Na książki Wiesława Myśliwskiego trzeba czekać bardzo długo. Jednak każda z nich jest wielkim wydarzeniem. Jak to się stało, że „Ostatnie rozdanie” nie znalazło się w finałowej siódemce, książek nominowanych do Nike 2014? Dobrze, że ten tytuł zakwalifikował się do Angelusa, czyli Literackiej nagrody Europy Środkowej. Liczę na to, że książka zostanie doceniona przez jury.
Każdy, kto przeczytał „Traktat o łuskaniu fasoli”, znajdzie pewne elementy łączące tę powieść z „Ostatnim rozdaniem”. I w jednej, i w drugiej książce mamy do czynienia z podobnym stylem oraz poznajemy bohaterów, którzy snują opowieść o swojej przeszłości. Tyle, że na tym kończy się podobieństwo, gdyż życiorysy tych postaci są zdecydowanie różne.
Bohater „Ostatniego rozdania” ma zamiar uporządkować swój notes, w którym przez lata zapisywał adresy osób, z którymi zetknął go los. Nabył go jako młodzieniec, teraz brulion rozrósł się do takich rozmiarów, że trzeba go spinać gumą, bo inaczej się rozsypuje. Dzięki zaglądaniu do notatnika bohater spogląda w przeszłość i wspomina. Uświadamia sobie bolesną prawdę, że wiele nazwisk nic mu już nie mówi, a większość osób stała się obojętna. Zaglądanie do zapisków jest pewnym rozliczeniem z przeszłością, a jako że mężczyzna nie do końca jest z nią pogodzony, stara się odwlekać moment porządkowania.
Mężczyzna do końca powieści będzie osobą bezimienną. Kimś zwyczajnym, a jednocześnie tajemniczym. Choć postać dokonuje przed nami spowiedzi, wciąż będzie dla nas zagadką. Mężczyzna mieszkał z matką w dużym domu, wyróżniał się talentem plastycznym. Nie potrafił jednak dokończyć studiów plastycznych, a potem psychologicznych. Również próby nauki rzemiosła spełzły na niczym. A jednak bohater odniósł finansowy sukces, robiąc pewne bliżej nieokreślone interesy.
Kiedy mężczyzna spogląda wstecz, widzimy, jakie osoby wywarły na niego największy wpływ. Niewątpliwie była to matka, ale też krawiec, czy szewc. Oni reprezentują najlepszy czas, ten przedwojenny. Gloryfikują okres międzywojnia, a główny bohater razem z nimi patrzy na rzeczy, które posiadają podwójną wartość: są doskonale wykonane oraz przywołują dobre wspomnienia.
Kolejnym istotnym tematem w powieści „Ostatnie rozdanie” jest miłość. Główny bohater opowiada o Marii, swojej miłości z czasów licealnych. Osobę, którą pokochał, by za chwilę porzucić. Jednak kobieta zamiast zapomnieć o tej miłości, stara się ją pielęgnować. Śle do bohatera listy, w których opowiada o swoich emocjach i uczuciach. Nigdy jednak nie otrzyma od ukochanego odpowiedzi. Pozostawianie owych listów bez odpowiedzi wydaje się być czymś niezwykle okrutnym, ale nie otrzymamy w tej powieści żadnego odautorskiego moralizowania.
Spoglądanie wstecz powoduje, że bohater próbuje odnaleźć sens swojego istnienia. Czy jego życie było udane, czy też przegrane? Na ile udało mu się wpłynąć na swój los? Jaka jest ludzka egzystencja? Bohater mówi: „Kim jesteśmy, to nie znaczy, czego doświadczyliśmy, przez jakie radości, troski, rozpacze przeszliśmy, przez jakie marzenia, pragnienia, niespełnienia, rozczarowania, zawody. Lecz na ile to wszystko przybliżyło nas do zrozumienia, czym jest nasz los. Los nie jest nam bowiem dany z tytułu urodzenia, dane nam jest tylko życie. Los natomiast to zdolność wyobrażenia sobie naszego życia w wymiarach przeznaczenia. A to bardzo trudne i może nie każdego na to stać.” Okazuje się, że prawda o życiu człowieka będzie gorzka. Zresztą sam bohater czuje, jakby jego życie nie należało do niego samego, a do kogoś innego. Niewielu osobom jest jednak dane, by umieć wziąć los we własne ręce i umiejętnie go pozszywać z danych kawałków.
„Ostanie rozdanie” dotyka wielu istotnych spraw, z którymi zmaga się człowiek. Główny bohater składa się jedynie z czasu przeszłego. Wspomnienia, które snuje nie są jednak podane w sposób chronologiczny, ale uwalniają je dane z notesu. Z tych spojrzeń wstecz układamy los człowieka, który doszedł do tego momentu, kiedy trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie – jakie było moje życie? Czy jednak owa świadomość nie pojawia się za późno? Cały tragizm ludzkiej egzystencji wypływa z tego, że nigdy do końca nie wiadomo, jakie będą konsekwencje naszych czynów. Dopiero spojrzenie w przeszłość pozwala na ocenę.
