„Pilecki. Śladami mojego taty” – Andrzej Pilecki, Mirosław Krzyszkowski, Bogdan Wasztyl

Pilecki. Śladami mojego taty, Andrzej Pilecki, Mirosław Krzyszkowski, Bogdan WasztylWe wrześniu ubiegłego roku można było obejrzeć w kinach fabularyzowany dokument „Pilecki”. Jego twórcy, czyli Mirosław Krzyszkowski i Bogdan Wasztyl, postanowili wydać książkę – „Pilecki. Śladami mojego taty”. Jest to rozmowa z synem bohatera filmu oraz opowieść o tym, jak kręcono dokument. Dzisiaj Andrzej Pilecki ma osiemdziesiąt cztery lata, więc jego wspomnienia o ojcu – rotmistrzu i bohaterze są bardzo cenne. Teraz można już mówić o Witoldzie Pileckim, o tym czego dokonał i o jego tragicznej śmierci.

Andrzej Pilecki urodził się w 1932 roku w Sukurczach, majątku rodzinnym leżącym dzisiaj na Białorusi. Dzisiaj po jego domu nie ma śladu. Dla jego ojca był to szczęśliwy okres. Wcześniej Witold zdążył już działać w harcerstwie (zakazanym w zaborze rosyjskim), czy wyróżnić się odwagą w wojnie polsko-bolszewickiej. Książka pokazuje, że bohater nie bierze się znikąd. Rodzina Witolda Pileckiego ceniła wartości patriotyczne, a przyszły rotmistrz znał swoje korzenie – wiedział, że jego dziadek brał udział w powstaniu styczniowym.

Zasady, którymi kierował się ojciec Andrzeja były jasne. Należy iść „prostą drogą”. W momencie wybuchu drugiej wojny światowej było czym oczywistym, że Witold podejmie walkę o wolną Polskę. Nie kończy na kampanii wrześniowej, a bierze udział w tworzeniu konspiracji. Kiedy zaczęły powstawać obozy koncentracyjne, nie wiedziano dokładnie, co się w nich dzieje. Dlatego otrzymał od Tajnej Armii Polskiej zadanie – miał przeniknąć do obozu, sprawdzić co się tam dzieje i zorganizować w tamtym miejscu ruch oporu. Witold dobrowolnie podjął się wykonania tej misji i dał się schwytać Niemcom w łapance. Trafił do Auschwitz, a jego meldunek był pierwszym dokumentem o obozie, który znalazł się w rękach aliantów.

Witold Pilecki, więzień z numerem 4859, dokonał kolejnej niezwykłej rzeczy – uciekł z obozu. Dalej działał w konspiracji, brał między innymi udział w powstaniu warszawskim. W 1947 roku zostaje aresztowany przez funkcjonariuszy UB. Zaczyna się proces tzw. „grupy Witolda”. Pileckiego skazano na śmierć, wcześniej był torturowany – uznał, że Oświęcim to było nic w porównaniu z tym, co przygotowali mu śledczy z UB. Rotmistrz ginie w 1948 roku, ale wciąż nie udało się odnaleźć miejsca jego pochówku.

Syn pokazuje nam Witolda nie tylko jako patriotę, gotowego poświęcić wszystko dla ojczyzny. Poznajemy człowieka – w jaki sposób opiekował się dziećmi, czym się interesował, jaki był naprawdę. Tych rodzinnych chwil z ojcem, Andrzej nie miał zbyt wielu. Kilka szczęśliwych lat przed wojną, a potem zaledwie momenty. Kiedy dzieci spotykały Witolda, nie mogły się do tego przyznać. Po wojnie Witold trafił do więzienia, ale widywać z nim mogła się tylko matka.

Andrzej Pilecki wspomina: „Ciągle się go uczę. To mój sposób na bycie z nim bliżej. Ojciec miał wewnętrzną siłę, która pozwalała mu znosić i ból, i przeciwności losu. Nie poddawał się. Służył Polsce, ale nie czuł nienawiści do przeciwników” (s.266). Dla syna ważna jest pamięć o ojcu. Nie chodzi mu o pośmiertne odznaczenia, ale o to, by czegoś nauczyć innych. Witold Pilecki nie interesował się polityką. Uważał, że w czasie wojny należy zapomnieć o sporach. Udało mu się zjednoczyć ludzi o różnych poglądach, m.in. w Auschwitz. Syn wspomina, że najważniejszą cechą ojca było poczucie powinności. „Wykonywał swoją robotę po cichu i było mu bliżej do ludzi biedniejszych niż do polityków czy generałów. Taki był i tego zdążył nas nauczyć” (s. 266-267).

W wywiadzie autorzy pytają o Witolda Pileckiego, ale widzimy też jaką cenę musiała zapłacić rodzina za czyny ojca. Andrzej nie mógł się uczyć, wybrać zawodu o jakim marzył, ponieważ podążał podobną drogą, jak ojciec. Nigdy nie zapisał się do partii, wiele lat musiał czekać na to, by wreszcie doszło do rehabilitacji. Natomiast dzięki opowieści o nagrywaniu filmu, wczuwamy się w emocje bohaterów, tym razem odgrywane przez aktorów. Do książki dołączono kalendarium, w którym wciąż tkwi jak zadra znak zapytania dotyczący miejsca pochowania ciała Witolda Pileckiego.

  1. Rotmistrz Pilecki to symbol bohaterstwa i prawdziwego patriotyzmu. Wreszcie powstają książki, pokazujące prawdę, cały system represji i niszczenia ludzi, którzy za każdą cenę pragnęli niepodległej i wolnej Polski.

  2. Jak brak cech, które posiadał rotmistrz Pilecki dzisiejszym politykom…poczucie powinności to cecha dzisiaj raczej mało znana.
    Mam nadzieję, że wreszcie odnajdzie się miejsce, do którego wrzucono ciało rotmistrza i sprawiedliwości stanie się zadość.

    • Też mam podobne wrażenie, jeśli chodzi o współczesnych polityków. Pilecki jednak politykiem nie był i od niej stronił. Z tego, co czytałam jest nadzieja na odnalezienie szczątków rotmistrza, ale trzeba jeszcze trochę poczekać.

  3. Późne lata 40-te to straszny okres w historii Polski. Symbolem tragicznej sytuacji wielu Polaków, szczególnie tych działających w AK jest właśnie postać W. Pileckiego. Przetrzymać wojnę, przetrwać obóz koncentracyjny, przeżyć działalność konspiracyjną, mając na cały czas na względzie dobro ojczyzny, by następnie zginąć z rąk oprawców-rodaków, posiadających inną wizję wolnej ojczyzny – to naprawdę okrutna ironia losu.

  4. Na początku miałam Ci napisać, że chyba jednak obejrzę sam dokument i na tym się skończy moje zainteresowanie tematem, ale książka też zapowiada się ciekawie. Może nawet bardziej.

    • Nie miałam okazji, żeby porównać książki z filmem. Szkoda, że nie udało mi się obejrzeć tego dokumentu, gdy był w kinach. Oczywiście książkę polecam.

  5. Czytałam o Pileckim sporo. Ta książka jakiś czas temu zwróciła moją uwagę. Już nie mogę doczekać się, gdy ją kupię i przeczytam. Dziękuję za recenzję. Pozdrawiam No i oczywiście już udostępniam Twój wpis dalej DLA PILECKIEGO WSZYSTKO

Skomentuj Ambrose Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *