„Naku*wiam zen” – Maria Peszek

Naku*wiam zen, Maria PeszekMaria i Jan Peszek. Para, której raczej nie trzeba przedstawiać. Spory kawałek życia towarzyszą mi piosenki śpiewane przez Marię. Zresztą córka, podobnie jak ojciec, kojarzona jest również ze sceny teatralnej i filmowej. Na Netflixie możemy oglądać serial pt. „Królowa”, w którym gra jedną z głównych ról. Mnie jednak najbardziej zainteresowała książka Marii Peszek: „Naku*wiam zen”. Tytuł intrygujący, ale to co znajdziemy w środku, stanowi nie lada gratkę dla tych, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na temat Marii i Jana.

W „Naku*wiam zen” córka i ojciec prowadzą ze sobą dialog. Taki, o którym większość z nas mogłaby tylko pomarzyć. Nie wiem, ile osób miałoby odwagę, by zadać podobne pytania swemu rodzicielowi. Jest 2017 rok i Maria znajduje się w kryzysie, choć ona sama nazwałaby to znacznie bardziej dosadnie. Tymczasem jej ojciec w drugi dzień Bożego Narodzenia dostaje zawału serca. Zamiast rozmawiać, trafia do szpitala. Ociera się o śmierć. Po powrocie do domu, mimo osłabionego ciała, nie brakuje mu ducha, by podjąć rozmowę z córką. Taką naprawdę najważniejszą.

Maria i Jan Peszkowie do tej pory nigdy nie zdecydowali się na udzielenie wywiadu rzeki. Od dziennikarzy spodziewaliby się tylko tego, co najgorsze. Prania brudów i szukania taniej sensacji. A jednak sprawy, jakie porusza Maria w rozmowie z ojcem, nie są ani łatwe, ani przyjemne. Maria pyta o kwestie najbardziej intymne: o miłość, seks, ale też o wiarę i śmierć. Rozmawiają również o sztuce. Oboje są przecież artystami.

Maria chce wiedzieć, czym kierował się Jan w swoich wyborach życiowych. Zobaczymy, w jakich teatrach grał, jak rozwijała się jego kariera w powojennej Polsce. W trudnych czasach nie było łatwo zachować się przyzwoicie. Tymczasem oglądamy ludzi żyjących znacznie bardziej swobodnie niż dzisiaj. Widzimy artystów, których przepełnia jakaś wolność wewnętrzna, mimo zniewolenia i biedy wokoło. Kiedy rodzi się Maria, PRL wciąż ma się świetnie, ale małą dziewczynka już wtedy ma szansę zobaczyć tę niezależność artystyczną i wchłaniać ją całą sobą.

Tytuł książki Marii Peszek nie tylko przykuwa naszą uwagę. „Naku*wiam zen” sugeruje brak owijania w bawełnę i tak rzeczywiście się dzieje. Autorka rozmawia z ojcem, gdyż poszukuje drogowskazów w życiu. Pragnie wyjść na prostą, ale początkowo wszystko wskazuje na to, że ojciec nie ma dla niej żadnych rad. Widzimy najpierw schorowanego starszego pana, który czasem puści bąka. Ot jakieś niepoważne sprawy. Kiedy jednak zagłębiamy się w lekturze, widzimy, że mamy do czynienia z ludźmi o ukształtowanych poglądach. Artystów znających się na swojej działalności. Osoby wyrażające się artystycznie w sposób, jaki można im tylko pozazdrościć. Bez dążenia za poklaskiem, a w zgodzie ze sobą i sztuką, którą kochają całym sercem.

Przyznam, że najpierw sięgnęłam po audiobook „Naku*wiam zen”. Słuchało się tego świetnie, gdyż czytają go Jan i Maria. Wszystko, co mogłoby się zgubić w zapisanych słowach, zostało wyrażone głosem, a emocje są tu bardzo istotne. Zwłaszcza, gdy Jan mówi o wspomnieniach bolesnych dla Marii. Córka często wypytuje ojca o takie sytuacje i porównuje z tym, jak sama je zapamiętała. Uświadamia Janowi, jakie zachowanie ojca bolało ją najbardziej. Nie unikają tych trudnych tematów, co więcej potrafią o tym rozmawiać tak, że słuchamy tego z otwartą buzią, byle niczego nie przeoczyć. Są naprawdę otwarci na siebie. Będzie poważnie, zabawnie, wzruszająco, czasem sentymentalnie. Jak w życiu. W wersji książkowej nie zabraknie też bogatego materiału zdjęciowego z archiwum rodzinnego autorki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *