„Relaks amerykański” – Juliusz Strachota

Relaks amerykański, Juliusz StrachotaPomyśl, wystarczy wziąć jedną tabletkę, a wszystkie problemy odejdą w zapomnienie. Nie będą o sobie przypominały wyrzuty sumienia, ból istnienia, przeszkadzać przestanie nielubiana praca. O wszystkim tym zapomnisz. A jak zaczniesz wracać do stanu początkowego, bierzesz kolejną. Wtedy dojdziesz do wniosku, że może lepiej wziąć dwie tabletki jednocześnie, a może tylko trzy pomogą na dłużej?

Ta magiczna pigułka to Xanax. Lek dostępny na receptę. Jak czytamy w ulotce „szybko likwiduje stany lękowe, niepokój, napięcie oraz nadmierną aktywność”.  Czy rzeczywiście warto oddać mu duszę? W zamian za co? Chwilę zapomnienia? Jeśli jednak ktoś myśli, że jest wolny od uzależnień, niech się chwilę nad tym zastanowi, bo może właśnie znajduje się na najlepszej drodze…

Juliusz Strachota nie wymyślił niczego nowego. Temat nałogów pojawia się w literaturze bardzo często. Narkotyki, alkohol są prawie równie częstym motywem w powieściach, jak miłość. Jednak uzależnienie od leków wydaje się być czymś nowym, bo przecież każdy Polak od tabletek szczęścia się nie uzależnia. Takie fanaberie są możliwe jedynie w amerykańskim, ewentualnie angielskim społeczeństwie. A może jednak nie?

Główny bohater powieści „Relaks amerykański” próbuje zatrzymać czas i się zrelaksować. Każdemu przecież się należy i to nie byle jaki relaks, bo amerykański. To zapewnia tylko Xanax.  Mężczyzna  połyka kilka magicznych pigułek i… zamiast trafić na własny ślub, spędza czas śpiąc w parku na ławce. Po przebudzeniu Julian popada w ciąg nałogu, bo o zaspaniu na własne wesele lepiej zapomnieć, jak najszybciej i na jak najdłużej. Może to zrobić, ale musi się postarać o tabletki.

Problem zaczyna się wtedy, gdy mężczyzna musi załatwić sobie  leki. Jako, że na raz spożywa dziesięć tabletek, to jego życie polega na stałej wędrówce od jednej przychodni do drugiej, by zapewnić sobie recepty. Należy ułożyć historię, zapisać sobie, kiedy i jaki lekarz dał leki. Ale pod wpływem Xanaxu szybko popada się w zapomnienie. Co, komu, kiedy powiedział, zlewa się w jedno. Koszmary stają się realne – pan Roman z Providenta domaga się kasy. Kiedy nie pomogą słowa, przyprowadza dwóch osiłków.

W pewnym momencie Julian zaczyna dopuszczać do siebie myśl, że trzeba by się zacząć leczyć. W Polsce nie ma zbyt wielu możliwości – detoksykacja, a potem co? Dilerami okazali się być lekarze, bo o leki nie trzeba się zbytnio starać. Im gorsze kłamstwo, tym lepiej. Chodzi tylko o pieniądze. Kiedy wizyta kosztuje sto, czy dwieście złotych, można prosić o niemal wszystko – na receptę oczywiście. Ogranicza jedynie ilość posiadanej kasy.

Juliusz Strachota przyznaje się do własnych uzależnień. Jednak jego powieść odwołuje się do doskonale znanej nam polskiej rzeczywistości. Uzależnionym może być każdy, bo wszystko dzieje się w czterech ścianach gabinetów lekarskich, czy aptek. Mała, różowa tabletka jako lek na szarą rzeczywistość okazuje się być jak zwykle ułudą. Z rzeczywistością i tak trzeba się będzie zmierzyć – nawet jeśli jest niemęska.

Czytając „Relaks amerykański” nie da się pominąć nasuwających się skojarzeń literackich. Jerzy Pilch i jego „Pod Mocnym Aniołem” to jedno, ale mówiące o alkoholizmie. Drugie to choćby „Narkopolis” Jeeta Thayila, no i „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka. Juliusz Strachota poszedł swoją drogą, bo pokazał czytelnikowi na czym polega wstyd osoby uzależnionej. Widzimy, że każdy z nas może zostać lekomanem, alkoholikiem, czy narkomanem. Wytłumaczenia – dlaczego ja, nie ma. Trafić może na każdego – wystarczy ślepy los, bądź chwila nieuwagi. Lepiej się pilnować… Xanax zbiera żniwa większe niż inne narkotyki.

  1. Temat nałogów jest dość ciekawy. Ja ciągłe czekam na książkę, w której zostałoby ukazane uzależnienie od wirtualnej rzeczywistości. Moim skromnym zdaniem już za parę lat rozpowszechnią się gry, w której kluczową rolę będzie odgrywać technologia 3D (czy może 5D, tj. do trójwymiarowego obrazu zostanie dodane oddziaływanie na zmysły dotyku, powonienia, itd.). To jest dopiero kuszące! Wyobraźmy sobie cały wirtualny świat, do którego możemy wstąpić, zaczynając wszystko od początku, zapominając o realnym życiu, w którym wszystko się sypie i wali 🙂

  2. Trudny i mocny temat. Rzadko sięgam po takie książki. Chyba jestem osobą totalnie nieskłonną do wpadania w nałogi więc coś mi wewnętrznie mówi, że takie tematy mnie zupełnie nie dotyczą. Ale czy aby na pewno? Może właśnie powinnam po taką lekturę sięgnąć.

  3. Świetna książka pod każdym względem, ale najbardziej urzekł mnie język. Strachota ma świetne wyczucie mowy, dzięki czemu i narracja i postaci mają swoje osobne światy. Jak na razie jedna z lepszych książek w tym roku.

Skomentuj krzysztofmroczko Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *