Kiedy zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych, że w księgarniach pojawi się nowa książka Doroty Masłowskiej, poczułam się zaintrygowana. Jeszcze bardzie mnie zaciekawiło to, że „Bowie w Warszawie” jest dramatem. Zresztą został on już zaprezentowany na scenie Teatru Studio w reżyserii Marcina Libera. O czym jest ta historia może zaskoczyć wszystkich tych, którzy spodziewają się dokładnie tego, co sugeruje tytuł. Czytaj dalej
Archiwa tagu: Dorota Maslowska
„Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu?” – Dorota Masłowska
Trudno przejść obojętnie obok tekstów Doroty Masłowskiej. Pisarki, która przejęła kontrolę nad literackim światem książką „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”, mając zaledwie dziewiętnaście lat. Potem otrzymała Nagrodę Literacką Nike za powieść „Paw królowej”. Było to w 2005 roku, czasach zamierzchłych, kiedy wciąż jeszcze pisarz dzięki nagrodom stawał się rozpoznawalny. Autorka zajęła się tworzeniem dramatów, pisze też felietony. Właśnie wydano zbiór jej tekstów z lat 2014-2016 pt. „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu?” Niektórzy mogą je znać, ze względu na to, że były one publikowane w internetowym magazynie kulturalnym Dwutygodnik. Czytaj dalej
„Więcej niż możesz zjeść. Felietony parakulinarne” – Dorota Masłowska
Syci? Po świętach wielkanocnych pisanie o jedzeniu może prowadzić do bólu żołądka. Jednak sposób, w jaki mówi o kulinariach Dorota Masłowska, przyprawia o lekki zawrót głowy. Felietony parakulinarne, które były publikowane w „Zwierciadle” w latach 2011-2013, teraz zebrano w jednej książce – ich premierę zapowiedziano na 9 kwietnia. Okazuje się, że autorka więcej w nich mówi o nas samych, niż o jedzeniu. Więcej tu parodii, bo z rubryką kulinarną te teksty niewiele mają wspólnego.
Felietony kojarzą mi się z niezwykle poważnymi autorami takimi jak Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz. Dzisiaj w każdym liczącym się magazynie natkniemy się na ten rodzaj publicystyki. Jednak Dorota Masłowska w żaden sposób nie kojarzy się z kuchnią, a z przepisami jeszcze mniej. Jej teksty są parakulinarne, bo ich autorka traktuje przepisy à rebours – w zasadzie nie są potrzebne. Można przecież mówiąc o tym jak, co i gdzie jemy, pokazać, jacy jesteśmy. Czytaj dalej
Samotność w „Kochanie, zabiłam nasze koty”
Dłuższy czas czekałam na powieść Doroty Masłowskiej – „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Co powie o świecie młoda, choć przecież dojrzała artystka? Czym nas zaskoczy? Po „Wojnie polsko-ruskiej”, „Pawiu królowej” trudno stworzyć coś równie odkrywczego. Bałam się, czy nie za dużo będzie wymagał od pisarki świat czytelniczy?
Najnowsza historia autorki skojarzyła mi się z kolażem. Choć powieść liczy sobie niewiele stron, Dorota Masłowska zawarła w niej sporo problemów. Wszystko wygląda tak, jakby powstało ze ścinków, a jednocześnie stworzyło nową całość. Odbiór będzie zależał od tego, w jaki sposób spojrzymy na „Kochanie, zabiłam nasze koty”.
Najpierw fabuła. W mieście przypominającym Nowy Jork mieszkają dwie przyjacióki Farah i Joanne. Obiecują sobie to samo, co Klara i Aniela ze „Ślubów panieńskich”, a mianowicie – żadnych mężczyzn. Z podobnym skutkiem jak w sztuce Fredry. Joanne uwikła się w romans ze sprzedawcą kranów, Farah zostaje sama z własnymi fobiami. Szuka jednocześnie bratniej duszy, lecz nie odnajduje jej w obleśnym Albercie z sąsiedztwa. Wreszcie znajduje Go z Polski, kraju w byłej Jugosławii. Prócz tego mamy morderstwo w tle i alkoholiczkę syrenkę…
Bohaterowie Doroty Masłowskiej są samotni w wielkim mieście. Przestrzeń wywołuje w nich lęki i fobie. Trudno im porozumieć się z drugim człowiekiem. Nawet jak pytają, nie chcą słuchać, jedynie mówią o sobie. Przerażająca obserwacja, jednak bardzo prawdziwa.
Natłok informacji, styl konsumpcyjny, doprowadza do niemożliwości porozumienia. Zamiast tego modne ciuchy, lansowanie się, czy dbanie o urodę. Tylko po co? Pisarka wytyka prymitywizm bohaterów. Ich jedynym źródłem wiedzy jest google, a reszta to jakieś dziwne rzeczy, którymi nie warto zaprzątać sobie głowy.
Surrealistyczne sny Farah o podwodnych spotkaniach z syrenami, kojarzą się z autodestrukcją. Do tego prowadzi puste i jałowe życie młodych bohaterów. Uwikłani w maski, sami nie wiedzą, kim naprawdę są. Każdy problem można przecież zdezynfekować mydłem antybakteryjnym…
Książka „Kochanie, zabiłam nasze koty” zostanie zapamiętana za język. W nim właśnie Masłowska wyraża cały absurd współczesnej rzeczywistości. Każde zdanie jest starannie przemyślane. Należy docenić styl autorki, jej kunszt pisarski. Powieść jednak nie każdemu się spodoba. Jeśli odbiorca ma ochotę na lekką lekturę i odprężenie, lepiej niech nie sięga po tę książkę. Warto poznać najnowszą powieść Doroty Masłowskiej, by zobaczyć, gdzie może zaprowadzić nas współczesna proza. Pisarka wytycza pewien nowy szlak, z którym warto się zmierzyć.