i poczuć magię tego uroczego miejsca (przy kieliszku wina z tego regionu), o którym autorka świetnie potrafiła opowiedzieć.
Powieść „Śmierć w Château Bremont” M.L. Longworth otwiera cykl powieści kryminalnych. Na język polski przetłumaczono na razie dwie. Głównym bohaterem jest sędzia Aix, Antoine Verlaque. Mężczyzna kocha dobre trunki, piękne kobiety oraz wyrafinowane jedzenie. Poznajemy też jego dawną miłość, profesor prawa, Marine Bonnet. Choć ich drogi w pewnym momencie się rozeszły, podczas lektury zauważymy, że między nimi coś zaiskrzy. Połączy ich pewne śledztwo. Sędzia chciałby się dowiedzieć, czy śmierć powszechnie szanowanego i lubianego Étienne’a de Bremont’a była tylko nieszczęśliwym wypadkiem, czy może ktoś zadał mężczyźnie śmiertelny cios (a dokładniej wypchnął go z okna).
Étienne był arystokratą i właścicielem zamku. Wprawdzie majątek mężczyzny już nie był tak imponujący, jak parę pokoleń wcześniej, to potomek rodu Bremontów jakoś sobie radził i realizował się jako filmowiec. Komu zatem zależałoby na jego śmierci? Sędzia dochodzi do wniosku, że w śledztwie może mu pomóc przyjaciółka rodziny arystokratów, a jego była kochanka, dlatego prosi profesor prawa o pomoc. Czy Marine wniesie coś do sprawy? A może ma to być pretekst do ponownego kontaktu z inteligentną i piękną kobietą?
Tymczasem miasteczko aż huczy od plotek. Tyle, że śmierć Étienne’a nie jest jedyna. Podczas pogrzebu Bremonta Marie orientuje się, że kogoś zabrakło. Sprawa staje się jeszcze bardziej zagmatwana. Bohaterowie powieści nie spodziewają się, dokąd ich to zaprowadzi. A nitki śledztwa kierują naszą uwagę ku prostytucji, rosyjskiej mafii, a także hazardowi. Tyle, że owa sprawa kryminalna nie jest jedynym istotnym akcentem w tej powieści. M.L. Longworth prócz wątków kryminalnych, sporą cześć historii poświęca stylowi życia Antoine’a Verlaque’a. Cieszący się powodzeniem u kobiet sędzia potrafi czerpać z życia. Docenia swój zmysł smaku, a jego gust kulinarny staje się niemal obsesją, ponieważ na innych ludzi patrzy właśnie przez pryzmat kultury odżywiania. Verlaque doskonale będzie wiedział jakie wina łączyć z danym posiłkiem, a także jakie dania świetnie się ze sobą komponują.
Powieść „Śmierć w Château Bremont” M.L. Longworth została napisana w sposób przyjemny dla odbiorcy. Mamy do czynienia z kryminałem, więc musi być jakieś przestępstwo, ale gdyby o tym na chwilę zapomnieć, to przenosimy się do idyllicznej krainy, w której czas płynie wolniej i jest bardziej łagodny dla mieszkańców żyjących w tej przyjemnej okolicy. Dostrzegamy jak istotna jest ta część książki ukazująca bohaterów w takich momentach, jak spożywanie posiłków czy delektowanie się dobrym winem. Dzięki temu postacie stają się bardziej wiarygodne, a ich portret psychologiczny przekonuje, bo oglądamy ich reakcje w życiu codziennym.
Historia, którą napisała M.L. Longworth, ma być jak dobre wino. Czytelnik z pewnością będzie się nią delektował i już na początku zauważy, że powinien spokojnie śledzić tok wydarzeń, a nie spodziewać się fajerwerków. Pisarka nie tyle chce nas zaskoczyć zwrotami akcji, czy dawać nam mylne tropy, co właśnie sprawić, by czytanie stało się przyjemnością samą w sobie. Pozwala nam dokładnie przyjrzeć się społeczności, która mieszka w uroczym miasteczku Aix. Jeśli odbiorca ma ochotę na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości, z pewnością się nie zawiedzie. Tu choć mamy do czynienia z kryminałem, łatwo zapomnieć o zbrodni. Klimat oddany w powieści nas oczaruje (a także główny bohater, pan sędzia). Widać też, jak bardzo Mary Lou Longworth pokochała swoją drugą ojczyznę. Myślę, że to ciekawa propozycja na długie, zimowe wieczory.
Klimat Prowansji kusi….
Tu nawet morderstw dokonuje się ze smakiem. 😉
Bardzo pozytywnie oceniam oba tomy serii i z niecierpliwością czekam na premierę trzeciego. Cieszę się, że miałam również okazję zobaczyć autorkę na żywo podczas spotkania autorskiego :).
O, dobrze wiedzieć – jestem jeszcze przed lekturą drugiego tomu, ale mam nadzieję, że szybko wyjdą kolejne. Mam na nie apetyt, jak Verlaque na wykwintne dania 😉
Cała ta seria bardzo mnie kusi, zwłaszcza ten klimat… i zazdroszczę tego spotkania!