Inspiracją dla Petera Krištúfka, słowackiego pisarza i poety, z pewnością była istniejąca naprawdę rezydencja Francisca Goi, malarza, który utracił słuch oraz cierpiał na liczne dolegliwości. Siedzibę Goi nazywano „Domem głuchego”. Taki sam tytuł nosi książka Petera Krištúfka. W swojej hiszpańskiej rezydencji malarz stworzył niezwykłe dzieła. Na ścianach we wnętrzu domu namalował cykl czternastu tzw. „czarnych obrazów”. Dzieł niesamowitych, o pesymistycznym nastroju i mrocznej tematyce. Po latach przeniesione zostały one ze ścian na płótna, samą rezydencję zburzono. Jest kwestią dyskusyjną, czy stary i niesłyszący malarz chciał, by jego obrazy trafiły na widok publiczny. Podczas lektury książki Petera Krištúfka, zobaczymy co mają ze sobą wspólnego te dzieła.
W książce „Dom głuchego” mowa przede wszystkim o doktorze Alfonzie Trnovskim. W małym słowackim miasteczku taka osoba cieszy się wielkim szacunkiem. Brežany leżą pięćdziesiąt kilometrów od Bratysławy i są sennym, ale nieistniejącym naprawdę miejscem. Tutaj pan doktor postanowił osiąść, mamy akurat dwudziestolecie międzywojenne. Co trzeba jednak uczynić, by z miejsca zamieszkania stworzyć prawdziwy dom? Przedwojenny lekarz stanie się twórcą takiego miejsca z duszą.
Najpierw jednak Alfons Trnovski stara się być sobą. Elegant, miłośnik kobiet, trochę snob, marzy o wygodnym życiu. Wszystko byłoby proste, gdyby nie historia. Widzimy, że lekarz nie chce się angażować ani w politykę, ani w religię, pragnie tylko wygody. Wykonywany zawód ma mu dać odpowiednią pozycję społeczną oraz status majątkowy. Poślubia Żydówkę, ale kobieta przechodzi na katolicyzm, bo nastroje antyżydowskie rosną. Trnovski jako prawdziwy Słowak ma w swoich żyłach krew polską, czeską, rusińską i żydowską – tylko do węgierskiej się nie przyznaje. Jeśli jednak autor opisuje tę wieloetniczność w sposób ironiczny, nieco żartobliwy, z czasem zobaczymy z czym to się będzie wiązało.
Jak można rozliczać się z przeszłością? „W „Domu głuchego” mamy do czynienia z innym sposobem niż ten, który znamy z własnego podwórka. Nie będzie martyrologii. Peter Krištúfek pokazuje czytelnikom, jak zmieniała się sytuacja polityczna Słowacji oraz jak reagowali na to zwykli obywatele. Wielka historia została jednak przedstawiona z perspektywy jednostki. Oglądamy Alfonsa Trnovskiego z punktu widzenia jego syna, który stopniowo odkrywa prawdę o swoim ojcu. Szybko okazuje się, w jak trudnej sytuacji znaleźli się zwykli ludzie. Bohater widzi, że postawa ojca nie zawsze była właściwa, jednak z wiekiem narrator coraz lepiej to rozumie i już nie ocenia ojca tak negatywnie jak na początku.
Rodzinne niedzielne obiady, na które przychodzi rodzina Trnovskiego i jego żony, nie mają zbyt wiele wspólnego z sielanką. Nie brakuje tu dyskusji, czasem awantur. Podczas nich możemy jednak lepiej poznać niezwykłe postaci, część rodziny jest pochodzenia żydowskiego. Pan doktor w pewnym momencie niewiele może zrobić, by pomóc bliskim żony. Po wojnie jego czyny będą wykorzystane przez tajne służby, żeby Alfonz z nimi współpracował.
Zostaje jednak dom. Miejsce, w którym doktor Trnovski się starzeje i w którym zgromadzono mnóstwo niepotrzebnych pamiątek. Lekarz nie chce niczego wyrzucać, bo „Do posprzątanego domu przychodzi śmierć” (s. 496). Mężczyzna zaczyna też tracić słuch. Jego syn Adam zacznie te rzeczy wyciągać i poznawać lepiej swoich przodków. Mówi o miejscu urodzenia: „Nienawidziłem tego domu, uciekałem z niego, a później z jakiegoś niewyjaśnionego powodu przyciągał mnie z powrotem. Łączyła mnie z nim pępowina.” (s. 496).
„Dom głuchego” to również opowieść o dojrzewaniu głównego narratora. Adam stara się skupić na ojcu, ale poznajemy też dzieci Alfonza. Nie będzie tutaj sielanki, co zapowiadają tytuły rozdziałów nawiązujące do obrazów Goi. Opowieść o przeszłości, niekiedy niewygodne,j zostaje utrzymana w nostalgicznym nastroju, nieco melancholijnym. Autor pisze w sposób ironiczny, nie brakuje mu poczucia humoru. W książce „Dom głuchego” Peter Krištúfek mamy do czynienia z naprawdę ciekawą historią, która pozwala nam lepiej zrozumieć historię Słowacji oraz ludzi postawionych w trudnych sytuacjach.
Bardzo ciekawy koncept na konstrukcję dzieła. Bardzo podoba mi się także czas akcji, w jakim osadzono dzieło – Słowacja to nasz sąsiad, ale wydaje się, że niezbyt wiele wiemy o historii tego kraju.
Bardzo mi się podobało to stopniowe odkrywanie historii Słowacji przez pryzmat ludzi, którzy w niej mieszkali. Wielu w ciągu pół wieku kilka razy zdążyło zmienić przekonania, inni głęboko ukrywali swój światopogląd, ale i tak żyli w strachu.
Podoba mi się cytat o wracaniu do domu rodzinnego. Mimo buntu, mimo toksyczności, bardzo trudno jest zupełnie odciąć się od korzeni. Choć czasem może to być konieczne.
U bohatera bunt się pojawił, żeby mógł się uniezależnić i stać dorosłym. Jednak z czasem powrót do korzeni okazał się potrzebny i pozwolił poprawić relację z ojcem.