Gerard Murnane jest jednym z kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla. W tym roku wprawdzie się nie udało, ale gdyby tak się stało, autor twierdzi, że nie wybrałby się po jej odbiór, gdyż nie lata samolotem, a z Australii trudno o inny sposób dostania się do Sztokholmu. Pisarz mówił o tym podczas wywiadu prowadzonego przez Michała Nogasia. Murnane urodził się w 1939 roku. Pracował też jako nauczyciel i wykładowca akademicki. Choć to jeden z najważniejszych australijskich pisarzy, nie miałam okazji poznać jego twórczości, gdyż dotąd nie była tłumaczona na język polski. Teraz, dzięki przekładowi Tomasza S. Gałązki możemy sięgnąć po głośne „Równiny”.
Książka została wydana w Australii w 1982 roku i zyskała miano kultowej. Trudno jednak opowiedzieć choćby w największym skrócie zarys fabularny, gdyż niewiele się dzieje. Mężczyzna przyjeżdża do miejsca, które określa równinami, by nakręcić o nich film. Potrzebuje wsparcia finansowego, dlatego szuka odpowiedniego mecenasa, który byłby gotowy sfinansować ambitny projekt. Trafia do domu bogatego właściciela ziemskiego i zaczyna odkrywać nowe dla siebie miejsce.
Filmowiec poznaje okolicznych mieszkańców i zastanawia nad ich przywiązaniem do równin. Ich bezkres wręcz go hipnotyzuje. Przygląda się temu miejscu, przestrzeni. Odkrywa teren dla siebie obcy, ale jako osoba z zewnątrz, chciałby również zrozumieć sposób myślenia ludzi, którzy tu przebywają. Oni sami nazywają swoją okolicę mianem „Interior”. Taki ma też nosić tytuł film głównego bohatera. On sam jednak zbierając materiały do pracy, zdaje się oddalać od swego planowanego dzieła.
Mężczyzna studiuje na własną rękę wszystko to, co ma mu pomóc zrozumieć i uchwycić coś, co wciąż mu umyka. Równiny stają się czymś w rodzaju tajemnicy, podobnie jak poglądy i mentalność osób z interioru. Ich misją jest tworzenie mitu tego terenu, choć niekoniecznie chcą się tym dzielić z innymi. Obserwacje filmowca prowadzą go do pewnych refleksji, które z krajobrazu przestrzeni prowadzą nas ku przestrzeni umysłu. Jedno przechodzi w drugie, im bardziej mężczyzna przygląda się okolicy.
Przestrzeń w „Równinach” staje się tym, co się kontempluje i co prowadzi do poczucia pewnego rodzaju jedności między człowiekiem a przestrzenią. Bezkres skłania do przemyśleń nie tylko na temat krajobrazu, ale również nad własną tożsamością. Zastanawiamy się, czy tylko ludzie z równin są w stanie pojąć tę przestrzeń? Czy może ktoś z zewnątrz, kto obserwuje ludzi z interioru, będzie w stanie lepiej dotrzeć do sedna? Zamknięci w sobie okoliczni mieszkańcy dopuszczają jednak w jakimś stopniu do własnej przestrzeni filmowca, więc to on będzie miał szanse na poznanie ich mentalności, sposobu myślenia czy poglądów. Zastanawiamy się też, jak wiele będzie w stanie pojąć z tego, co go interesuje. Jako człowiek kultury, zajmujący się sztuką filmową, widzimy jak postrzega rzeczywistość i inne dzieła. Jest to pewnego rodzaju proces, gdyż filmowiec z biegiem lat zmienia się, więc jego poglądy również ulegają ewolucji.
Gerald Murane w swej mikropowieści porusza wiele tematów. Nie znajdziemy tu klasycznej fabuły, a raczej rozważania dotyczące przestrzeni, krajobrazu, piękna. Trudno również osadzić tę historię w konkretnym miejscu i czasie. Choć mowa o równinach, są nawet opisy miejsc, to mamy do czynienia z przestrzenią symboliczną. Bohater tej opowieści zmienia się, a kontemplacja przestrzeni prowadzi go do określonych refleksji. Skupia się na własnym wnętrzu, ale dzieje się tak za sprawą otaczającego go krajobrazu. Czytelnik sięgając po tę książkę z pewnością zauważy wyjątkowy język, jakim posługuje się Murane, a im bardziej zagłębi się w „Równiny”, tym więcej pojawi się w nim pytań, a także interpretacyjnych ścieżek podejmowanego w danym momencie problemu.