Książka Ludwiki Włodek pt. „Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie” swoją premierę miała w 2012 roku. Tytuł nie przeszedł bez echa. Doczekał się pozytywnego odbioru ze strony czytelników oraz krytyków, był nominowany do kilku latach. Niestety wtedy nie udało mi się sięgnąć po książkę, jednak teraz Wydawnictwo Marginesy postanowiło wznowić książkę. Drugie wydanie zostało poprawione i uzupełnione przez Ludwikę Włodek.
Jarosław Iwaszkiewicz należy do grona najważniejszych polskich pisarzy dwudziestowiecznych. Wielu z nas zachwycało się jego twórczością, ale pod wieloma innymi względami była to postać kontrowersyjna. Jedni zarzucali Iwaszkiewiczowi konformizm ze względu na za daleko idącą współpracę z komunistycznymi władzami. Jeszcze inni skupiali się na homoseksualizmie pisarza. Jak zatem postrzega te kwestie prawnuczka Iwaszkiewicza? Czy właśnie one będą dla niej najważniejsze? Podczas lektury „Pra” zamiast sensacji i kontrowersji otrzymamy coś innego. Złożony obraz rodziny oraz jej historię aż do czasów obecnych.
Ludwika Włodek jako wnuczka Jarosława Iwaszkiewicza miała łatwy dostęp do źródeł. Rodzinne archiwa i fotografie były pewnie w zasięgu ręki, ale istotny jest kontekst. Ten mogły zapewnić babcie autorki książki. One zdążyły odpowiedzieć na wszystkie najważniejsze pytania wnuczki, ponieważ wciąż były w pełni sił umysłowych. Gdyby autorka zdecydowała się na napisanie książki kilka miesięcy później, mogłaby ona wyglądać nieco inaczej.
Prawnuczka Iwaszkiewicza pojawia się również w jego dziennikach. Pisarz odnotowuje fakt jej narodzin i określa to wydarzenie jako zadziwiające. Przynależność do tej rodziny był dla Ludwiki Włodek czymś, co można było wykorzystać w podstawówce na języku polskim, ale potem stało się to czymś w rodzaju obciążenia, bo ludzie lubią dawać innym łatki. A najłatwiej patrzeć na kogoś takiego jak Ludwika Włodek, jako na prawnuczkę Iwaszkiewicza. Bez zastanowienia się, kim taka osoba jest naprawdę, czym się zajmuje.
Na szczęście Ludwika Włodek postanowiła skupić się na swojej pracy. W pewnym momencie jednak historia rodziny zaczęła coraz mocniej ją interesować. Najpierw w formie artykułu pisanego do „Wysokich Obcasów”, potem przyszedł czas na książkę wspomnieniową. Jarosław Iwaszkiewicz jest jej głównym bohaterem, ale bardzo ważne miejsce otrzymuje cała jego rodzina. Poznajemy historię rodu Iwaszkiewiczów.
W „Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść o rodzinie” Ludwika Włodek nie skupia się na pisarstwie swojego przodka, a na tym, jak wyglądały jego relacje rodzinne. Odkrywamy stosunki jakie panowały w słynnych Stawiskach i poznajemy wszystkich najważniejszych mieszkańców tego domu (a nawet kilku czworonożnych). Autorka już na początku mówi wprost o tym, czego można się spodziewać po „Pra”. Pisze: „Interesowało mnie, jaka była ta rodzina i jak życie w niej wpłynęło na najbliższe mi osoby, ze mną samą włącznie.” (s. 22). Dokładnie to otrzymujemy.
Mnogość bohaterów, skompikowane losy rodziny, rozbudowane gałęzie rodu nie wpłyną na odbiór dzieła, jeśli od początku zaglądać będziemy w tablice genealogiczne. Podróż okaże się fascynująca, bo choć punktem najważniejszym będzie Iwaszkiewicz i Stawiska, to przemierzymy kilka zakątków świata, zaczynając od Ukrainy, gdzie urodził się przyszły Skamandryta. W czasie II wojny światowej zdawać, by się mogło, że mieszkańcy Stawisk nie dokonali jakichś bohaterskich czynów, a jednak Anna i Jarosław nie bez powodu zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W kontekście późniejszej postawy artysty wobec komunistycznych władz jest to co najmniej zaskakujące. Ludwika Włodek pisze jednak tak, by ukazać szerszy kontekst. Widzimy Iwaszkiewicza w roli męża, ojca, dziadka. Nie brakuje wątków dramatycznych, zwłaszcza na tle zawirowań historycznych. Cała rodzina znajdzie swoje miejsce w „Pra”, anegdot nie zbraknie, podobnie jak mało znanych faktów z historii tej rodziny. Oglądamy Iwaszkiewicza, jak to się czasmi mówi z całym dobrodziejstwem inwentarza. W momentach codziennych, czasami zabawnych, innym razem poważnych. Za każdym razem będzie bardzo interesująco.