Kto powiedział, że historia Polski jest nieciekawa, nie miał jeszcze w ręku książek Elżbiety Cherezińskiej. Autorka została okrzyknięta rodzimym George’em R.R. Martinem i nowym Kraszewskim. Dlaczego? Ponieważ potrafi łączyć fantastykę z historią. W taki sposób, że wykorzystuje prawdziwe wydarzenia i dodaje do nich otoczkę nieco magiczną. Powstaje dzięki temu powieść, która może zainteresować zarówno miłośników dawnych dziejów, ale też tych którym zależy na ciekawych postaciach, wartkiej akcji i niesamowitych przygodach.
„Niewidzialna korona” Elżbiety Cherezińskiej jest kontynuacją „Korony śniegu i krwi” oraz należy do cyklu „Odrodzone Królestwo”. Pisarka zastrzega, że można te dwie pozycje czytać oddzielnie, sama zachęcałabym do sięgnięcia najpierw po pierwszy tom. Wcale nie dlatego, że czytelnik może czegoś nie zrozumieć, ale z racji tego, że powieść świetnie się czyta.
Jest rok 1296 i właśnie zginął Przemysł II. Za chwilę zacznie się walka o dziedzictwo. Pretendentów do korony Królestwa znajdzie się wielu. Kto jednak zostanie spadkobiercą Przemysła? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, wystarczy przypomnieć sobie to, co wiemy z historii. Elżbieta Cherezińska faktów nie zmienia, ale postanawia nam pokazać swoją wersję wydarzeń. Jak doszło do tego, że Władysław Łokietek stał się następcą Przemysła II? Czy uda mu się utrzymać dziedzictwo? Królestwo jest zagrożone, na dodatek z kilku stron. Margrabiowie brandenburscy, Krzyżacy, Przemyślidzi – wszyscy chcą czegoś dla siebie. Najlepiej wszystkiego.
Władysław, czyli Karzeł, musi stawić czoło zagrożeniu. Na początku jednak nie potrafi zrozumieć, na czym ono polega. Nie potrafi posłuchać mądrych rad ukochanej Jadwigi, bo ma trudny charakter – delikatnie mówiąc. Mimo to kibicujemy mu w tej trudnej drodze, którą musi pokonać, by naprawić błędy. Ruszymy za nim na Węgry, do Rzymu, by wreszcie wziąć udział w walkach o Kraków.
Nie zabraknie w powieści znanych nam wcześniej bohaterów: Jakuba Świnki, Michała Zaremby, Rikissy, kobiet Starej Krwi, Jakuba de Guntersberga. Dojdą kolejne, ponieważ tym razem zajrzymy również do innych państw. Ciekawą postacią okazał się władca Czech Vaclav II, którego mroczne skłonności nieuchronnie prowadzą do zguby. W negatywnym świetle ukazani są również Krzyżacy.
Na uwagę zasługują postacie żeńskie. Historia średniowiecza raczej skupia się na mężczyznach, a tu pokazano jak ważną rolę do spełnienia mogły mieć kobiety. Niezwykle piękna i mądra Rikissa, posiadająca głowę na karku Jadwinia – żona Władysława Łokietka, czy wrocławskie klaryski. Ba, nawet ukochany koń Łokietka, wyciągający go z kłopotów jest płci żeńskiej…
Miłośnicy historii czytając tę powieść skupią się na tym, w jaki sposób Elżbieta Cherezińska ożywiła i zinterpretowała dzieje Królestwa. Ci, którzy chcieliby czegoś więcej, otrzymują wątki o charakterze fantastycznym. Nie zabraknie też zabawnych scen, rozładowujących napięcie, ale też brutalnych oraz erotycznych (czasem idą w parze). Choć książka dotyczy czasów średniowiecznych, autorka nie okrasza jej niepotrzebną archaizacją językową – wtedy byłaby dla nas niezrozumiała. Czytamy powieść współczesną, w której bohaterowie niczym się nie różnią od nas samych. Obserwujemy żądnych władzy ludzi, którzy są w stanie wiele dla niej poświęcić. Elżbieta Cherezińska postanowiła spopularyzować tak mało znaną historię Polski. Zrobiła to na własnych prawach, tak by dotrzeć do szerszej rzeszy odbiorców, zainteresować opowieścią ludzi, którzy chcieliby książki, dzięki której mogliby zapomnieć o tym, gdzie się akurat znajdują. „Niewidzialna korona” daje wszystko to, czego oczekuje się od literatury popularnej, a zwłaszcza przyjemność z czytania.
Jako młody człowiek bardzo mocno interesowałem się historią. Z wiekiem zacząłem z tego wyrastać, ale od czasu do czasu lubię sięgnąć po ciekawą powieść historyczną. O Cherezińskiej słyszałem bardzo wiele dobrego, ale jakoś nie mogę się zebrać w sobie, żeby uraczyć się którąś z jej lektur. Podoba mi się przede wszystkim seria, o której piszesz – historia Polski jest naprawdę interesująca i momentami dość niezwykła, a rzadko jest ona wykorzystywana przy konstruowaniu powieściowych fabuł.
Elżbiecie Cherezińskiej zarzuca się, że pisząc o historii Polski posługuje się zbyt nowoczesnym stylem, ale moim zdaniem, to jest spory plus. Przecież można wykorzystać dawne dzieje, by skonstruować interesującą fabułę, by czytelnika czymś zaskoczyć, a nie zanudzić na śmierć faktami, które może znaleźć w podręczniku.
Właśnie nie rozumiem tych zarzutów, bo „Korona…” dzięki temu pokazała, że historia Polski może być fascynująca, a nie nudną, szkolną chronologią dat.
„Niewidzialna korona”, podobnie jak Paryż – czeka na wakacje. Tak, tak – dlatego, że nieporęczna cegła, która nadaje się na kolana, a nie do torby 😉