Wiesław Myśliwski w „Ostatnim rozdaniu” dokonał niezwykle trudnej rzeczy. Pokazał współczesnego człowieka, który chciałby uporządkować coś, czego nie da się poskładać. Próba przepisania notesu sprawiła, że dokonuje rozrachunku z życiem, a odbiorca czuje, że historia dotyka każdego z nas. Filozoficzne pytania, które wypływają po lekturze powieści, sprawiają, że długo nie da się o tej książce zapomnieć.
Dziękuję Wydawnictwu Znak za książkę.
Książki nie czytałam (jeszcze!), ale też się zastanawiam, jak to się stało, że nie znalazła się w finale.
Cudowna książka! Zresztą podobnie jak inne tego Autora.
Dawno temu, zupełnie przez przypadek wypożyczyłem i przeczytałem „Traktat o łuskaniu fasoli”. Książka mnie urzekła, ale to jak dotąd jedyna pozycja Myśliwskiego, z którą dane mi było bliżej się zapoznać. W najbliższym czasie zamierzam zmienić ten stan rzeczy – jakiś czas temu, korzystając z promocji wydawnictwa Znak, zaopatrzyłem się właśnie w „Ostatnie rozdanie”.
P.S. Ja osobiście nawet lubię, kiedy dany twórca wydaje książki sporadycznie, trzymając przy tym wysoki poziom. Każda nowa pozycja staje się swoistym świętem literatury, które można niespiesznie celebrować i które w dodatku nie powszednieje.
Gdy byłam dzieckiem (4-5 lat), na półce u rodziców stała książka Myśliwskiego „Kamień na kamieniu”, której okładka wzbudzała we mnie lęk, patrzyłam na nią i się bałam. Nazwisko zapamiętałam, tytuł zapamiętałam. Nigdy jej nie przeczytałam. A w „dorosłości” żadnej innej również. Chociaż wiem, że powinnam. Takie dziwactwo (:
Wyznaję zasadę, że na każdą książkę w naszym życiu przychodzi czas. 🙂 Nie wiem, czy zachwyciłabym się prozą WM dziesięć lat temu. A teraz, owszem, bardzo.
„Ostatnie rozdanie” należy do książek, do których warto wracać…
Wspaniała powieść. Myśliwski jest mistrzem, a każde spotkanie z jego prozą jest dla mnie niezapomnianym przeżyciem. Pozdrawiam 🙂
Też niedawno przeczytałem „Ostatnie rozdanie”. Długo się do tej książki przymierzałem, ale gdy w końcu się za nią zabrałem, nie mogłem się oderwać. Bardzo spodobał mi się ten sposób prowadzenia narracji.
Wydaje mi się też, że jest to literatura tego rodzaju, że tak jak autor powoli dawkuje swoje dzieła, tak też powinno się robić czytając je. Nie wyobrażam sobie czytać książek Myśliwskiego jedna po drugiej. Po każdej trzeba trochę odczekać.
Ja czytałam kolejno: „Ostatnie rozdanie”, Traktat…”, „Widnokrąg” i „Pałac”, więc trochę od końca – widać wówczas, jak poszczególne myśli, wątki rozwinięte w jednej powieści, we wcześniejszej są ledwie zarysem. Choć tematy głębsze się przenikają, choć narrator jest pierwszoosobowy, to te powieści tylko pozornie są do siebie podobne.
Człowiek i to jak się on odnajduje w swojej podróży przez życie – nie spotkałam dotąd, by ktoś pisał o tym celniej i piękniej (bez zbędnego patosu) od W. Myśliwskiego. Poza tym, to rzadka literatura też ze względu na formę opowieści, język tej prozy nie jest pisany, ale mówiony. Powieści-gawędy.
Czeka na razie na półce.
Czekałam na Twoją recenzję tej pozycji i teraz już nic mnie nie powstrzyma przed jej poznaniem.
Mistrzowska książka:)!!
ps – nie mogę się doczekać Twoich wrażeń ze spotkania z Muzą… bo moje, delikatnie mówiąc, jak najbardziej pozytywne:)
Moja mama żartowała kiedyś, że Myśliwski książkę wydaje co 10 lat – ale jak już wydaje, to klękajcie narody i przybywajcie nagrody.
Tej jeszcze nie czytałam, ale mamie oczywiście kupiłam.
Oczarowałaś mnie! Teraz nie mogę się doczekać lektury „Ostatniego rozdania”, ale to już za około dwa tygodnie!
Po lekturze „Ostatniego rozdania” postanowiłam przypomnieć sobie inne powieści Myśliwskiego. Tyle, że taką prozę trzeba sobie dawkować małymi dawkami, bo nie ma jej za wiele…
Jeszcze „Traktat o łuskaniu fasoli” czeka na mnie u rodziców, to w ramach dawkowania przeczytam sobie na początku nowego roku 🙂
Swoją przygodę z Myśliwskim zaczęłam właśnie od „Traktatu..”. I było to niezapomniane przeżycie. 🙂