W ubiegłym roku postanowiłam przypomnieć sobie książkę „Wyspa Skarbów” Roberta Louisa Stevensona i przeczytałam tę powieść dzieciom. Nie minęło wiele czasu, a okazało się, że powstaje jej kontynuacja. Autorem sequela został Andrew Motion. Natychmiast nasuwał mi się pytanie: czy ciąg dalszy będzie dorównywał „Wyspie Skarbów”? W jakim stylu zostanie napisany? Zostałam przyjemnie zaskoczona.
Andrew Motion wydał powieść w 2012 roku. Natomiast już od dzisiaj polscy czytelnicy mogą nabyć książkę „Silver. Powrót na Wyspę Skarbów” w księgarniach. Autor nie jest osobą przypadkową, to znany brytyjski pisarz, poeta i biograf, laureat wielu nagród. Jak poradził sobie z tym tematem?
„Wyspa Skarbów” stała się powieścią kultową i jest czytana do dziś, mimo że powstała w XIX wieku. Każdy kto miał okazję ją przeczytać z pewnością poczuł niesamowitego ducha przygody. W powieści: „Silver. Powrót na Wsypę Skarbów” czytelnicy poznają Jima Hawkinsa, który jest synem i imiennikiem doskonale znanego nam głównego bohatera powieści Stevensona.
Akcja sequelu rozgrywa się czterdzieści lat po odnalezieniu skarbu przez ojca Jima. Młodszy Hawkins nie ma łatwego życia. Pomaga tacie w karczmie „Hispaniola”. Jako że starszy Jim nadużywa alkoholu, większość obowiązków spada na syna. Co takiego się wydarzyło, że znany nam z pierwszej części sympatyczny chłopak tak się zmienił? Otóż jego ukochana żona zmarła podczas porodu. Odtąd w życie Hawkinsa na zawsze wdarła się melancholia.
Nudne i nieciekawe życie młodego Jima nagle się zmienia o 180 stopni. Poznaje dziewczynę, Natty, która spowoduje, że nagle zaczyna się przygoda. Nastolatka okazuje się być córką słynnego Długiego Johna Silvera. Stary, niewidomy, będący u kresu życia człowiek ma dla Jima zadanie. Ma zabrać ojcu mapę, która prowadzi na Wyspę Skarbów, bo tam zostało sporo srebra, które może dać im bogactwo. Jim musi podjąć decyzję – czy ucieknie z domu i wykradnie rodzicowi pieczołowicie strzeżoną mapę?
Zwycięża chęć przygody. Chłopak decyduje się na kradzież. Silver już przygotował statek, ale na pokładzie znajdzie się Natty, przebrana za chłopaka. Zaczyna się wyprawa – pełna przygód i zwrotów akcji. Co bohaterowie znajdą na Wyspie Skarbów? Czy zastaną pozostawionych tam czterdzieści lat temu marynarzy? Jak zakończy się ta przygoda?
Andrew Motion najbardziej zaskoczył mnie tym, że świetnie oddał styl swego poprzednika. Spodziewałam się, że otrzymam lekką powieść napisaną współczesnym językiem, ale nic z tego. Powieść „Silver. Powrót na Wyspę Skarbów” posiada nie tylko podobny klimat, odnosi się również wrażenie, że Robert Louis Stevenson byłby z niej zadowolony. Podobnie rzecz się dzieje z bohaterami powieści Motiona. Jim jest równie naiwny jak jego poprzednik, ale posiada dobre serce. Podróż na wyspę sprawia, że dojrzewa, staje się człowiekiem świadomym.
Książka „Silver. Podróż na Wyspę Skarbów” spowoduje, że przeniesiemy się do miejsca, w którym nie zabraknie przygód i emocji. Są osoby, które przepadają za powieściami marynistycznymi, ale ta również spodoba się wszystkim miłośnikom literackich podróży i niebezpiecznych zdarzeń. Myślę, że można polecić książkę już nastolatkom od dwunastego roku życia. Muszę dodać, że autor nie zapomniał również o pewnym moralizatorstwie swojego poprzednika i w swej powieści krytykuje niewolnictwo. Jednak nie zabraknie mrożących krew w żyłach scen i kilka osób straci życie, ale bez obaw – nie ma tu nadmiernej brutalności. Trzeba jednak pamiętać, że życie poszukiwaczy skarbów nie jest dla mięczaków. Niewątpliwie największym plusem jest zakończenie, ale tu niestety nie mogę zbyt wiele zdradzać, by nikomu nie odebrać przyjemności z czytania…
Obie książki z pewnością kiedyś przeczytam synkowi albo on sam po nie sięgnie 🙂
Ciekawe, jak to będzie z tym młodym pokoleniem… Moje dzieci są jeszcze troszkę niedojrzałe na „Silvera”, ale „Wyspę Skarbów” im przeczytałam i były zadowolone. Teraz się burzą, bo by chciały poznać kontynuację.
No cóż, trzeba będzie przeczytać, czasami wracam do tego rodzaju literatury i muszę przyznać, że nadal zdarza mi się spędzić noc z powieścią o piratach, jakbym miał znowu 12 lat 😉
Lubię takie podróże w czasie. Chociaż wtedy wszystko było bardziej emocjonujące – bo działo się po raz pierwszy. 🙂