Miłośnicy powieści kryminalnych oraz opowieści opartych na prawdziwych zbrodniach mają z czego wybierać. Lubimy historie mrożące krew w żyłach. Okazuje się jednak, że prawda niekiedy wyprzedza fikcję. Gregg Olsen, który specjalizuje się w książkach z literatury kryminalnej oraz literatury faktu, z pewnością doskonale o tym wie. To, co otrzymamy od niego w „Nikomu ani słowa” przeraża ze względu na to, że wydarzyło się naprawdę. Niby daleko od nas, ale przecież mogło stać się wszędzie.
Szalona Shelly, tak nazywano Michelle Knotek. Kobietę niezwykle urodziwą, której nikt. mimo przezwiska, nie podejrzewałby o to, do czego była naprawdę zdolna. Dopiero dłuższy kontakt z nią dawał pełen obraz. Tylko najbliżsi wiedzieli, do czego potrafiła się dopuścić. Znęcanie nad bliskimi to jednak tylko początek „możliwości” Shelly.
Podczas lektury „Nikomu ani słowa” oglądamy amerykańską rodzinę, w której na zewnątrz wszystko dzieje się dobrze. Autor opowiada o tym, kim była Shelly od jej dzieciństwa. Zastanawiamy się dlaczego Michelle stała się katem dla swoich bliskich. Kiedy to się zaczęło? Widzimy, że już jako dziecko Shelly sprawiała kłopoty wychowawcze. Nikt jednak nie potrafił jej pomóc.
Dorosła Shelly założyła rodzinę. Trzykrotnie wychodziła za mąż. Dopiero jednak Dave Knotek stał się mężczyzną na stałe. Takim, który nie opuścił żony, mimo że ona nie traktowała go najlepiej. Jego zadanie polegało na zarabianiu pieniędzy oraz na wyciąganiu z kłopotów. Widzimy człowieka zmanipulowanego do tego stopnia, że nie oddzielał tego co dobre od tego, co złe. Dopuścił się wielu złych rzeczy. Czy chciał wybawić Michelle z kłopotów, czy był taki jak jego żona? A może rzeczywiście stał się tylko zmanipulowanym pionkiem gotowym na wykonywanie rozkazów żony?
Podczas lektury książki widzimy, jak pani Knotek znęca się nad swoimi dziećmi. Wymyśla coraz bardziej perfidne kary. Każda z jej trzech córek doświadcza niewyobrażalnego zła z jej rąk. Oglądamy, jak trwa to latami. Siostry nie zdają sobie nawet sprawy, że to co je spotyka, jest złe. Chcą tylko przetrwać. Tymczasem Shelly szuka kolejnych ofiar. Znęca się nad przyjaciółką, siostrzeńcem, przyjacielem. Siostry oglądają te okrucieństwa. Wiedzą jedno, że nie wolno im zdradzić tego, co dzieje się na ich podwórku.
Kiedy czytamy książkę „Nikomu ani słowa” trudno znieść te wszystkie obrazy pełne przemocy. Sadyzm Shelly nie znał granic. Z tego powodu chciałam, aby to wszystko zaraz się skończyło, a tymczasem wszystko trwało przez lata. Nie sposób wyobrazić sobie ogromu cierpień, jakiego doświadczały ofiary Shelly. Jak długo mogły to znosić? Nikt nie zainteresował się tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami Knotków. Dziewczynki potrafiły maskować wszystkie swoje siniaki, ale przecież brudnych ubrań i niedomytych ciał już nie. Amerykański system nie zauważał problemu. Nawet gdy już dorosłe córki zgłosiły sprawę szeryfowi, to za pierwszym razem nie potraktowano ich poważnie.
„Nie mów nikomu” nie jest książką dla wszystkich. Oglądamy przemoc domową w skrajnym wykonaniu. Shelly Knotek jawi się tu jako doskonała manipulatorka, sadystka, człowiek skrajnie zły, bez sumienia. Gregg Olsen pokazuje nam, z jak niebezpieczną osobą miały do czynienia trzy siostry. Daje nam jednak pewne światełko w tej mrocznej opowieści. Jest nią siła siostrzanej miłości. Ona jawi się jako coś, co pozwoliło przetrwać Nikki, Sami i Tori.
PS Książkę przełożył Piotr Grzegorzewski.