Jeśli zaczynaliście swoją przygodę z edukacją w czasach PRL-u, to doskonale pamiętacie piosenki o Warszawie w stylu „Budujemy nowy dom…”, albo wiersz Tuwima „Jaka wielka jest Warszawa!”. Stolica była miastem, które napawało dumą po tym, jak szybko została odbudowana po wojnie. Dominika Buczak postanowiła napisać powieść o ludziach, którzy mieszkali w sercu miasta i mieli okazję widzieć zmieniającą się rzeczywistość. Książka „Plac Konstytucji” to nie tylko fikcja, ale wplecione są do niej prawdziwe wydarzenia związane z tytułowym miejscem.
W czasach stalinowskich na ruinach Warszawy powstawały obiekty, których zadaniem było wzbudzanie podziwu. Stanowiły też wzór dla innych inwestycji w stylu socrealistycznym. Zarówno Plac Konstytucji, jak i Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa wzorowane były na radzieckich projektach. Na Placu Konstytucji miały kończyć się pochody pierwszomajowe. Głoszono, że dzięki budowie MDM-u „lud wejdzie do Śródmieścia”.
Komuniści powtarzali propagandowe hasła, a wielu młodych ludzi w nie wierzyło. Mania, studentka Politechniki Warszawskiej, aktywistka Związku Młodzieży Polskiej, także postanowiła włączyć się w prace budowy MDM-u. Została przodowniczką pracy, bo interesowało ją tworzenie czegoś nowego. Nie chciała powielać tego, co znała z rodzinnego Otwocka. Rola matki oraz żony jej nie interesowała. Wolała brać sprawy w swoje ręce i aktywnie działać przy odbudowie Warszawy. Wierzyła, że przyszłość będzie lepsza dzięki takim ludziom jak ona.
Jeden wieczór wystarczył, by postawić wszystko do góry nogami. Upojna noc spędzona z przypadkowo poznanym mężczyzną, zmusiła ją do zmiany oczekiwań i marzeń. Zamiast myśleć o budowie metra, musiała skupić się na macierzyństwie. Nie usunęła niechcianej ciąży, została żoną kolegi, który się jej oświadczył. Jakie będzie małżeństwo z rozsądku? Wyszła za Jurka Pabisiaka nie tylko, by jej syn miał ojca, ale właśnie by móc mieszkać w wymarzonym mieszkaniu w bloku na Placu Konstytucji. To jedyne co jej zostało z planów i marzeń. Mąż dał jej poczucie stabilizacji, ponieważ był pracownikiem ministerstwa, a to oznaczało lepszy byt niż ten, który znała do tej pory.
Adam wychował się w kłamstwie. Nie wie, że nie jest biologicznym synem Jerzego Pabisiaka. Poznamy go lepiej w momencie studenckich buntów w 1968 roku. Zobaczymy też wnuka Marii, Roberta, kibola oraz narodowca. Jest również sąsiadem młodego małżeństwa Magdy i Michała. Pary, która oczekuje dziecka. Poród następuje w chwili protestów, więc sprawy nieco się komplikują.
Zwykłe życie w przypadku rodziny Pabisiaków zbudowane zostało na kłamstwie, ale nie oznacza to, że jest gorsze niż innych bohaterów. W powieści zobaczymy również inne osoby, które połączy blok na Placu Konstytucji. Spotykać się będą na klatce schodowej, bo chociaż niekiedy niewiele będą mieli ze sobą wspólnego, wiąże ich ze sobą to miejsce. Przy okazji śledzenia losów bohaterów, będziemy mieli okazję poznawać historyczne wydarzenia. Te, które będą widoczne właśnie z okien MDM-u.
Dominika Buczak splata w swojej powieści losy trzech pokoleń, które mieszkały przy Placu Konstytucji. Poznajemy ich perypetie, podążamy także za nimi do prawdziwych miejsc. Autorka nie tylko zadbała o to, by postacie były wiarygodne pod względem psychologicznym, ale by zgadzały się detale dotyczące opisywanej rzeczywistości. Bohaterowie odwiedzają istniejące naprawdę w ich czasach kawiarnie i sklepy, spotykają też postacie historyczne. W książce „Plac Konstytucji” pojawi się Adam Michnik, czy Bolesław Bierut. W powieści przedstawiono losy trzech pokoleń, ale nie są one przedstawione w sposób chronologiczny. Układamy sobie stopniowo losy rodziny Pabisiaków, choć w tej sadze nie wszystkie wątki zostały zamknięte. Autorka zapowiada drugą część. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie na nią długo czekać.
Ciekawy pomysł na fabułę książki – konkretne miejsce to nierzadko świadek wielu interesujących wydarzeń, a ponadto widoczne są interakcje panujące pomiędzy kolejnymi pokoleniami, które na pierwszy rzut oka mogą się od siebie ogromnie różnić, ale które w dalszej perspektywie czasowej udowadniają tezę, że ludzka natura jest w zasadzie niezmienna.
Przyznam, że mam słabość do powieści, w których bohaterem staje się miejsce. 🙂