Kiedy oglądałam serial „Stranger Things”, zaskoczyło mnie to, że dzięki niemu udało mi się poczuć jeszcze raz te emocje, których doświadczałam, gdy jako nastolatka oglądałam filmy typu „Niekończąca się historia”, „E.T.”, w połączeniu z klimatem „Archiwum X”, czy „Miasteczka Twin Peaks” oraz serialem „Cudowne lata”. Brzmi to jak jeden wielki miszmasz, ale produkcję Netflixa śledzi się z zainteresowaniem i napięciem. Podczas oglądania serialu narasta poczucie grozy, a oprócz tego udało się producentom powiązać to z tym klimatem charakterystycznym dla lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Niby wszystko już było, jednak umiejętne skonstruowanie fabuły, budowanie napięcia, w powiązaniu ze świetną grą aktorską (np. Winony Ryder) wystarczyło, by widzowie pokochali „Stranger Things”.
Dzięki książce „Stranger Things. Mroczne umysły” autorstwa Gwendy Bond, dowiemy się od czego wszystko się zaczęło. Jakie były początki miejsca, w którym przeprowadzano eksperymenty na Nastce? Akcja powieści rozgrywa się w małym miasteczku w Hawkins, gdzie ukryte jest tajne laboratorium, w którym przeprowadzane są tajne eksperymenty rządowe. Jest 1969 rok, w Stanach Zjednoczonych młodzi ludzie wybierają się do Woodstock, inni szykują się na wojnę w Wietnamie. Natomiast Terry Ives, studentka w małym college’u w stanie Indiana, postanawia odpowiedzieć na ogłoszenie, które dotyczy eksperymentu „MKULTRA”.
Dziewczyna nie ma pojęcia, czemu mają służyć badania doktora Brennera. Ochotnicy otrzymują narkotyki, poddawani są hipnozie, stosowane są na nich elektrowstrząsy. W tajnym laboratorium eksplorowane są umysły, pod kątem ich niezwykłych możliwości. Wszyscy uczestnicy badań mogą się szczycić tym, że posiadają pewne nadnaturalne umiejętności. Terry nie jest jedyną „pacjentką”. W Hawkins pozna Glorię, Alice i Kena. Tę czwórkę połączy nie tylko laboratorium. Bohaterowie się zaprzyjaźnią ze sobą i podejmą się niezwykle trudnego i niebezpiecznego zadania.
Gwenda Bond skonstruowała powieść, w której stopniowo narasta napięcie, podobnie jak to ma miejsce w serialu. Nie ma tu żadnych niepotrzebnych elementów. Widać, że autorka przemyślała i dopracowała budowę książki. Z jednej strony powieść czyta się bardzo szybko, a jednocześnie co jakiś czas czytelnik dostaje chwilę na oddech. Postacie nie są oderwane od rzeczywistości, autorka przybliża nam klimat końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i początku kolejnej dekady. Bohaterowie są młodzi, dopiero wkraczają w dorosłość. Popełniają błędy i bywają naiwni, podobnie jak wszyscy ludzie w ich wieku. Nie mają doświadczenia, ani świadomości tego, jak będzie zmieniała się rzeczywistość. Nawet jeśli niektórzy z nich doświadczają pewnych przebłysków i mają wizje dotyczące przyszłości.
Książka „Stranger Things. Mroczne umysły” będzie świetną lekturą dla tych, którzy dopiero chcą poznać świat przedstawiony w serialu. Nie zawiodą się również miłośnicy produkcji. Ci ostatni będą mieli świadomość tego, dokąd prowadzi ta historia, choć nie zabraknie też zaskakujących momentów. Oprócz wyjaśnienia pochodzenia Jedenastki, poznajemy inne dziecko, Kali, oznaczoną numerem osiem. Autorka oddaje emocje bohaterów, nie skupia się jedynie na akcji. Ciekawy jest również klimat i nastrój powieści. Zmienia się on w zależności od tego, jakie miejsce opisuje Gwenda Bond. Oczywiście najbardziej mroczny jest w sytuacji zagrożenia, kiedy bohaterowie znajdują się w laboratorium, w czasie eksperymentów.
Powieściowy prequel serialu „Stranger Things” ukazał się nakładem wydawnictwa Poradnia K, krótko po amerykańskiej premierze. Pośpiech nie dziwi, ponieważ przed nami trzeci sezon produkcji Netfliksa. Dzięki książce poczujemy podobne emocje, które towarzyszą nam podczas oglądania serialu. Zmienia się nieco epoka, autorka opisuje rzeczywistość końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a główni bohaterowie książki są nieco starsi, niż ci serialowi. Myślę, że dla miłośników serialu powieść to nie lada gratka, natomiast pozostali po lekturze książki „Stranger Things. Mroczne umysły” zostaną wprowadzeni w klimat tej wyjątkowej produkcji.
Rany, a ja wciąż nie obejrzałem serialu, do którego nawiązuje książka. Przyznaję, że czuję się z tym trochę, nomen omen, dziwnie 😉
Sama trafiłam na serial przypadkowo, ale zdziwiłam się, że to naprawdę ciekawa produkcja.