Wojciech Kudyba jest poetą, historykiem literatury, wykładowcą akademickim. W 2015 roku zadebiutował jako prozaik. Książka „Nazywam się Majdan” porównana została przez wybitnego znawcę literatury Aleksandra Fiuta do „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza. Wojciech Kudyba pisze w niej o Ukrainie, ale w nietypowy sposób – posługując językiem znanym nam z książek Henryka Sienkiewicza.
Zacznijmy od pierwszych słów otwierających powieść: „Nazywam się Majdan. Petro Majdan, choć czasem ktoś zawoła: „Euromajdan!” i zaraz siada przy barze jak druh serdeczny. A nad barem okno wprost na tory, wiec może widać przez nie pociągi do Berlina, do Kijowa, pociągi nie wiadomo dokąd, jak opowieść, której zakończenia nigdy nie znasz” (s.7). Główny bohater jest naukowcem, który ma polskie korzenie dzięki babci. W nim widoczna jest przeszłość, jakiej doświadczyła Ukraina. Zmiany nazwiska przodków, korzenie żydowskie, a może niemieckie – wszystko zależy od perspektywy z której spojrzymy. Widać w tej postaci cały tygiel kultur i narodowości jaki wniosła na te ziemie ze sobą historia.
Petro Majdan jako ukraiński kulturoznawca był w wielu miejscach. Widział Europę, ale Ukrainę darzy gorącym uczuciem. Dzięki temu, że mieszkał za granicą, potrafi spojrzeć na swój kraj również naszymi oczyma. Jednocześnie jest Europejczykiem i Ukraińcem. Dlatego porównując książkę do „Trans-Atlantyku” należy również podkreślić, że Petro wyraża sie o Ukrainie ciepło, z wielkim uczuciem.
O naszych wschodnich sąsiadach wiemy niewiele, wciąż zapatrzeni na Zachód. Często nie zauważamy, że przecież Europa jest też tam. Kudyba przypomina o tym czytelnikom, choćby poprzez nadanie kolejnym rozdziałom tytułu „Europa”, a następnie podaniem kolejnych numerów. Przez głównego bohatera widzimy sytuację jaka panuje w tym kraju. Jednak bohater nie jest świadkiem historycznych wydarzeń, ale dostrzega ich echa. Mają one wpływ na niego i inne postaci
Wydarzenia w tej powieści nie są jednak najważniejsze, choć bywają niekiedy dramatyczne, czy sensacyjne. Czytelnik nie skupia się tak bardzo na akcji, ale wczuwa się przede wszystkim w język oraz śledzi przemyślenia Petro Majdana. Bohater jest intelektualistą, nie szczędzi nam swoich refleksji. Następuje przemieszanie stylów – kultury wysokiej i niskiej. Już pierwsze zdanie przecież przypomina sposób, w jaki przedstawia się Bond. Szybko okaże się, że znajdziemy tu znacznie więcej. Choćby kiedy zastanowimy się nad znaczeniem nazwiska bohatera. Słowo „Majdan” wprowadza pewną wieloznaczność – nie wiemy na początku nazwisko symbolizuje miejsce, a może oznacza naród?
Bardzo ciekawą postacią jest babcia Petra, która do swojego wnuka mówi sienkiewiczowską polszczyzną. Ona też się domaga czytania na głos „Trylogii”, co bywa dosyć zabawne. Jak widać książce „Nazywam się Majdan” nie brakuje również dowcipu oraz ironii. Choć problem Ukrainy jest przecież bardzo poważny i tak też zaprezentowany. Sama książka objętościowo jest niepozorna, to można ją czytać wielokrotnie i za każdym razem znajdziemy w niej coś nowego. Niejednoznaczność i poetycki język, to dwie najważniejsze cechy książki Wojciecha Kudyby. „Nazywam się Majdan” pokazuje, że Ukraińcy, Polacy są narodami leżącymi w Europie, które warto ze sobą zbliżyć, nawet jeśli historia wielokrotnie próbowała nas dzielić.
Ulala, porównywania do Gombro to już nie są żarty, a przynajmniej dla mnie, bowiem prozę pana Witolda niezwykle sobie cenię – to jeden z moich ulubionych literatów polskich 🙂 Jeśli styl pana Kudyby można porównać do tego wybitnego artysty, to chyba będę musiał zapoznać się z książką osobiście 🙂
Książka do łatwych nie należy, w związku ze stylizacjami językowymi. Jednak prócz Gombrowicza (po którego również bardzo lubię sięgać), można nawiązać do Sienkiewicza – właśnie przez wspomniany wyżej język.
Dodaję do schowka, bo ostatnio temat Ukrainy leży w moich najbliższych zainteresowaniach.
W takim razie pozycja obowiązkowa. Jeszcze dla porównania można by sięgnąć po książki Ziemowita Szczerka powieść gonzo „Przyjdzie Mordor i nas zje” oraz „Tatuaż z tryzubem”.
Co dokładnie oznacza język znany z książek Henryka Sienkiewicza? Stylizacja, archaizacja i tak dalej?
Stylizacja i archaizacja języka jednocześnie. Trochę to może wprowadzać czytelnika w błąd, bo trzeba pamiętać, że mowa o czasach współczesnych a nie przeszłości.
Rozumiem i drążę dalej. Jak myślisz: jaki był cel takiego zabiegu?
Autor stwierdził w jakimś wywiadzie, że pisze dla wymagających czytelników. Natomiast na stronie wydawnictwa podano, że to „pozwala autorowi uniknąć sentymentalizmu i patosu”.