Życie nastolatek nie jest łatwe. Wszyscy o tym wiedzą doskonale, bo one same co krok wszystkim wokoło o tym przypominają. Przede wszystkim chcą być akceptowane przez rówieśników i zaczynają dostrzegać, że nie są same na świecie. Pragną być traktowane poważnie, jak dorosłe, ale nie podoba im się świat pełen zakazów. Dlaczego rodzice nie pozwalają na wszystko? Może z czystej złośliwości, a może są nadopiekuńczy? Pisarka Jean Ure w książce „Sekretne spotkanie” porusza niezwykle aktualny problem związany z bezpieczeństwem w sieci. Pokazuje nam go z perspektywy nastoletniej bohaterki, Megan.
Dwunastolatka posiada zwariowaną przyjaciółkę, Annie. Ta ostatnia ma szalone pomysły, dzięki którym nastolatki często wpadają w kłopoty. Na szczęście mama Megan nie zabrania córce na spotkania z Annie. Nie wolno jej jednak używać komputera przyjaciółki. Kobieta jest wrogiem gier komputerowych i internetu. Uważa, że to bardzo niebezpieczne. Nastolatce się to nie podoba, ale jest posłuszna. Zdaje sobie sprawę, że złamanie zakazu oznaczałoby koniec spotkań z Annie, a to dopiero byłaby prawdziwa tragedia.
Kiedy w życiu nie wszystko jest takie, jak byśmy sobie wymarzyli, to warto poszukać wsparcia. Megan znajduje lekarstwo na swoje problemy w powieściach pisanych przez Harriet Chance. Świat opisywany w tych książkach jest doskonale znany dziewczynie, ponieważ pisarka opowiada o tych uczuciach i rozterkach, z którymi Megan się utożsamia. Harriet ma na swoim koncie pół setki powieści, a młoda fanka przeczytała niemal wszystkie. O swojej ukochanej Harriet wie właściwie wszystko. Kiedy Annie wspomina, że w sieci rozmawiała z córką pisarki, pokusa skorzystania z komputera rośnie. Okazuje się, że przyjaciółka Megan korzysta z chatroomów dla miłośników książek Harriet Chance. Czy w takim miejscu mogą czyhać jakieś niebezpieczeństwa? Dziewczęta mają świadomość, jak niebezpieczne jest podawanie swoich danych i Annie tego nie robi.
Zbliżają się urodziny Megan, dlatego Annie chce dać przyjaciółce coś wyjątkowego. Wie, że Megan ucieszyłoby spotkanie z Harriet Chance. Dlatego postanawia zorganizować sekretne spotkanie. Nie ma pojęcia, że doprowadzi do bardzo groźnej sytuacji. Dziewczęta wpadają w tarapaty, choć chwilę im zajmie uświadomienie sobie, że kobieta podająca się za autorkę popularnych powieści, wcale nią nie jest.
W książce „Sekretne spotkanie” młodzi czytelnicy poznają interesującą historię, z której mogą wyciągnąć wnioski. Dowiadują się, że internet może być zagrożeniem, jeśli na chwilę zapomni się o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Dziewczęta ostrzegano przed starszymi panami podszywającymi się za kogoś innego, nie przyszło im do głowy, że na czacie miłośniczek książek dla dziewcząt, może znaleźć się ktoś groźny. Jean Ure nie demonizuje jednak internetu, tak jak matka Megan. Pokazuje na przykładzie głównych bohaterek, że trzeba z niego korzystać umiejętnie. Dlatego wnioski po całej sytuacji, wyciągnie również matka jednej z nich.
Powieść „Sekretne spotkanie” to książka, w której doskonale odnajdą się wszystkie wrażliwe nastolatki. Jean Ure prócz tego najważniejszego problemu związanego z bezpieczeństwem w sieci, porusza jeszcze wiele innych, ale bez rażącego dydaktyzmu. Czytelnicy nie poczują się pouczani. Główna bohaterka dostrzega, że nie przez wszystkich jest akceptowana. Cierpi z tego powodu, że jej babcia choruje na alzheimera i nie jest już taka jak dawniej. Matka Megan samotnie wychowuje córkę, więc nie jest jej łatwo. Jednocześnie chciałaby dziewczynce zaoszczędzić wielu cierpień, stąd te zakazy związane z komputerem i internetem. Nie podobają się one córce, ale ich nie łamie. Widzi jednak, że Annie jest wychowywana inaczej, większość różnic jest jednak w stanie zaakceptować. W książce najpierw dostrzegamy dylematy nastolatki, które pokazane są w świecie bezpiecznym dla dziewcząt. Później jednak narasta napięcie, a czytelnik z niepokojem czeka na rozwój sytuacji. Okazuje się, że lektura tej książki zapewnia zabawę, co ucieszy młodych odbiorców. Do tego uczy, bo zmusza do zastanowienia nad tym, jak zachowywać się w sieci, a historia opisana w książce, wcale nie jest tak słodka jak okładka…