Coraz mniej piszę o książkach dla dzieci, ale są pewne serie, które uwielbiam. Dlatego nie mogłam pominąć dziesiątego tomu POPR-ańców. Uwielbiam szalone przygody zwierzęcych ratowników, którzy pomagają potrzebującym na górskich szlakach. Tym razem jednak książka Anny Sakowicz zabiera nas gdzie indziej, bo do Warszawy. Co nas czeka w części pt. „POPR-ańcy 10: Draka z serdelkiem”?
Jak to się stało, że ekipa wyrusza do stolicy? Tym razem zupełnie legalnie udają się do wielkiego miasta, by odwiedzić Tofika. Szczeniak marzył o zastaniu psem lawinowym, a tymczasem odprowadza dzieci do szkoły czy na treningi. Jednak wbrew obawom Gambita, psiak wcale nie jest nieszczęśliwy z tego powodu, wręcz przeciwnie, ma tyle pracy, że nie narzeka. Tym razem Tofik będzie miał wielu towarzyszy podczas wyprawy na miasto, więc przygód nie zabraknie.
Co zrobią dzieci, gdy w parku dostrzegą porzucone balony urodzinowe wypełnione helem? Z pewnością nie zostawią ich w spokoju. Postanawiają przeprowadzić eksperyment. Odwiązują balony z ławki i przymocowują plecak do balonów. Ten za bardzo nie chce odlecieć, ale po wyjęciu zawartości, zaskoczone dzieci odkrywają, że balony są w stanie ponieść taki ciężar. Chwila nieuwagi i balony odfruwają. Zaczyna się akcja pościgowa i walka z czasem. Mimo szczerych chęci i świetnych pomysłów, nie udaje się złapać balonów. Trzeba poprosić o pomoc tych, którzy są w stanie je dosięgnąć. Pomóc mogą gołębie, w końcu jesteśmy w Warszawie, a tam ich nie brakuje. Tymczasem warszawskie ptaki-cwaniaki wcale nie kwapią się, by ruszyć na ratunek.
Za pracę trzeba zapłacić. Kiedy zwierzakom udaje się zdobyć serdelek (ten w tytule), jest więc szansa na sukces, ale oczywiście sprawy się skomplikują i nic nie będzie takie proste. Draka goni za draką, a w wielkim mieście trzeba mieć oczy dookoła głowy. Jeśli nie, to łatwo o kłopoty. Warto się przekonać samemu, jak poradzą sobie zwierzaki.
Anna Sakowicz pokazuje tym razem wielkie miasto z wszystkim, co się za tym kryje. Są tu i zwierzęta, choć inne niż w Tatrach. Zamiast ciszy i wiatru w koronach drzew słychać ruch na zatłoczonych ulicach. Zwierzaki dowiedzą się, jak się poruszać w takim miejscu i na co należy uważać. Trzeba przyznać, że Tofik świetnie sobie radzi w tym miejskim zgiełku. Anna Sakowicz na koniec podpowie, czym należy dokarmiać warszawskie zwierzaki, bo jak się domyślacie, serdelki nie są najlepszym pokarmem dla gołębi. Warstwa dydaktyczna jest obecna, ale oczywiście podana we współczesny sposób, to znaczy że to mali odbiorcy sami zauważą, gdy coś się dzieje nie tak, jak powinno.
Przygody zwierzęcych bohaterów mnie nie zawiodły, więc dzieciaki od piątego roku życia powinny być zadowolone, ponieważ nie będą się nudziły w czasie słuchania opowieści. Każdy znajdzie swojego ulubieńca, czy to będzie posługująca się gwarą Dżumaja czy elokwentny osioł, lub mądry Gambit. Wiele się dzieje już w chacie pod Wierchami, ale jak to śpiewał Scul, a może raczej Irena Santor: „Jak przygoda, to tylko w Warszawie, w Warszawie…”
Sięgnęłam po tytuł w wersji audiobook, ponieważ w dniu premiery tylko taki był dostępny w moim abonamencie Legimi. Przyznam jednak szczerze, że zawsze zaczynam od tej wersji, gdyż cenię sobie dopracowanie dźwiękowe, jakie tu otrzymujemy. Tak naprawdę mamy do czynienia ze słuchowiskiem, w którym biorą udział świetni lektorzy, a także dodane zostały efekty dźwiękowe, co wzbogaca audiobook. Dodatkowo z każdą częścią przybywa bohaterów: będzie i Dżumaja, i jej nowy kolega, Agrest z bratem, u którego zdiagnozowano stan zakochania. Uśmiech na twarzy nie raz zagościł, nie tylko za sprawą starych ulubieńców takich, jak Scul, ale również innym postaciom, między innymi dzięki gołębiom, przedstawicielom rasy „nie masz cwaniaka nad Warszawiaka”. Warto dodać, że za bogatą warstwę ilustracyjną odpowiada Hubert Grajczak.