Książka, po którą sięgnęłam, może zostać uznana za nietypowa. Recenzja nie będzie dotyczyła tych samych kwestii, co zwykle. Dlaczego zatem chciałam przeczytać publikację Andrzeja Glassa pt. „Samolot rolniczy PZL M18 Dromader”? Otóż z potrzeby dowiedzenia się czegoś więcej. Chciałam odkryć, co takiego lata nad moją głową i budzi mnie o świcie. Był akurat czas, kiedy leśnicy chcieli się pozbyć pewnego szkodliwego owada, brudnicy mniszki i samolot Dromader prowadził opryski agrolotnicze (choć dokładniej to raczej pilot nad tym panował) . Książka stała się też pretekstem małego wypadu rowerowego na położone w lasach lotnisko, z którego samolot startuje, by wykonywać swoje zadania.
Kiedy i w jaki sposób doszło do skonstruowania Dromadera o takiej a nie innej konstrukcji? Kto stoi za projektem? Wydawało mi się, że to całkowicie polska maszyna, tymczasem okazuje się, że silnik jest amerykański. Jak to możliwe, że w czasach PRL-u pozwolono Polakom na nabycie licencji z zachodu? Prace nad konstrukcją samolotu rolniczego, z silnikiem o mocy 1000 KM, to już było coś wyjątkowego. W Mielcu szybko pracowano nad prototypem, w 1976 pierwszy model pokazano na wystawie samolotów rolniczych w Las Vegas. Niebo czekało na dromadera.
Nie jestem osobą, która zna się na szczegółach technicznych budowy samolotu. Nie interesuje mnie modelarstwo. Andrzej Glass, autor książki, podaje mnóstwo szczegółów technicznych, jakie z pewnością zadowolą pasjonatów. Znajdziemy tu dokładne rysunki techniczne, zarówno Dromadera, jak i mniej znanych wersji: Dromadera Mini, Super i Mikro. Są nawet skany rysunków z katalogu części i zespołów samolotu, co świadczy to o tym, że autor zadbał o to, by podane informacje były szczegółowe. Pasjonaci lotnictwa i modelarze będą mogli odkrywać wszystkie te detale.
Mnie szczególnie zainteresowała historia powstawania Dromadera, choć tu wiadomości o genezie samolotu i o jej twórcach mogłyby być bardziej rozbudowane. Z uwagą śledziłam także historię eksportu samolotu do 24 krajów. W różnych zakamarkach internetu znaleźć można liczne filmy prezentujące działania tego rolniczego statku powietrznego, który do dziś jest używany. Opryski to nie jedyna funkcja, do której wykorzystuje się Dromadera. Piloci tej maszyny między innymi wypatrują pożarów, a także je gaszą.
Książka Andrzeja Glassa zawiera obszerny materiał fotograficzny. Otrzymujemy zdjęcia samolotu zarówno z czasów współczesnych, jak i te starsze, dokumentujące opisywaną historię. Nie tylko dowiadujemy się, że istniały prototypy znanej nam wersji Dromadera, wszystkie też zobaczymy na fotografiach. Każde ze zdjęć zostało dokładnie opisane, więc czytając podpisy pod nimi, również sporo odkrywamy. Na koniec umieszczono rysunki Dariusza Karnasa różnych wersji Dromadera, co przyda się miłośnikom modelarstwa, a zwykły czytelnik ma okazję, by przyjrzeć się różnym detalom.
Wkrótce samolot rolniczy Dromader obchodzić będzie półwiecze swojego istnienia. Warto poznać tę wyjątkową konstrukcję. Mnie książka Andrzeja Glassa skłoniła do refleksji nad tym, jak inaczej mogłyby potoczyć się losy tej maszyny, gdyby nie czasy PRL-u. Jeśli na niebie zobaczycie charakterystyczny żółty lub żółto-biały samolot o nieco garbatej sylwetce to może być właśnie Dromader. Przez lata zapracował sobie na to, by poświęcić mu chwilę uwagi.