Co by się stało, gdyby każdemu bywalcowi obskurnych barów dać zeszyt i kazać pisać co tylko zechce? Historie i o sobie, i o innych klientach baru? Sięgnęłam po książkę „Kielonek” Alaina Mabanckou, o którym już wspominałam przy okazji omawiania „African Psycho”. Tym razem kongijski pisarz przeniósł mnie do spelunki „Śmierć kredytom”, prosto w deliryczny trans pijaka-nieudacznika.
Alkohol w literaturze nie jest niczym nowym. Z prozy współczesnej wystarczy przywołać Pilcha i jego „Pod Mocnym Aniołem”. Oczywiście można też odwrócić temat i zacząć się zastanawiać jacy pisarze sięgali, po jakie gatunki trunków, by wspomagać swoją wenę twórczą. Jednak nie o to mi chodzi. Alain Mabanckou wykorzystuje znany motyw, ale przerabia go po swojemu. Okazuje się, że o przebywaniu w barze można opowiedzieć w sposób oryginalny i pasjonujący. Na dodatek przez całą powieść nie używając żadnej kropki.
Tytułowy Kielonek jest mężczyzną po sześćdziesiątce, który swoje życie spędza na opróżnianiu wina „Sovinco”. Akcja powieści rozgrywa się w Kongo, w barze „Śmierć kredytom”. Główny bohater otrzymuje od właściciela spelunki – Upartego Ślimaka zeszyt, w którym ma zapisywać swoje i zasłyszane od innych historie. Szef baru twierdzi, że Kielonek ma talent. Mężczyzna zatem postanawia spełnić życzenie Upartego Ślimaka i dzięki temu poznajemy kolejne niezwykle barwne postacie opisane w równie interesujący sposób. Choćby „Pampersiarza” niesłusznie oskarżonego przez żonę o to, że molestował ich córkę. Podczas pobytu w więzieniu był regularnie gwałcony przez innych więźniów. Czy Spłuczkę, prostytutkę, wygrywającą z wszystkimi w najdłuższym sikaniu. Jednak, czy wygra z „Kazimierzem żyjącym na poziomie”? Albo Drukarza, który „zaliczył Francję”.
W „Kielonku” przewija się sporo równie barwnych postaci, łączy ich to, że wszyscy w zasadzie przegrali swoje życie. Nawet najmłodszemu z bohaterów Holdenowi się nie udało, skoro wrócił do Konga ze Stanów i nie wie, co się dzieje z kaczkami na północy, kiedy przychodzi zima – jego opowieści jednak Kielonek już nie chce wysłuchać. Równie interesująca jest historia samej tytułowej postaci, który stracił żonę i matkę, a teraz topi smutki przy lampce taniego wina.
Kielonek jako miłośnik literatury wykazuje się ogromną erudycją. W zasadzie cała powieść to ogrom nawiązań literackich. Sporo tu odniesień zwłaszcza do literatury francuskiej. Nic zresztą dziwnego, skoro Alain Mabanckou jest pisarzem tworzącym w tym właśnie języku. Wszystkie nawiązania są po to, by pokazać jak bardzo bohaterowie czują się zakompleksieni wobec Zachodu. Życie w Kongo, ich własne upodlenie nie pozwala jednak na to, by mieli szansę wyzbyć się owych uprzedzeń.
Alain Mabanckou zabiera czytelnika do świata, w którym i forma i treść są ściśle powiązane. Czytając tekst, który nie zawiera kropek, jest poszarpany, czujemy się jak byśmy byli świadkami pijackiego monologu. Przy okazji, po chwili, zaczynamy dostrzegać ironię i absurd zawarty w tej powieści. Jeszcze bardziej zaskakują kolejne dygresje i nawiązania literackie. Autor przełamuje wszystkie możliwe stereotypy – zarówno jeśli chodzi o postrzeganie Afryki, przez ludzi spoza tego kontynentu, jak i te, które mają Afrykanie wobec Zachodu.
„Kielonek” jest powieścią wielowymiarową: satyrą polityczno-społeczną, groteską, powieścią dygresyjną, postmodernistyczną. Można też zaszufladkować książkę do literatury alkoholowej. Ważne jednak, by zauważyć, że Alain Mabanckou ustami tytułowego bohatera, wypowiada się o samej literaturze, która według niego powinna przypominać życie. Kielonek mówi: „gdybym był pisarzem (…) wyraziłbym to własnymi słowami, słowami koślawymi, stylem szarpanym, bez ładu i składu, pisałbym, co mi przyjdzie do głowy, zacząłbym niezgrabnie i skończył niezgrabnie, (…) byłby to coś na granicy pisania i życia” (s.155). Autor dzięki zastosowaniu takiej formy prowadzi z odbiorcą grę. Przyznam, że dałam się w nią wciągnąć i całkowicie mną zawładnęła.
Aj, czytam i czytam o kolejnych książka wydawnictwa Karakter, a jakoś nie mogę się zebrać, żeby kupić którąkolwiek z nich. „Kielonek” również zapowiada się b. dobrze, a przez tematykę kojarzy mi się odrobinę z „Krainą wódki” Mo Yana, którą wspominam całkiem dobrze, chociaż doskwierał mi po niej lekki kac czytelniczy 🙂
Od dłuższego czasu przymierzam się do tej książki, muszę się w końcu zmobilizować.
O, brzmi ciekawie. Już sobie notuję, że warto przeczytać. 🙂
A wiesz, że mam „Kielonka” już dwa lata na półce a cały czas odkładam lekturę na później. Widzę, że dużo przez to tracę… Dziękuję za przypomnienie o fajnej książce we własnych zbiorach 😀
Ze mną było podobnie. „Kielonek” bardzo długo czekał na swoją kolej. 🙂
Pingback: „Zwierzenia jeżozwierza” – Alain Mabanckou | Czytam, bo chcę i już