Pilot i jego Pióropusz

Uznałam, że Laureatowi tegorocznej Nagrody Nike coś się należy. Co mu po nagrodzie pieniężnej, jeśli nikt nie będzie znał jego twórczości, no i nagrodzonej książki. Zamówiłam więc dzieło, przyszło bardzo szybko – a ja je przeczytałam.

Trudno mi to uzasadnić, ale podczas czytania nasuwały mi się skojarzenia z Masłowską. Może dlatego, że to laureatka tej samej nagrody? A może coś mają z sobą wspólnego w stylu pisania. U obydwu można znaleźć swój własny i niepowtarzalny język. Młoda pisarka nawiązywała do polszczyzny wspólczesnej, a Pilot posługuje się mieszanką mowy gwarowej – dzięki Bogu jestem ze wsi, więc nie musiałam się tak głowić jak przeciętni mieszkańcy miast.

Język pisarza jest trudny, niełatwo się przez niego przebić. Jeszcze trudniej oddzielić wyobrażenia głównego bohatera, od wydarzeń. Nie będzie to lektura dla osoby, która ma ochotę na łatwą książkę. Ktoś, kto nie zna realiów powojennych i będzie chciał poczytać sobie „Pióropusz” jako coś w rodzaju przewodnika o tamtych czasach, to też będzie miał utrudnione zadanie.

Inna sprawa, czy powieść mnie urzekła? Nie bardzo. Wprawdzie doceniam, że to ma być dzieło przez duże D, ale osobiście wolę „Konopielkę”. Też są nawiązania gwarowe, również można odnaleźć tu obraz czasów komunistycznych, jednak czyta się to znacznie lepiej. Może prześmiewczy styl Redlińskiego bardziej do mnie przemawia?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *