O pewnych historiach wolałabym nie opowiadać swoim dzieciom. Niestety, niekiedy rzeczywistość jest okrutna, a młody człowiek domaga się prawdy. Jak zatem opowiedzieć dzieciom o Januszu Korczaku, jego sierocińcu oraz o tym, jak zakończyła się ta historia?
Iwona Chmielewska w „Pamiętniku Blumki” skupiła się na tym, by przybliżyć czytelnikom życie mieszkańców Domu Sierot, który znajdował się na ulicy Krochmalnej 92 w Warszawie. Ten słynny sierociniec działał w latach 1912-1942, a jego założycielami byli: Stary Doktor oraz Stefania Wilczyńska. Myślę, że autorka doskonale sobie poradziła zarówno z tematem, treścią oraz formą książki, ponieważ została dwukrotnie za nią nagrodzona w konkursie IBBY Książka Roku 2011, zdobywając tytuł Książki Roku 2011 w kategorii Książka obrazkowa oraz wyróżnienie literackie.
Tytułowa bohaterka książki pisze pamiętnik i opisuje w nim dwanaścioro jego mieszkańców, którzy zostali utrwaleni na zdjęciu. Oprócz nich jest jeszcze Janusz Korczak, który w tej opowieści odgrywa bardzo ważną rolę. Najpierw jednak dzieci… Dlaczego na fotografii było ich tylko dwanaścioro, skoro w Domu Sierot było ich dwieście? Blumka w kilku zdaniach opowiada o swoich kolegach i choć wyraża się niezwykle lakonicznie, mówi o dzieciach bardzo wiele. Kiedy nie potrafi czegoś odpowiednio ująć, wspomaga się ilustracjami. Zygmuś, Reginka, Kocyk, Abramek posiadali różne umiejętności, mieli zainteresowania, marzenia. Niektórzy z nich istnieli naprawdę.
Poprzez odkrywanie historii tych postaci, wiele dowiadujemy się o samym Domu Sierot. Wręcz przenosimy się w tamto miejsce, do tamtych czasów. Gdyby trudno było sobie coś wyobrazić, pomogą czytelnikom subtelne ilustracje, które przypominają swoją stylistyką inną książkę – „Dym” z ilustracjami Joanny Concejo i tekstem Antóna Fortesa. „W pamiętniku Blumki” pojawia się nieco więcej barw, choć kolorystyka jest stonowana, a grafiki przypominają stare, wyblakłe zdjęcia.
Trudno sobie to wyobrazić, że w czasach, kiedy naziści prześladowali Żydów, to Janusz Korczak pokazywał innym, jak należy traktować dzieci. Dzięki pamiętnikom możemy poznać zasady panujące w Domu Sierot. Blumka opowiada o dziecięcym sądzie, o tym „że każde dziecko ma prawo do swoich tajemnic i do swoich marzeń. I że dzieciom należy mówić prawdę”. Zasady Doktora są proste, a jakże przełomowe w tamtych czasach. A przecież „mały nie znaczy gorszy czy głupszy”.
Dla tytułowej bohaterki Janusz Korczak i Stefania Wilczyńska są mentorami. Ich zasady traktuje jak swoje i stara się podążać drogą, którą oni wyznaczyli. W chwili, kiedy Doktor gasi światło, Blumka kończy swoje zapiski, a na ostatnich stronach widzimy wagon, który jak wiemy my dorośli, zawiezie dzieci z sierocińca do Treblinki.
Dlaczego Iwona Chmielewska wybrała taką formę dla swojej książki? Wydaje mi się, że odpowiedzią jest ostatnie zdanie, które pojawia w tekście: „Bo pamiętnik jest po to, żeby nie zapomnieć”. Choć w opowieści pada niewiele zdań, każde jest bardzo istotne, ponieważ przekazuje uniwersalne przesłanie płynące z nauki Korczaka. Również dorośli mogą sporo wynieść z tej lektury. Może czasem warto sobie przypomnieć że trzeba kochać dziecko, takim jakie ono jest?
Autorka „Pamiętnika Blumki” nie tylko opowiada dzieciom o sierocińcu. Pokazuje im w sposób subtelny uniwersalne wartości, na które tak wielką uwagę zwracał Janusz Korczak. Ostatnia, najtrudniejsza część – dotycząca Zagłady – została zaledwie naszkicowana. Autorka wspomina o wybuchu wojny, na ilustracji można zauważyć połowę wagonu i tylko od nas zależy, czy dopowiemy młodym odbiorcom, jaki los spotkał mieszkańców Domu Sierot.
Iwona Chmielewska starała się być oszczędna w słowach pisząc „Pamiętnik Blumki”. Zgodnie z zasadą Starego Doktora, że wartościowa lektura nie musi być gruba. Dlatego w książce ważne jest każde zdanie. Jako, że mamy do czynienia z „picture book” równie istotny jest obraz. Rysunki pobudzają wyobraźnię dziecka, zmuszają do myślenia oraz wpływają na emocje. Warto szukać symboli ukrytych w obrazkach. Najlepiej czytać „Pamiętnik Blumki” razem z pociechami, by zwrócić im uwagę na pewne rzeczy. Moja dziewięcioletnia córka sama przeczytała tę historię, ale dopiero dzięki rozmowie, mogła dowiedzieć się znacznie więcej. Dzieci mają prawo do poznawania prawdy, problem tylko polega na tym, w jaki sposób to zrobimy.
Pomimo że książka jest dla dzieci to jej tematyka jest bardzo poważna i dość smutna. Pokazuje jednak wyjątkową postać Korczaka całkowicie oddanego dzieciom.
Rozumiem, że odbiorcą docelowym książki są dzieci, ale opisałaś ją w tak intrygujący sposób, że mam ogromną ochotę, żeby chociaż do niej zajrzeć. Lektura wraz z towarzyszącymi jej obrazami wydają się niezwykle intrygujące.
Jest wspaniały apel do poparcia w sprawie pani Stefy…
http://izrael.org.il/opinie/3493-warszawa-uhonoruje-stefanie-wilczynska-apel.html
Klimatycznie to ujęłaś.