Samotność w „Kochanie, zabiłam nasze koty”

Dłuższy czas czekałam na powieść Doroty Masłowskiej – „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Co powie o świecie młoda, choć przecież dojrzała artystka? Czym nas zaskoczy? Po „Wojnie polsko-ruskiej”, „Pawiu królowej” trudno stworzyć coś równie odkrywczego. Bałam się, czy nie za dużo będzie wymagał od pisarki świat czytelniczy?

Najnowsza historia autorki skojarzyła mi się z kolażem. Choć powieść liczy sobie niewiele stron, Dorota Masłowska zawarła w niej sporo problemów. Wszystko wygląda tak, jakby powstało ze ścinków, a jednocześnie stworzyło nową całość. Odbiór będzie zależał od tego, w jaki sposób spojrzymy na „Kochanie, zabiłam nasze koty”.

Najpierw fabuła. W mieście przypominającym Nowy Jork mieszkają dwie przyjacióki Farah i Joanne. Obiecują sobie to samo, co Klara i Aniela ze „Ślubów panieńskich”, a mianowicie – żadnych mężczyzn. Z podobnym skutkiem jak w sztuce Fredry. Joanne uwikła się w romans ze sprzedawcą kranów, Farah zostaje sama z własnymi fobiami. Szuka jednocześnie bratniej duszy, lecz nie odnajduje jej w obleśnym Albercie z sąsiedztwa. Wreszcie znajduje Go z Polski, kraju w byłej Jugosławii. Prócz tego mamy morderstwo w tle i alkoholiczkę syrenkę…

Bohaterowie Doroty Masłowskiej są samotni w wielkim mieście. Przestrzeń wywołuje w nich lęki i fobie. Trudno im porozumieć się z drugim człowiekiem. Nawet jak pytają, nie chcą słuchać, jedynie mówią o sobie. Przerażająca obserwacja, jednak bardzo prawdziwa.

Natłok informacji, styl konsumpcyjny, doprowadza do niemożliwości porozumienia. Zamiast tego modne ciuchy, lansowanie się, czy dbanie o urodę. Tylko po co? Pisarka wytyka prymitywizm bohaterów. Ich jedynym źródłem wiedzy jest google, a reszta to jakieś dziwne rzeczy, którymi nie warto zaprzątać sobie głowy.

Surrealistyczne sny Farah o podwodnych spotkaniach z syrenami, kojarzą się z autodestrukcją. Do tego prowadzi puste i jałowe życie młodych bohaterów. Uwikłani w maski, sami nie wiedzą, kim naprawdę są. Każdy problem można przecież zdezynfekować mydłem antybakteryjnym…

Książka „Kochanie, zabiłam nasze koty” zostanie zapamiętana za język. W nim właśnie Masłowska wyraża cały absurd współczesnej rzeczywistości. Każde zdanie jest starannie przemyślane. Należy docenić styl autorki, jej kunszt pisarski. Powieść jednak nie każdemu się spodoba. Jeśli odbiorca ma ochotę na lekką lekturę i odprężenie, lepiej niech nie sięga po tę książkę. Warto poznać najnowszą powieść Doroty Masłowskiej, by zobaczyć, gdzie może zaprowadzić nas współczesna proza. Pisarka wytycza pewien nowy szlak, z którym warto się zmierzyć.

  1. „Wojna polsko-ruska” zupełnie mnie nie wciągnęła, nie dałam rady przeczytać, ale po „Kochanie, zabiłam nasze koty” zamierzam sięgnąć, bo wydaje mi się, że może być inna, lepsza :-).

    • Przyznam szczerze, że mi najgorzej się czytało „Pawia królowej” – chyba czas odświeżyć dwie poprzednie książki Masłowskiej, żeby zobaczyć, jak przeszły próbę czasu. Za to „Wojna polsko-ruska” mnie urzekła swoim językiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *